Zapraszam do czytania i komentowania
~Adriana
(z perspektywy Tii)
Siedziałam przy stole Sebastiana razem z moim jednocześnie ukochanym jak i znienawidzonym rodzeństwem. Dziś dowiedziałam się że Tobias zrezygnował z bycia grupowym a jako że ja jestem najstarsza zaraz po nim zostałam grupową. Właśnie zjadałam się pysznymi pączkami i sokiem wieloowocowym gdy rozległ się gong.
Gong oznacza że albo przybył nowy obozowicz albo jakieś potwory przeszły przez granicę obozu. Wszyscy w stołówce podnieśli się z krzeseł i ruszyli ku wyjściu. Chejron szedł na przedzie grupy i co jakiś czas upominał synów Hermesa i moich braci bo robili sobie ze wszystkich jaja a później tarzali się dosłownie ze śmiechu na widok miny i reakcji swoich ofiar. Wyłaniając się zza wzgórza zobaczyłam dziewczynę na oko trzynastolatkę która dostała zadyszki po szybkim biegu.
Obserwowaliśmy z uwagą przebieg wydarzeń. Peeta – syn Nike – zeskoczył z drzewa i podbiegł do dziewczyny. Przez chwilę rozmawiali, w pewnej chwili ona została uznana. Uznana przez Panią Julię. Wszyscy wstrzymali oddech, ale tylko na ułamek sekundy bo zaraz dało się słyszeć szepty i komentarze na temat tego wydarzenia. Petta pomógł jej wstać i zaczął iść z nią w naszą stronę.
- Rozejść się do domków!!! – grzmiał Chejron – Grupowych proszę do mnie!!! – zrobiło się zamieszanie, jedni szli na arenę inni do domków. Ci którzy zostali byli grupowymi. Podeszła do nas ta dziewczyna. Miała czarne włosy i intensywnie niebieskie oczy, oczy które przeszywały na wylot.
- Jak masz na imię dziecko? – spytał centaur
- Merliah Revis mówcie do mnie Lia, mieszkam w Rio z tatą. – zaciekawiła mnie jej odpowiedź… Mieszka w Rio? Przecież to w Brazylii! Musiała lecieć na Stanów samolotem.
- Czy wiesz co się dzisiaj właśnie stało? – Chejron kontynuował zadawanie pytań
- Tak, zostałam uznana przez moją mamę Julkę. – Skąd ona wiedziała? Czyżby ojciec jej powiedział?
- Czyli wiedziałaś o tym? – drążył temat
- Wiedziałam, Ada, Seb i mama mi o tym powiedzieli. Powiedzieli też że mam nie odwracać się za siebie.
Chejron na chwilę przybrał zamyślony wyraz twarzy
- Dlatego biegłaś – ocenił, przeważnie gdy do Obozu trafia heros musi pokonać kilka potworów które czyhają na półbogów w lesie.
Przytaknęła.
- Czy mogę już iść do mojego domku? Mama mówiła że tam będę mieszkać.
Pan D. jak zawsze musiał coś dodać od siebie bo nie byłby sobą…
- Tak, możesz iść, z powrotem do lasu bo nie potrzebuję jeszcze jednej heroski na głowie. Cały ten zasrany Obóz mi wystarczy. – żachnął się
- Dionizosie!!! Jak możesz?- Chejron co jakiś czas musi przypominać jak powinien się zachować – według moich braci, dzieci Nike, Hermesa i Aresa – kolo od wina.
- To ja mogę już iść? – Lia spytała zniecierpliwiona
- NIE!!! – krzyknął Chejron i Pan D.
No cóż, czasami lubią się pokłócić…
Jednak tej nowej od Julii chyba puściły nerwy bo uniosła się w powietrze, ale wyglądała na nieprzytomną bo leżała bezwładnie. Rozbłysła turkusowym światłem i zaczęła się zmieniać. Jej włosy stały się czarne jak smoła, oczy miały ten sam odcień natomiast z pleców wyrosły a raczej rozwinęły się skrzydła. Piękne, białe skrzydła. Wkurzyła się, czułam to. Emanowało od niej światło… poświata? Nie wiedziałam w tamtej chwili co robić więc tylko patrzyłam. Gdy złość chyba jej przeszła spadłaby na ziemię gdyby nie Peeta. W ostatniej chwili ją złapał.
- Peeta, zanieś ją do szpitala. – powiedział Chejron przerywając kłótnię z Dionizosem, gostkiem od wina i bogiem…
Jestem ciekawa co jej jest...
OdpowiedzUsuńTak w ogóle to cześć ;) Znalazłam twojego bloga i przeczytalam. Musze przyznac, ze jestem pod wrazeniem :D niesamowita historia, czekam z niecierpliwoscia na kolejny rozdzial ^^