wtorek, 21 kwietnia 2015

Rozdział II

Rozdział II

Adriana

Gdy uroczystość się skończyła poszłam do domku Hermesa razem z Sebastianem i Julką. Wszyscy obozowicze próbowali się dowiedzieć kogo dziećmi jesteśmy. Snuli przypuszczenia że jestem od Zeusa albo Aresa… byli blisko mojego pochodzenia prawdziwego więc nie chciałam się ujawnić. Seb był brany za syna Apolla, jednak dzieci Apolla mówiły że jest od Dionizosa, ci od Dionizosa że od Hermesa i mieli rację. A Jula, zakładali że jest córką Ateny, i jak tu nie podziwiać herosowej głupoty... Wracając do ciasnego domku Hermesa gdzie mam łóżko prawie złączone z innymi, przejście ma szerokość około piętnastu centymetrów. Nie da się spokojnie przejść między łóżkami by się nie wywalić. Dobrze że jest jeszcze Jula bo chyba bym zwariowała. Nienawidzę się gnieździć razem z jakimiś dupkami z domku Hermesa (nie licząc oczywiście Sebastiana)… Dziś w jedenastce odbywała się impreza. Okazało się że u nich „impra” odbywa się co tydzień (ci od Dionizosa robią imprezy co drugi dzień…). Oczywiście nie obyło się bez mojego głupiego przyjaciela, który musiał się popisać.
- Najpierw przysięgnijcie na Styks że w to zagracie – powiedział Seb, no dobra domyślam się co to za gra… też w to kiedyś grałam.. z nim.
Wszyscy przysięgli, zaczęła się zabawa w Zjebane pytania, no ale jak się przysięga to trza grać.
- Więc zabawa polega na zadawaniu innej osobie której się chce sprośnego pytania… ta ma obowiązek odpowiedzieć i zapytać inną osobę którą chce… No to ja zacznę… Adriana wolałabyś pójść do łóżka z bezdomnym czy pocałować kogoś z obecnych?
-  A więc wolałabym pocałować…
- A kogo – drążył temat pogrzany idiota… który dobrze wiedział co odpowiem…
- Ugh… no… - zacięłam się, UWAGA!!! Awaria systemu… powtarzam awaria systemu!!!
- Kogo? – zaciekawił się – szybciej bo się zestarzeję – zrobił ten swój uśmiech złodziejaszka który świadczył o zbyt dużej ilości adrenaliny we krwi.
- Niech będzie… ciebie.
Tylko to powiedziałam a on przyciągnął mnie do siebie i pocałował, było cudownie więc nie protestowałam. Zanim trafiliśmy do Elizjum był moim chłopakiem, przyjacielem i starszym bratem którego nigdy nie miałam. Dało się słyszeć komentarze w stylu „No nie”, „Dlaczego?”, i takie inne… Seb troszeczkę chamski, szalony, zabawny to mi odpowiadało. Wreszcie się od niego oderwałam.
- No dobra gramy dalej. – podsumował
- Jasne, a więc… Tarvis podkochujesz się w kimś z obozu? – spytałam zażenowana
- Tak – powiedział szybko – O bogowie! Po co ja przysięgałem! – począł lamentować
- W kim? - dociekałam
- Julce Solance
Julia po tym wyznaniu o mało z krzesła nie spadła, ja i Seb wybuchnęliśmy śmiechem.
- Stary, będziesz moją ulubioną zaraz po Julce ofiarą żartów, a mam ich trochę w zanadrzu…
- Adriana opowiecie trochę o sobie? No bo my prawie was nie znamy…
- OK, a więc urodziłam się 10 lutego 1979 roku, z Sebastianem i Julką znałam się od dziecka. Zawsze mieliśmy szalone pomysły… W lipcu 1990-ego trafiliśmy do Obozu, ale wcześniej już odkryliśmy że coś z nami nie tak. Ja ciągle wygrywałam nawet wtedy gdy się nie uczyłam do konkursów, miałam najlepsze oceny w szkole, same szóstki. Seb potrafił ukraść wszystko i ciągle robił komuś żarty. A Julka ona lepiej wam opowiem. Byliśmy nad rzeką kilka dni przed przyjazdem do Obozu, na tej rzece leżał powalone drzewo, wiecie jestem do Nike zawsze wygrywam, więc założyłam się z Sebastianem że przez nie przejdę na drugą stronę rzeki. Przeszłam i śmiałam się że on jest taki ciężki że kłoda się pod jego ciężarem załamie. Oczywiście przeszłam na drugą stronę, Julka po moich namowach również. To miał być żart ale nie wyszedł, klepnęłam ją po plecach gdy siedziała obok mnie. Tak się przestraszyła ze z krzykiem wpadła do wody. Gdy wyszła na brzeg dziwiliśmy się że nie jest mokra. Jeszcze raz weszła do wody, zanurzyła się po szyje, wyszła a my stwierdziliśmy również że jest sucha. Wtedy odkryliśmy że włada wodą jako córka Posejdona. Była grupowa tak jak ja, i Seb. Byliśmy razem na pięciu misjach. Na tej piątej zmarliśmy było to 11 kwietnia 1993 roku. Trafiliśmy do Elizjum.
Wszyscy niespokojnie się poruszyli jakby przeszedł ich dreszcz po słowach „zmarliśmy… owszem ożywiono nas po dwudziestu jeden latach spędzonych w Elizjum. Cały wieczór minął dość spokojnie nie licząc chyba zachowania Julki która nie darzyła sympatią „Pana Tarvisa jej przyszłego męża” jak to ujął Seb. Oberwał wtedy wodą… z kibla przyznam należało mu się. Zaczynał z córką Posejdona która nie lubi facetów którzy wyznają jej miłość. Connor próbował przejść przez jezioro wody z kibla ale… był jeden haczyk wpadł do kosza na śmieci przy oknie. Wspaniały początek wspaniałego dnia. Z godzinę Tarvis próbował wyjąć brata z kosza. Wreszcie zainteresowałam się nazwiskiem Seba, Connora i Tarvisa. Przecież oni wszyscy mieli na nazwiska „Hood”. A może przecież Seb miał siostrę młodszą o osiem lat ale miał… a może…
- Tarvis, czy twoja matka nie ma na imię Kate Hood? – spytałam
- Ma, a dlaczego pytasz?
- Bo Kate Hood to o rok lat młodsza siostra Sebastiana… to by znaczyło że jesteście rodziną… nie tylko od ojca…

"Niech nie wie nikt, nie zdradzaj nic,
Żadnych uczuć od teraz tak masz żyć!
Bez słów, bez snów, łzom nie dać się...
Choć świat już wie!"

-Co?!? – wykrzyknął Sebastian, Tarvis i Connor który już został uwolniony od kosza na śmieci…
- Czekaj ty chcesz powiedzieć że moja siostra to matka ich… - wskazał na Connora i Tarvisa – Przecież ona ma… - począł liczyć na palcach- trzydzieści cztery lata… teraz… a ja jestem wciąż piętnastolatkiem… o rany. Impreza trwała w najlepsze do godziny 23:00, o tej godzinie położyłam się spać. Bardzo szybko zasnęłam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz