Adriana
Było dość późno gdy się obudziłam, słońce dawno wzeszło. Najbardziej zadziwiający był natomiast widok domku Hermesa pogrążonego we śnie. Connor spał na koszu, Tarvis wylegiwał się na parapecie a Seb leżał rozciągnięty na podłodze i o dziwo na twarzy miał maseczkę w miętowym kolorze. Podejrzewam że to pasta do zębów. Skoro już jest południe to trzeba obudzić towarzyszy…, ale najpierw się ubiorę. Wyjęłam z walizki żółte szorty i biały top. Wciągnęłam je na siebie i kontynuowałam misję „budzenie Hermesiątek”. Podeszłam powoli do okna uważając by nikogo nie nadepnąć. Otworzyłam je szeroko i postanowiłam poczekać. Kilka minut później dało się słyszeć pierwsze pomrukiwania obozowiczów którzy poczuli gorące, upalne powietrze.
- Co to, Sahara? – spytał Seb zbity z tropu, powoli wstając z podłogi.
- Nie, domek 11, godzina 12:04. Ale na ziemi chyba jest bardzo wygodnie więc nie będę przeszkadzać – powiedziałam zirytowana
Nie żeby mnie to zdziwiło ale Seb miał na sobie MOJE żółte rurki! Pytanie do niego brzmiało „Dlaczego do cholery jest ubrany w moje rurki?”. To nie koniec dziwnego ubioru… na głowie Tarvisa zauważyłam turban z papieru toaletowego natomiast Connor założył perukę… czyli zielone rajtuzy jakiejś dziewczyny. I jak tu nie wątpić czy jest się przy zdrowych zmysłach… Ogarnięcie tego całego pobojowiska (domku 11-ego) trochę trwało, ale około piętnastej z zadowoleniem mogliśmy powiedzieć że mamy czysto w domku. Po generalnym sprzątaniu udałam się razem z Sebem i Julką na arenę szermierczą by potrenować. Dobrze że miałam swój miecz. Dochodząc do areny usłyszałam że Chejron właśnie ogłaszał kto jest z kim w parze…
- …Adriana z Clarisse – na jego słowa wszyscy obozowicze wyraźnie się przerazili a Clarisse uśmiechnęła się szeroko – Sebastian z Percym, Julka z Annabeth. Walczcie!
Odwróciłam się do Juli i Seba, posłałam im przelotny uśmiech i ruszyłam biegiem ku córce Aresa… chyba. Dziewczyna zmierzyła mnie od stóp do głów.
- Spokojnie, postaram się nie wgnieść cię w ziemię – chrząknęła
- Dobra – szepnęłam przestępując z nogi na nogę – zaczynajmy
Nie chciałam atakować pierwsza, pierwsza zasada w szermierce „Jeśli nie znasz przeciwnika nie atakuj pierwsza” dobra, ona krążyła wokół mnie ja stałam w bezruchu. Nie wiem do końca jak to robie ale podczas walki czy w innym przypadku nie da się mnie zaskoczyć. Po prostu widzę co się dzieje za mną. Clarisse wreszcie się znudziło chodzenie w kółko, zaatakowała. Po prostu rzuciła się na mnie. Uskoczyłam jednocześnie zadając pchnięcie w brzuch. Wyprostowała się i ruszyła w moim kierunku, nasze miecze z brzdękiem się skrzyżowały. Wprowadziłam odgórne cięcie po czym pozwoliłam się zaatakować. Wykorzystałam moment gdy trzymała miecz lżej niż przy ataku. Zahaczyłam o rękojeść i przekręciłam. Broń wypadła z jej ręki, wyskoczyłam z powietrze i złapałam jej miecz w locie za rękojeść. Zgrabnie opadłam przed córkę Aresa przystawiając jej oba miecze do szyi. Jeden z przodu, drugi z tyłu. Clarisse patrzyła na mnie jak na wariatkę…
- Jak ty to, - spytała zdziwiona - przegrywam tylko z Dziećmi Wielkiej Trójki i dziećmi Nike. Więc jesteś córką jednego boga z tych czterech, tak?
- Tak – odpowiedziałam oddając jej miecz. Podbiegłam do Seba i Julki, oni też wygrali ze swoimi przeciwnikami. Seb powalił Percy’ ego a Julka zraniła Annabeth. Niech się dowiedzą że jesteśmy najlepsi w szermierce! Ha!
***
Dzieci Aresa
W domku piątym panowała napięta atmosfera, wszyscy byli niezadowoleni z przegranej Clarisse. Wszyscy próbowali dociec kogo dziećmi są ożywieńcy. Kate, jedna z córek Aresa znalazła w księgach Sybilli taką przepowiednie:
Córka pierwszej miłości wraz z córką mórz i synem wspomnień
Polegnie nie raz lecz pozostanie nadzieja,
Cały świat zależny od ich wspólnych losów,
Bez córki dziewicy i syna młodości
Nienawiść w ich sercach na nowo zagości
Córka bogiń pomocy potrzebuje
W Kordylierach samotnie poluje.
- Clarisse czy przypadkiem od chwili ich śmierci nie upłynęło już dwadzieścia lat? – spytała Kate
- No raczej że minęło!?! – odpowiedziała ze zirytowaniem córka Aresa
- Czyli to o nich!!! – wykrzyknęła uradowana dziewczyna – Masz, przeczytaj – powiedziała wciskając książkę siostrze
Clarisse z ciekawością przyjęła księgę i przeczytała kilka razy przepowiednie. Po czym odłożyła zapiski na półkę.
- Ha! Czyli ona jest albo od Wodorosta albo od Nike! A ten Sebastian to synalek Hermesa!!! No to by się zgadzało!
***
AdrianaPędziłam co sił w nogach nad jezioro kajakowe z Sebem i Julką. Gdy tylko wbiegłam na pomost ściągnęłam buty i szybko wskoczyłam do wody. Seb pływał obok mnie a Julka nurkowała. Złapałam ją za rękę i pociągnęłam na powierzchnię.
- Weź stwórz wielką bańkę w jeziorze żebyśmy mogli tam siedzieć i gadać razem… plose… - zrobiłam słodkie oczka
Nie musiałam długo czekać, kilka chwil później rozmawialiśmy już pod wodą, ale na moje nieszczęście ci od Demeter i Apolla właśnie mieli zajęcia z kajakarstwa… więc chyba pomyśleli że się topiliśmy i wszczęli akcję ratunkową. Był jeden problem, gdy zobaczyli nas w wodzie ale jednocześnie w bańce mało zawału nie dostali. Zauważyłam że wokół jeziora zbierają się obozowicze. Jeden z synów Apolla wypłynął na powierzchnie i zameldował
- Chejronie oni… tam pod wodą… oni… są w bańce… jedno z nich to dziecko Posejdona!!!
- Wiem Will. Adriana, Sebastian, Julka!!! Natychmiast z wody!
Więc wyszliśmy wszyscy susi na brzeg. Powitały nas zdziwione miny obozowiczów. Jak zawsze pękaliśmy ze śmiech tarzając się po piasku na widok min obozowiczów. A oni mówili „Co oni?”. Matko co za sztywniaki! Bawić się nie umieją!!!
- Chejronie możemy powiedzieć bo nie wytrzymamy…? – spytałam jeszcze dławiąc się śmiechem
- Dobrze, - westchnął centaur – mówcie
Uzgodniłam z Julką że ja mówię i posłałam mordercze spojrzenie Sebowi gdy chciał się wtrącić… gdyby spojrzenie mogło zabijać… ach… marzenia… na mojej liście osób do zabicia wzrokiem było DUŻO.
- No jak wiecie jesteśmy ożywieńcami, mieliście zgadnąć naszych boskich rodziców więc zaczniemy od domku Posejdona.
Głos zabrał Percy,
- No więc myślę że ty jesteś od Zeusa, Julka od Ateny a Sebastian od Dionizosa – gdyby się zastanowić to on jest głupi bo wiedział czyimi jesteśmy dziećmi.
- Domek Demetry?
- Tak samo jak powiedział Percy – odparła grupowa czwórki
- Piątka?
- No więc, ty jesteś od Nike, tamta – powiedziała Clarisse wskazując na Julkę - od Wodorosta a ten laluś od Hermesa.
- Tak Clarisse, ja jestem córką Nike, obecną grupową siedemnastki, Seb jest synem Hermesa również obecnym grupowym a Julka córką Posejdona.
Tłum obozowiczów którzy zgromadzili się przy jeziorze rozpoczął dyskusje. Dyskutowali, dyskutowali i dyskutowali. Aż wreszcie uznali nas rodzice. Nad moją głową rozbłysnął złoty wieniec laurowy, nad Sebem żółty kaduceusz, nad Julką trójząb w kolorze zielonym. Co za szczęście! To teraz mam pomysł! Szepnęłam Julce do ucha kilka słów… Ona tylko spojrzała na mnie i się uśmiechnęła po czym odwróciła się w stronę jeziora, podniosła ręce w górę i stworzyła falę jak do jazdy na desce… oraz tak nie dziwcie się, deski surfingowe z wody. Ale będzie jazda!!! Ruszyliśmy biegiem po molu, gdy się skończyło biegliśmy dalej w powietrzu, jak się jest ulubionym herosem Zeusa to można chodzić powietrzu, aż wreszcie wskoczyliśmy na wodne deski lewitujące nad wodą.
- Nie dogonisz mnie! – darłam się do Sebastiana – Jesteś zbyt powolny!
- Ach tak, to popatrz! – tak sobie myślę czy on zdaje sobie sprawę z tego że jestem córką Nike. Ja zawsze wygrywam!
Próbował mnie prześcignąć ale ja wykonałam trik, wyskoczyłam w powietrze na około trzy metry, Seb tak się przeraził że spadł z deski do wody. Śmiechu co niemiara ale zakończmy to już. Złapałam deskę w locie i tak jakby się na niej położyłam. Skierowałam trajektorię lotu w stronę syna Hermesa. Zanurkowałam w wodzie, po chwili się wynurzyłam. Chejron o mało zawału nie dostał. A my dostaliśmy oklaski… Julka wykonywała triki w powietrzu, wreszcie podpłynęła do nas. Kolejna misja zakończona sukcesem! Przybiliśmy piątkę…- Adriana! Sebastian! Julka! Z wami to jest urwanie głowy. Na brzeg! – oznajmił Chejron… posłusznie choć nieśpiesznie wyszliśmy na stały ląd, choć ja to sobie w powietrzu płynęłam na plecach razem z Sebem, a Jula leżała na brzuchy na powierzchni jeziora i czytała książkę z wody. Uwaga zawodowanie! UWAGA!
- Chejronie – powiedziała Annabeth – dlaczego się tak denerwujesz? Czy coś się stało?
- Dobrze opowiem wam. Usiądźcie.
Usiedliśmy blisko Chejrona, ja oczywiście w środku, bo jak mogłoby być inaczej, jestem liderem paczki. Naj, naj, z głupimi pomysłami i robieniem następnie myśleniem.
- Więc Adriana, Sebastian i Julka… co mam opowiadać. Że byli najbardziej nieznośnymi, szalonymi, rządnymi przygód przyjaciółmi w historii obozu, nikt dotąd ich nie przebił. Nawet wy Hoodowie, wasze żarty to nic w porównaniu z ich poczuciem humoru jeśli można to tak nazwać. Nie było dnia żeby nie wywinęli komuś kawału. Raz nawet ukradli kaduceusz Hermesowi. Co tu opowiadać, są odważni aż za nadto, w swoim czasie pobytu w obozie byli najlepszymi szermierzami, najlepiej strzelali z łuku i walczyli sztyletami. Byli na pięciu misjach…
Musiałam się wtrącić bo co by było jakbym się nie wtrąciła do rozmowy, świat by się zawalił!
- Pamiętam jak kiedyś nas goniłeś bo trafiłam cie strzałą z łuku. – obozowicze wybuchli na tą informację niepohamowanym śmiechem - Pobiegliśmy nad rzekę i usiedliśmy na środku przewróconego drzewa. Albo wtedy pierwszy dzień wakacji kiedy przyjechaliśmy do obozu na trzeci rok. Wystrzeliliśmy fajerwerki o trzeciej nad ranem, a ty tak się wkurzyłeś bo obudziliśmy cały obóz i za karę musieliśmy pracować z tym barze gdzie przychodzą bogowie,
Nie dokończyłam bo pan szanowny Sebastian-cham mi przerwał z premedytacją.
- I Adriana napyskowała Zeusowi i Posejdonowi, a jak się skapnęła to aż przez dziesięć minut lamentowała co to będzie.
Annabeth siedząca obok Percy’ ego ledwo opanowywał śmiech. Chejron łypał na nas spode łba, a Tarvis i Connor tarzali się po trawie ze śmiechu. Gdy wreszcie opanowali się musieli przyznać że mamy o wiele lepszy wynik w żartach i kradzieżach niż oni.
- Ale naprawdę zwinęliście Hermesowi kaduceusz? – spytał Tarvis
- Owszem – powiedział Julka – i zaprzyjaźniliśmy się z Gregiem i Martą. To bardzo miłe węże. Ale mina Króla Złodziei gdy się zorientował że nie ma swojego kaduceusza była bezcenna.
Cały wieczór spędziliśmy na opowiadaniu innym obozowiczom naszych przygód, omijając ta misję na której zginęliśmy. Około 22:00 poszliśmy, wreszcie, do domków. Ja do siedemnastki, Julka do trójki a Seb został w jedenastce. Domek Nike był duży, choć mieszkało tam tylko pięć osób. Dwie dziewczyny i trzech chłopaków, miał parter i piętro. Z zewnątrz był pomalowany na żółto, biało i złoto. Nad drzwiami wisiał wieniec laurowy w złotym kolorze. Pokój grupowej w którym mieszkałam wcześniej pozostał nienaruszony, znajdował się na piętrze. Zapaliłam światło po wejściu do tego pokoju. Dwie ściany były pomalowane na biało, pozostałe na złoto tak jak dwadzieścia lat temu *. Biała pościel leżała idealnie zasłana na łóżku z cisowego drewna tak jakbym była tu wczoraj a nie po dwudziestu latach tu wróciła. Pod oknem stało biurko, w kącie szafa na ubrania, nad łóżkiem był regał, zapełniałam go moimi wygranymi każdego lata. W antyramy były powkładane moje dyplomy z czasów kiedy chodziłam do szkoły w Nowym Orleanie. Jak dobrze być w domu. – pomyślałam. Położyłam moją żółtą walizkę ze skrzydłami na łóżku. Otworzyłam okno i wyjrzałam przez nie. Dużo się tu zmieniło. Czas się zmienił.
***
Mam nadzieję że się podoba. Bo mnie się podoba.Potrzebuję waszego zdania stworzę chłopaka syna dziewicy, ma mieć na imię Tobias, Mason czy Mike?
A dziewczyna córka Hebe ma mieć na imię Luna, Tris, Lexi, czy Alex?
*Postanowiłam że w obozie już w 1980 stały domki bóstw pomniejszych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz