Kilkanaście pokoleń później…
Szłam ulicami Rio, przemieszczałam się cicho, chciałam by nikt mnie nie zauważył. Nikt nie mógł się o tym dowiedzieć. Stanęłam dopiero przed kamienicom w zielonym kolorze. Myśli kłębiły mi się w głowie… Jak mogłam to zrobić? Co mną kierowało?
Podniosłam rękę i zapukałam do drzwi. Chwilę później usłyszałam że otwierają się drzwi. Wślizgnęłam się do środka i rzuciłam się w ramiona Riana. Stałam tak dłuższą chwilę wpatrując się w jego zielone oczy, gdy wreszcie zdobyłam się na odwagę szepnęłam tak cicho jak potrafiłam:
- Jestem w ciąży.
Po policzku mojego ukochanego spłynęła łza szczęścia. Wiedziałam że się cieszy ale ja nie wiedziałam co o tym myśleć. Przecież złożyłam przysięgę. Tak jak Artemida, Hestia, czy Atena. I co? Złamałam przysięgę czystości.
Rian dotknął ręką mój brzuch.
- Chłopiec czy dziewczynka? – spytał
- Dziewczynka, daj jej na imię Merliah, ja niestety nie mogę się nią opiekować. Zajmiesz się nią?
Skinął głową.
-Gdy skończy trzynaście lat zabierz ją do obozu, na Long Island. - zarządziłam
- Kiedy Cię znów zobaczę?
- Nie wiem – przyznałam – Posejdon i tak jest nie zadowolony z tego że zaniedbuję obowiązki. Wiesz głębiny i wszystkie morskie stworzenia mieszkające tam.
- Nie mogłabyś zostać? – już miałam wyjść gdy złapał mnie za rękę.
- Przecież wiesz kochanie że to niemożliwe. Zeus i inni bogowie, nie, nie mogę. Kiedyś zrozumiesz.
Nie wiem co mnie naszło lecz go pocałowałam, gdy opuściłam budynek pomyślałam o Moim domu w dzielnicy olimpijskiej, na Olimpie oczywiście. Zmieniłam się w jasne turkusowe światło i już mnie nie było.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz