czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdział IV

Rozdział IV
Atak na stołówkę

Patrzyłam właśnie na ostatnie światła gaszone w obozie… Zobaczyłam jakąś postać, chyba chłopaka. Kręcił się po obozie, nagle podszedł właśnie pod domek Nike i zaczął się po nim wspinać. Jedyna osoba która to robiła była… Sebem! 
- Seb, co ty tu robisz o tej porze? – szepnęłam poirytowana patrząc na chłopaka wchodzącego do mojego pokoju przez okno
- Adriana, choć szybko. Potrzebuję ciebie do małej kradzieży. Pomożesz? – popędził mnie, no wiecie jak się jest specjalistką w dziedzinie wygrywania to zawsze ale to zawsze umiesz obejść zabezpieczenia, przepisy i jeszcze bóg wie co, no moja mama wie…
- No dobra, idziemy do trójki czy Julka jest tu już? – nagle spostrzegłam kolejną osobę w moim pokoju. Jak cudownie! Stare dobre czasy wróciły. – Kradzież czego, kiedy to przywożą i jakie ma zabezpieczenia? Mam nadzieję że masz raport o celu misji?
- No więc ukradniemy lody i coca colę którą dowożą dziś o 1:00. Zagrożenia: trzech ochroniarzy, Chejron… - zagłębialiśmy się w rozmowie omawiając szczegółowy plan ataku lub nalotu na stołówkę (jak kto woli). 
Wreszcie po skończonym planowaniu opuściliśmy mój pokój z pomocą Julki która przeniosła nas parą do piwnic domku Nike o których wiem tylko ja, ona i Sebastian. Drzwi do naszego składu niebezpieczeństwa były zabezpieczone, odszukaliśmy na ścianie greckie literę alfę, wszyscy położyliśmy na niej palec serdeczny. Wejście otworzyło się więc po cichu weszliśmy do środka. Jedyne co się zmieniło to większa warstwa kurzu ale nic poza tym. Przechodząc między półkami, gablotami i regałami natknęłam się na eliksir zdolności. Ostrożnie wyjęłam go z gabloty i podałam Julce, nie mówcie nikomu ale Seb by go od razu upuścił, miałam przeczucie że wkrótce się mi przyda. Skończyły się regały, staliśmy pod innymi drzwiami, otworzyłam je i wślizgnęłam się do środka. Przeszliśmy dalej, czyli do naszej Sali gdzie ćwiczyliśmy sztuki walki. Poza pochodniami na ścianach nie było tam nic. Seb podbiegł do jednej z pochodni i przekręcił ją w prawo jak zawsze. W kilka sekund jedna ze ścian się przesunęła ukazując szafę a w niej czarne bojówki, rurki, topy, bluzki, bluzy, kurtki skórzane, rękawiczki bez palców, glany, adidasy, trampki i kozaki. Wszystko w czarnym kolorze. Wzięłam ze składziku bluzę, rurki, trampki i rękawiczki. Julka wybrała bluzkę, kurtkę, adidasy i rurki a Seb bojówki, glany i bluzę z czaszką. Gdy się przebrali przekręciłam jeszcze jedną pochodnię i ścianę zastąpiła szafa z bronią i innymi przedmiotami. 
- Seb, weź linę, sztylet, spinkę, lusterko, puder i mgłę w sprayu, o i może gaz pieprzowy i strzały usypiające.
- Spoko, więc lina, sztylet, spinka, lusterko, puder, mgła w sprayu, gaz pieprzowy i strzały . Ok. Wszystko jest, dołożę jeszcze ambrozję i nektar w batoniku. – powiedział pakując potrzebne rzeczy do plecaka który dostałam od matki na 12 urodziny. Można było tam włożyć niemal wszystko i to w ogromnych ilościach ale on nie stanie się cięższy, po prostu czar zwiększający. 
- Julka która jest godzina dokładnie? – spytałam
-  0:58:12, 13, 14, 15, 16… - miała jeszcze mówić dalej ale jej przerwałam z impetem i premedytacją
- Dobra więc wiecie że dostawa przyjedzie do Obozu o 1:00 punktualnie. Będzie trzech ochroniarzy których załatwimy strzałkami. Mgła posłuży nam za kamuflaż, a teraz Julka przenieś nas pod stołówkę. – Złapałam za ich ręce, poczułam wiatr we włosach i w następnej sekundzie stałam przed stołówką.
 Cóż już czas użyć eliksiru zdolności. Ostatnio gdy go używałam czyli jakieś dwadzieścia trzy lata temu wybrałam sobie za zdolność doskonałe planowanie, udane kradzieże, widzenie w ciemności i nie stawanie się mokra po wyjściu z wody. Teraz wybieram władanie snem, czaro-mowę, zamiłowanie do walki i rozpływanie się w ciemnościach. Odkręciłam flakon, wypiłam zawartość świadoma iż zdolności pozostaną mi na zawsze i czekałam. Seb oznajmił mi że już wybiła pierwsza, samochód dostawczy przekroczył granice obozu. Weszłam na drzewo które rosło najbliżej stołówki, usiadłam na jednej z grubszych gałęzi w koronie. Wzięłam jedną ze strzał usypiających i nałożyłam ją na łuk, napięłam broń i czekałam. Wreszcie furgonetka zatrzymała się i wysiadło z niej trzech facetów. Puściłam strzałę w jednego, drugi padł od strzały Seba, trzeci od Julki. Zeskoczyłam z drzewa, rozejrzałam się i przywołałam gestem Sebastiana. Wyjęłam z jego plecaka mgłę w sprayu i zastosowałam ją na naszej trójce. Spinką otworzyłam tylne drzwi do samochodu, trochę mi to zajęła. Szybko złapaliśmy za skrzynki z colą, każdy po trzy i rozpłynęliśmy się w powietrzu. Ja w ciemności. W jedną sekundę znaleźliśmy się w składziku, postawiliśmy skrzynki przy ścianie i znowu staliśmy przed samochodem, tym razem złapaliśmy za skrzynki z lodami i już nas nie było. W składziku poustawialiśmy skrzynki jedna na drugiej a lody wrzuciliśmy do zamrażarki. Opróżniliśmy furgonetkę w dwie minuty. W środku zostawiliśmy karteczkę:
Zostaliście okradnięci przez Robin Hooda! 
Skrzeszcie się! Kolejny atak nastąpi wkrótce!
Robin Hood z przyjaciółmi
Udana kradzież, i jak tu się nie cieszyć… Poszłam spać o drugiej nad ranem. Uzgodniliśmy że nasz łup podzielimy jutro po śniadaniu. Dziś i całe szczęście nic mi się nie śniło, o rany jak się cieszę. Wstałam, około dziesiątej. Dobrze że dziś jest sobota, śniadanie rozpoczyna się o 10:30. A Chejron wstaje z łóżka (nie wiem czy on ma łóżko) o 10:00 w Soboty. Założyłam moje żółte rurki i biały podkoszulek z napisem „Królowa Dramatu”. Wyszłam z domku i udałam się na stołówkę, mijając stolik Hermesa uśmiechnęłam się na widok Seba siedzącego na krześle grupowego. Podążyłam wzrokiem do stolika gdzie przeważnie siedział Pan.D i Chejron oraz inni zaproszeni goście, ale teraz nikogo tam nie było. Zajęłam miejsce grupowej przy stoliku Nike, zamówiłam gofry z bitą śmietaną i owocami gdy usłyszałam to co dziś rano chciałam usłyszeć a mianowicie:
- Atak na stołówkę!!! Adriana, Sebastian, Julka!!! – darł się centaur – Do mnie! Tłumaczyć się!!!
Obozowicze chyba spodziewali się że udamy się do Chejrona, i jeszcze będą nas targać wyrzuty sumienia. Ja tam położyłam się w powietrzu i od niechcenia machałam nogami by dopłynąć do Chejrona. No dobra znudziło ni się więc, wstałam i poszłam nad głowami obozowiczów. Wyszłam ze stołówki, i lewitowałam w pozycji medytującej tak samo jak Seb czyli powietrzu. Julka medytowała na wodzie. Chejron chodził w tę i z powrotem. Sebastian ze znudzenia położył się na plecach i zerwał ździebełko trawy które zaczął jeść…
- Co macie na swoje usprawiedliwienie! Okradliście furgonetkę z lodami i colą z premedytacją!!! – z tą premedytacją to już przesadził ale skoro tak…
- O to tym razem nas oskarżasz? – spytałam z nutką znudzenia w głosie zmieniając moją pozycję, teraz leżałam na boku, ręką opierałam głowę.
- Tak! Zostawiliście list! – pokazał go nam  
- My się tak nie podpisujemy – zaprotestował Seb leżąc nad trawą i gryząc ździebełko. – Jak już to Zwycięstwo z przyjaciółmi.
- Ach tak! Mam pokazać wam inne listy które zawsze zostawialiście?
- Jakie listy? O czym on mówi? – spytała Julka – Wiecie może coś? – wiemy, wiemy, robimy z Chejrona idiotę ale jednak… przeważnie udaje się nam go wyrolować.
- Nie kłamcie, o godzinie pierwszej w nocy zakradliście się pod stołówkę. A tym strzałami – powiedział pokazując nam nasze strzały – uśpiliście ochroniarzy, jest coś o czym nie wiem?
- Może… - zamyślił się Sebastian – powiemy ci co i jak, ale. Ty przyrzekniesz na Styks że od nikogo z Obozu nie dostaniemy szlabanu. OK.???
- No niech wam będzie przyrzekam – odrzekł Chejron – A teraz mówcie.
- No więc to było tak, o pierwszej zakradliśmy się przed stołówkę. Weszliśmy na drzewa i czekaliśmy na samochód. – coraz więcej obozowiczów zbierało się dookoła nas by być świadkami afery – Gdy faceci w czerni wysiedli z fury strzeliliśmy do nich strzałami usypiającymi. Zwędziliśmy skrzynki pozostawiając list. To tyle. I przysięgamy na Styks że nie powiemy ci gdzie są te skrzynki. To już wszystko. – powiedział niewzruszony Seb wstając już na ziemi tak jak ja i Julka. 
Przybiliśmy sobie piątkę mówiąc „Ale to była jazda” , cały domek Hermesa podbiegł do nas by posłuchać jak obeszliśmy zabezpieczenia.
- To się odbywa tak. Ja przychodzę do domku Nike, mówię na co napadamy zdaję raport o zagrożeniach, czasie i miejscu. Adriana ustala plan ataku, nalotu czy czegoś innego. Teraz Tarvis, Connor złapcie nas za ręce bo przeniesiemy was do składziku. – opowiadał Seb
Błysło czarne światło i już staliśmy przed wejściem do składu niebezpieczeństw razem z dziećmi Hermesa czyli Tarvisem i Connorem.
- Niczego nie dotykajcie – powiedziałam otwierając przejście z Julką i Sebastianem. – Tu jest nasz świat, wszystko co kiedykolwiek ukradliśmy tu jest. W chwili obecnej znajdujemy się w piwnicach domku Nike. Tylko my o nich wiedzieliśmy do dziś  ale teraz i wy wiecie o naszych łupach.
Wprowadziłam chłopaków po składziku. Oni oglądali przeróżne przedmioty, wreszcie zatrzymali się przy następnych drzwiach. Otworzyłam je powoli, weszłam do środka i przekręciłam pierwszą pochodnię z lewej. Ścianę zastąpiła szafa. 
- To tu się przygotowujecie do ataków? – zapytał podekscytowany Connor przyglądając się ubraniom zgromadzonym w tajnym pokoju. 
- No… - mruknął Seb przekręcając drugą pochodnię z prawej. 
Na ścianie która pojawiła się teraz wisiały liny, sztylety, miecze, scyzoryki, spinki, spraye ze sztuczną mgłą, łuki, bicze, strzały usypiające, fajerwerki, petardy, bumerangi, lusterka, pudry, szpady, wachlarze, różne gazy pieprzowe i można by wymieniać w nieskończoność tak dużo było asortymentu Robin Hooda z przyjaciółmi. Synowie Hermesa oczu nie mogli oderwać od tych przedmiotów. 
- Mówiąc szczerze nawet Chejron nie wie że zbudowaliśmy w piwnicach siedemnastki to cudo, tu ćwiczyliśmy przede wszystkim szermierkę, strzelanie z łuku, walkę wachlarzem, otwieranie zamków spinką i różne triki. Pod koniec pierwszych wakacji w obozie Chejron miał nas dosyć. Pamiętam jak lampart Pana D. najadł się koktajlu o smaku kociej karmy. Dionizos nie chciał nam wybaczyć.  – opowiedziała Julka
- To teraz wracamy bo czas na obiad – powiedziałam łapiąc za ręce Tarvisa i Connora, znów siedzieliśmy na trawie przed domkiem Hermesa opowiadając o naszych mocach których trochę mamy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz