Życzę wszystkim miłego czytania!!!
~Adriana di Angelo
Merliah
Wysiadłam z samolotu ciągle czując że ktoś mnie obserwuje. Rozglądałam się po lotnisku poszukując tych trzech osób o których mówił mi tata. Gdy nie zauważyłam nikogo kto może na mnie czekać, a wodziłam wzrokiem po całym lotnisku, poszłam odebrać swoją walizkę z recepcji.
- Przepraszam – zaczęłam gdy znalazłam się przy biurze – Czy może na lotnisku czeka na mnie Sebastian Hood, Adrian Sulivan i Julka Solance? I czy mogłabym odebrać walizkę? – recepcjonistka skinęła głową i postawiła przede mną mój bagaż.
- Ty jesteś panienka Merliah? – przytaknęłam - Przyszli jakiś czas temu i powiedzieli ze mam ci zamówić limuzynę do Long Island a tam wszystkiego się dowiesz. Poczekaj. – powiedziała i zaczęła wykręcać numer na telefonie. Czekać, cofnąć do momentu o limuzynie, że jak? Limuzyna? Taka prawdziwa, długa?
- Chciałabym zamówić limuzynę na lotnisko w Nowym Jorku. Kiedy przyjedzie? Acha, nie można by wcześniej? Jest taka możliwość. Ile? Dopłacimy – w głosie recepcjonistki wyczuć można zdenerwowanie jak i zażenowanie - To kiedy przyjedzie? Acha... Dobrze– rozłączyła się – Za piętnaście minut będzie. Niech panienka poczeka na korytarzu. – wskazała na rząd plastikowych, czarnych krzeseł poustawianych pod ścianą.
Zastanawiałam się dlaczego mówi do mnie na per „panienka”…
Usiadłam na pierwszym z brzegu, wygrzebałam z plecaka mój biały tablet, który dostałam od taty na dwunaste urodziny, włączyłam go i sprawdziłam czy jest zasięg, całe szczęście był!!! Niebiosa wysłuchały moich modłów!!! Włączyłam taką aplikację wattpad by poczytać sobie „Córkę Królowej” . Był to super blog o córce Hery która trafia do obozu herosów, tego z książek wujka Rica. Z tego transu wybudził mnie głos, głos recepcjonistki… Mówiła coś do mnie
- …już jest, pomóc panience przenosić bagaże? – spytała uprzejmie
- Co jest?
- Samochód już przyjechał, czy pomóc panience nieść walizkę?
- Nie, poradzę sobie. – złapałam walizkę i wyszłam z budynku. Przede mną stała czarna limuzyna. Z duchu czułam takie „Wow!!!” Facet w garniturze otworzył przede mną drzwi auta i nakazał ręką że mam wsiąść.
Wgramoliłam się do środka i zauważyłam że w środku siedzą trzy osoby, pewnie te o których mówił tata. Chłopak siedzący najbliżej wejścia miała ma uszach słuchawki. Rudowłosa dziewczyna siedząca obok wpatrywała się bezmyślnie przed siebie. Miała dziwne pomarańczowo-złote oczy. P drugiej stronie siedział dziewczyna mająca czarne włosy i niebieskie oczy. Tak intensywne że aż robiło się niedobrze od patrzenia w nie… Wszyscy na coś wyczekiwali. Chyba na to że rozpocznę rozmowę.-Yyy, mam na imię…
- Merliah, wiemy. Twój tata mówił że jedziesz do Obozu – powiedziała czarnowłosa siedemnastolatka o niebieskich oczach
- Acha, a co ma być na tym obozie o którym mówił mi tata?
- Nauczysz się walczyć z potworami, władać łukiem, mieczem, sztyletem, biczami i kuszą. Oraz korzystać ze swoich boskich umiejętności. – odpowiedziała jakby nic ją to nie obchodziło
- Fajnie! – mruknęłam -Prędzej się zabiję, lub ktoś wyświadczy mi przysługę i to zrobi.
- Nie pozwolę na to – powiedział stanowczo ta sama dziewczyna
- Dlaczego?
- Ponieważ jestem twoją matką, a ty moją jedyną w ciągu pięciu stuleci córką.
Wybuchłam niepohamowanym śmiechem. Że co? Ona wygląda na siedemnaście lat a ja mam trzynaście. Mogłaby być moją starszą siostrą. Mówi coś o pięciu stuleciach… matko! To ile ona mogłaby mieć lat? Ale stop!!! Nikt nie żyje tak długo chyba że jest… bogiem. Ale bogowie nie istnieją. To tylko stereotypy…
- Acha, i mam niby w to uwierzyć?
- Merliah jesteś heroską, półboginią, ja jestem Julia, bogini głębin, duszy, plaż, turkusowego i turkusa. Mam tylko jedną córkę i ona właśnie stoi przede mną.
- Bogowie nie istnieją. – powiedziałam pewnie
- Ja istnieję.
- Dobra, to inaczej. Wiem, w mitologii była Adriana, Sebastian i Julka jako nieznośni herosi. Córka Nike, syn Hermesa i córka Posejdona. Chejrona ich nienawidził…
- I nadal nienawidzi – dopowiedział Sebastian – głupi osioł.
Wybuchnęliśmy śmiechem
- I nadal nienawidzi – zgodziłam się gdy opanowałam głupawkę– byli okłamywani i żyli pod klątwą dlatego mogli umrzeć.
- Dokładnie, później na arenie w Obozie Herosów uznał nas Hermes i Artemida– włączyła się rudowłosa, chyba, na pewno Adriana
- Naprawdę jesteście bogami… - szepnęłam a oni pokiwali głowami
- Nie mam rodzeństwa?
Cisza, odpowiedział mi cisza…
- Dojechaliśmy, więc musimy się pożegnać, nie mów nikomu kogo jesteś córką. Sama cię dzisiaj jeszcze uznam, dobrze?
Skinęłam głową na potwierdzenie słów mojej „mamy”
- Powiedz do mnie mamo. – poprosiła
- Do zobaczenia mamo, Sebastianie, Adriano…
- Do zobaczenia, idź przed siebie, nie patrz na boki– powiedziała moja mama
***
CDN
PROSZĘ O KOMENTARZE!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz