Zapraszam do czytania i komentowania
~Adriana
(z perspektywy Tii)
Siedziałam przy stole Sebastiana razem z moim jednocześnie ukochanym jak i znienawidzonym rodzeństwem. Dziś dowiedziałam się że Tobias zrezygnował z bycia grupowym a jako że ja jestem najstarsza zaraz po nim zostałam grupową. Właśnie zjadałam się pysznymi pączkami i sokiem wieloowocowym gdy rozległ się gong.
Gong oznacza że albo przybył nowy obozowicz albo jakieś potwory przeszły przez granicę obozu. Wszyscy w stołówce podnieśli się z krzeseł i ruszyli ku wyjściu. Chejron szedł na przedzie grupy i co jakiś czas upominał synów Hermesa i moich braci bo robili sobie ze wszystkich jaja a później tarzali się dosłownie ze śmiechu na widok miny i reakcji swoich ofiar. Wyłaniając się zza wzgórza zobaczyłam dziewczynę na oko trzynastolatkę która dostała zadyszki po szybkim biegu.
Obserwowaliśmy z uwagą przebieg wydarzeń. Peeta – syn Nike – zeskoczył z drzewa i podbiegł do dziewczyny. Przez chwilę rozmawiali, w pewnej chwili ona została uznana. Uznana przez Panią Julię. Wszyscy wstrzymali oddech, ale tylko na ułamek sekundy bo zaraz dało się słyszeć szepty i komentarze na temat tego wydarzenia. Petta pomógł jej wstać i zaczął iść z nią w naszą stronę.
- Rozejść się do domków!!! – grzmiał Chejron – Grupowych proszę do mnie!!! – zrobiło się zamieszanie, jedni szli na arenę inni do domków. Ci którzy zostali byli grupowymi. Podeszła do nas ta dziewczyna. Miała czarne włosy i intensywnie niebieskie oczy, oczy które przeszywały na wylot.
- Jak masz na imię dziecko? – spytał centaur
- Merliah Revis mówcie do mnie Lia, mieszkam w Rio z tatą. – zaciekawiła mnie jej odpowiedź… Mieszka w Rio? Przecież to w Brazylii! Musiała lecieć na Stanów samolotem.
- Czy wiesz co się dzisiaj właśnie stało? – Chejron kontynuował zadawanie pytań
- Tak, zostałam uznana przez moją mamę Julkę. – Skąd ona wiedziała? Czyżby ojciec jej powiedział?
- Czyli wiedziałaś o tym? – drążył temat
- Wiedziałam, Ada, Seb i mama mi o tym powiedzieli. Powiedzieli też że mam nie odwracać się za siebie.
Chejron na chwilę przybrał zamyślony wyraz twarzy
- Dlatego biegłaś – ocenił, przeważnie gdy do Obozu trafia heros musi pokonać kilka potworów które czyhają na półbogów w lesie.
Przytaknęła.
- Czy mogę już iść do mojego domku? Mama mówiła że tam będę mieszkać.
Pan D. jak zawsze musiał coś dodać od siebie bo nie byłby sobą…
- Tak, możesz iść, z powrotem do lasu bo nie potrzebuję jeszcze jednej heroski na głowie. Cały ten zasrany Obóz mi wystarczy. – żachnął się
- Dionizosie!!! Jak możesz?- Chejron co jakiś czas musi przypominać jak powinien się zachować – według moich braci, dzieci Nike, Hermesa i Aresa – kolo od wina.
- To ja mogę już iść? – Lia spytała zniecierpliwiona
- NIE!!! – krzyknął Chejron i Pan D.
No cóż, czasami lubią się pokłócić…
Jednak tej nowej od Julii chyba puściły nerwy bo uniosła się w powietrze, ale wyglądała na nieprzytomną bo leżała bezwładnie. Rozbłysła turkusowym światłem i zaczęła się zmieniać. Jej włosy stały się czarne jak smoła, oczy miały ten sam odcień natomiast z pleców wyrosły a raczej rozwinęły się skrzydła. Piękne, białe skrzydła. Wkurzyła się, czułam to. Emanowało od niej światło… poświata? Nie wiedziałam w tamtej chwili co robić więc tylko patrzyłam. Gdy złość chyba jej przeszła spadłaby na ziemię gdyby nie Peeta. W ostatniej chwili ją złapał.
- Peeta, zanieś ją do szpitala. – powiedział Chejron przerywając kłótnię z Dionizosem, gostkiem od wina i bogiem…
Adriana, Sebastian i Julka to bogowie. Pomniejsi ale jednak. Druga seria dzieje się kilkanaście pokoleń później. Opowiada o przyjacielach, dzieciach właśnie Ady, Juli i Seba.
czwartek, 9 lipca 2015
poniedziałek, 22 czerwca 2015
Rozdział X
Rozdział dedykuję mojej przyjaciółce Paulinie, oby ci się spodobało.
Życzę wszystkim miłego czytania!!!
~Adriana di Angelo
Merliah
Wysiadłam z samolotu ciągle czując że ktoś mnie obserwuje. Rozglądałam się po lotnisku poszukując tych trzech osób o których mówił mi tata. Gdy nie zauważyłam nikogo kto może na mnie czekać, a wodziłam wzrokiem po całym lotnisku, poszłam odebrać swoją walizkę z recepcji.
- Przepraszam – zaczęłam gdy znalazłam się przy biurze – Czy może na lotnisku czeka na mnie Sebastian Hood, Adrian Sulivan i Julka Solance? I czy mogłabym odebrać walizkę? – recepcjonistka skinęła głową i postawiła przede mną mój bagaż.
- Ty jesteś panienka Merliah? – przytaknęłam - Przyszli jakiś czas temu i powiedzieli ze mam ci zamówić limuzynę do Long Island a tam wszystkiego się dowiesz. Poczekaj. – powiedziała i zaczęła wykręcać numer na telefonie. Czekać, cofnąć do momentu o limuzynie, że jak? Limuzyna? Taka prawdziwa, długa?
- Chciałabym zamówić limuzynę na lotnisko w Nowym Jorku. Kiedy przyjedzie? Acha, nie można by wcześniej? Jest taka możliwość. Ile? Dopłacimy – w głosie recepcjonistki wyczuć można zdenerwowanie jak i zażenowanie - To kiedy przyjedzie? Acha... Dobrze– rozłączyła się – Za piętnaście minut będzie. Niech panienka poczeka na korytarzu. – wskazała na rząd plastikowych, czarnych krzeseł poustawianych pod ścianą.
Zastanawiałam się dlaczego mówi do mnie na per „panienka”…
Usiadłam na pierwszym z brzegu, wygrzebałam z plecaka mój biały tablet, który dostałam od taty na dwunaste urodziny, włączyłam go i sprawdziłam czy jest zasięg, całe szczęście był!!! Niebiosa wysłuchały moich modłów!!! Włączyłam taką aplikację wattpad by poczytać sobie „Córkę Królowej” . Był to super blog o córce Hery która trafia do obozu herosów, tego z książek wujka Rica. Z tego transu wybudził mnie głos, głos recepcjonistki… Mówiła coś do mnie
- …już jest, pomóc panience przenosić bagaże? – spytała uprzejmie
- Co jest?
- Samochód już przyjechał, czy pomóc panience nieść walizkę?
- Nie, poradzę sobie. – złapałam walizkę i wyszłam z budynku. Przede mną stała czarna limuzyna. Z duchu czułam takie „Wow!!!” Facet w garniturze otworzył przede mną drzwi auta i nakazał ręką że mam wsiąść.
Wgramoliłam się do środka i zauważyłam że w środku siedzą trzy osoby, pewnie te o których mówił tata. Chłopak siedzący najbliżej wejścia miała ma uszach słuchawki. Rudowłosa dziewczyna siedząca obok wpatrywała się bezmyślnie przed siebie. Miała dziwne pomarańczowo-złote oczy. P drugiej stronie siedział dziewczyna mająca czarne włosy i niebieskie oczy. Tak intensywne że aż robiło się niedobrze od patrzenia w nie… Wszyscy na coś wyczekiwali. Chyba na to że rozpocznę rozmowę.
-Yyy, mam na imię…
- Merliah, wiemy. Twój tata mówił że jedziesz do Obozu – powiedziała czarnowłosa siedemnastolatka o niebieskich oczach
- Acha, a co ma być na tym obozie o którym mówił mi tata?
- Nauczysz się walczyć z potworami, władać łukiem, mieczem, sztyletem, biczami i kuszą. Oraz korzystać ze swoich boskich umiejętności. – odpowiedziała jakby nic ją to nie obchodziło
- Fajnie! – mruknęłam -Prędzej się zabiję, lub ktoś wyświadczy mi przysługę i to zrobi.
- Nie pozwolę na to – powiedział stanowczo ta sama dziewczyna
- Dlaczego?
- Ponieważ jestem twoją matką, a ty moją jedyną w ciągu pięciu stuleci córką.
Wybuchłam niepohamowanym śmiechem. Że co? Ona wygląda na siedemnaście lat a ja mam trzynaście. Mogłaby być moją starszą siostrą. Mówi coś o pięciu stuleciach… matko! To ile ona mogłaby mieć lat? Ale stop!!! Nikt nie żyje tak długo chyba że jest… bogiem. Ale bogowie nie istnieją. To tylko stereotypy…
- Acha, i mam niby w to uwierzyć?
- Merliah jesteś heroską, półboginią, ja jestem Julia, bogini głębin, duszy, plaż, turkusowego i turkusa. Mam tylko jedną córkę i ona właśnie stoi przede mną.
- Bogowie nie istnieją. – powiedziałam pewnie
- Ja istnieję.
- Dobra, to inaczej. Wiem, w mitologii była Adriana, Sebastian i Julka jako nieznośni herosi. Córka Nike, syn Hermesa i córka Posejdona. Chejrona ich nienawidził…
- I nadal nienawidzi – dopowiedział Sebastian – głupi osioł.
Wybuchnęliśmy śmiechem
- I nadal nienawidzi – zgodziłam się gdy opanowałam głupawkę– byli okłamywani i żyli pod klątwą dlatego mogli umrzeć.
- Dokładnie, później na arenie w Obozie Herosów uznał nas Hermes i Artemida– włączyła się rudowłosa, chyba, na pewno Adriana
- Naprawdę jesteście bogami… - szepnęłam a oni pokiwali głowami
- Nie mam rodzeństwa?
Cisza, odpowiedział mi cisza…
- Dojechaliśmy, więc musimy się pożegnać, nie mów nikomu kogo jesteś córką. Sama cię dzisiaj jeszcze uznam, dobrze?
Skinęłam głową na potwierdzenie słów mojej „mamy”
- Powiedz do mnie mamo. – poprosiła
- Do zobaczenia mamo, Sebastianie, Adriano…
- Do zobaczenia, idź przed siebie, nie patrz na boki– powiedziała moja mama
***
CDN
PROSZĘ O KOMENTARZE!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Życzę wszystkim miłego czytania!!!
~Adriana di Angelo
Merliah
Wysiadłam z samolotu ciągle czując że ktoś mnie obserwuje. Rozglądałam się po lotnisku poszukując tych trzech osób o których mówił mi tata. Gdy nie zauważyłam nikogo kto może na mnie czekać, a wodziłam wzrokiem po całym lotnisku, poszłam odebrać swoją walizkę z recepcji.
- Przepraszam – zaczęłam gdy znalazłam się przy biurze – Czy może na lotnisku czeka na mnie Sebastian Hood, Adrian Sulivan i Julka Solance? I czy mogłabym odebrać walizkę? – recepcjonistka skinęła głową i postawiła przede mną mój bagaż.
- Ty jesteś panienka Merliah? – przytaknęłam - Przyszli jakiś czas temu i powiedzieli ze mam ci zamówić limuzynę do Long Island a tam wszystkiego się dowiesz. Poczekaj. – powiedziała i zaczęła wykręcać numer na telefonie. Czekać, cofnąć do momentu o limuzynie, że jak? Limuzyna? Taka prawdziwa, długa?
- Chciałabym zamówić limuzynę na lotnisko w Nowym Jorku. Kiedy przyjedzie? Acha, nie można by wcześniej? Jest taka możliwość. Ile? Dopłacimy – w głosie recepcjonistki wyczuć można zdenerwowanie jak i zażenowanie - To kiedy przyjedzie? Acha... Dobrze– rozłączyła się – Za piętnaście minut będzie. Niech panienka poczeka na korytarzu. – wskazała na rząd plastikowych, czarnych krzeseł poustawianych pod ścianą.
Zastanawiałam się dlaczego mówi do mnie na per „panienka”…
Usiadłam na pierwszym z brzegu, wygrzebałam z plecaka mój biały tablet, który dostałam od taty na dwunaste urodziny, włączyłam go i sprawdziłam czy jest zasięg, całe szczęście był!!! Niebiosa wysłuchały moich modłów!!! Włączyłam taką aplikację wattpad by poczytać sobie „Córkę Królowej” . Był to super blog o córce Hery która trafia do obozu herosów, tego z książek wujka Rica. Z tego transu wybudził mnie głos, głos recepcjonistki… Mówiła coś do mnie
- …już jest, pomóc panience przenosić bagaże? – spytała uprzejmie
- Co jest?
- Samochód już przyjechał, czy pomóc panience nieść walizkę?
- Nie, poradzę sobie. – złapałam walizkę i wyszłam z budynku. Przede mną stała czarna limuzyna. Z duchu czułam takie „Wow!!!” Facet w garniturze otworzył przede mną drzwi auta i nakazał ręką że mam wsiąść.
Wgramoliłam się do środka i zauważyłam że w środku siedzą trzy osoby, pewnie te o których mówił tata. Chłopak siedzący najbliżej wejścia miała ma uszach słuchawki. Rudowłosa dziewczyna siedząca obok wpatrywała się bezmyślnie przed siebie. Miała dziwne pomarańczowo-złote oczy. P drugiej stronie siedział dziewczyna mająca czarne włosy i niebieskie oczy. Tak intensywne że aż robiło się niedobrze od patrzenia w nie… Wszyscy na coś wyczekiwali. Chyba na to że rozpocznę rozmowę.-Yyy, mam na imię…
- Merliah, wiemy. Twój tata mówił że jedziesz do Obozu – powiedziała czarnowłosa siedemnastolatka o niebieskich oczach
- Acha, a co ma być na tym obozie o którym mówił mi tata?
- Nauczysz się walczyć z potworami, władać łukiem, mieczem, sztyletem, biczami i kuszą. Oraz korzystać ze swoich boskich umiejętności. – odpowiedziała jakby nic ją to nie obchodziło
- Fajnie! – mruknęłam -Prędzej się zabiję, lub ktoś wyświadczy mi przysługę i to zrobi.
- Nie pozwolę na to – powiedział stanowczo ta sama dziewczyna
- Dlaczego?
- Ponieważ jestem twoją matką, a ty moją jedyną w ciągu pięciu stuleci córką.
Wybuchłam niepohamowanym śmiechem. Że co? Ona wygląda na siedemnaście lat a ja mam trzynaście. Mogłaby być moją starszą siostrą. Mówi coś o pięciu stuleciach… matko! To ile ona mogłaby mieć lat? Ale stop!!! Nikt nie żyje tak długo chyba że jest… bogiem. Ale bogowie nie istnieją. To tylko stereotypy…
- Acha, i mam niby w to uwierzyć?
- Merliah jesteś heroską, półboginią, ja jestem Julia, bogini głębin, duszy, plaż, turkusowego i turkusa. Mam tylko jedną córkę i ona właśnie stoi przede mną.
- Bogowie nie istnieją. – powiedziałam pewnie
- Ja istnieję.
- Dobra, to inaczej. Wiem, w mitologii była Adriana, Sebastian i Julka jako nieznośni herosi. Córka Nike, syn Hermesa i córka Posejdona. Chejrona ich nienawidził…
- I nadal nienawidzi – dopowiedział Sebastian – głupi osioł.
Wybuchnęliśmy śmiechem
- I nadal nienawidzi – zgodziłam się gdy opanowałam głupawkę– byli okłamywani i żyli pod klątwą dlatego mogli umrzeć.
- Dokładnie, później na arenie w Obozie Herosów uznał nas Hermes i Artemida– włączyła się rudowłosa, chyba, na pewno Adriana
- Naprawdę jesteście bogami… - szepnęłam a oni pokiwali głowami
- Nie mam rodzeństwa?
Cisza, odpowiedział mi cisza…
- Dojechaliśmy, więc musimy się pożegnać, nie mów nikomu kogo jesteś córką. Sama cię dzisiaj jeszcze uznam, dobrze?
Skinęłam głową na potwierdzenie słów mojej „mamy”
- Powiedz do mnie mamo. – poprosiła
- Do zobaczenia mamo, Sebastianie, Adriano…
- Do zobaczenia, idź przed siebie, nie patrz na boki– powiedziała moja mama
***
CDN
PROSZĘ O KOMENTARZE!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
czwartek, 18 czerwca 2015
Rozdział IX
Odkąd pamiętam mieszkałam w domku dwudziestym drugim, byłam córką Sebastiana, boga poświęceń więc mogłam skłonić kogoś by się poddał, zastąpił mnie czy poświęcił. Potrafiłam wyczuć kto do kogo w życiu miłosnym i przyjacielskim pasuje. Mój tata jest bogiem więc czasami ma romanse z śmiertelniczkami co nie za bardzo podoba się Adrianie – bogini wspomnień, pamięci, chwil, zachodu i wschodu słońca. –jego żonie. Mam tylko czwórkę rodzeństwa: Tobiasa – grupowego, Alexa zawsze opanowanego, Jace’a dowcipnisia uwielbiającego robić sobie jaja z innych i Alice – najukochańszą siostrę. Ja i moje rodzeństwo dziwnie wyglądamy, mamy niemal białe włosy i pomarańczowe oczy. Bardzo szybko rosną mi włosy. Co dzień muszę je z siostrą obcinać, dlatego zawsze przy sobie noszę nożyczki.
Wstałam z łóżka, przeciągnęła się i spojrzałam na zegarek. Kurde, za chwilę kończyło się śniadanie. Szybko zerwałam się i pobiegłam do szafy. Założyłam jeansy rurki i szukałam bluzki. Jednak ku mojemu nieszczęściu nie posiadałam żadnej bluzki! Wszystkie zniknęły!!! Za chwilę Jace’a (czyt.: Dżejsa) zamorduję.
- Jace!!! Oddawaj bluzki!!! Bo za chwilę skorzystam z oferty Chejrona i zostaniesz pożarty przez Panią O’Leary!!! Jak skończę z tobą to tata nawet Cię nie pozna!!! – darłam się ze swojego pokoju
Co on sobie wyobraża? Zabiera mi bluzki!!! Ostatnio musiałam dzwonić do Tray – córki Afrodyty żeby mi jakieś krótkie spodenki przyniosła bo ten debli zabrał mi je!!!
Na dobra. Dzwonimy.
Jeden sygnał, drugi, odebrała! Szczęście w nieszczęściu…
- Hej! Co tam Vev?
- Jace – wycedziłam
- A to wszystko jasne co ci ukradł tym razem?
- Bluzki!
- Spoko już niosę ci jakąś
- Dzięki! Jesteś wielka!!!
- Wiem o tym? – zaśmiała się do słuchawki
- Jest coś czego nie wiesz?
- Co było pierwsze jajko czy kura?
Rozłączyłam się, usiadłam na łóżku i czekałam… Wreszcie gdy weszła do pokoju rzuciła się na mnie z pytaniami jak mogłam nie zauważyć tego czubka który wykrada mi bluzki? Kurde, siedziałam na łóżku w samym staniku i spodenkach…
Dobra niech już skończy. Wkurza mnie. „Poświęć się i wyjdź” pomyślałam. Działa!!! Jupi!!! Wyszła!!! Bo za chwilę by mi tu coś gadała o tym co jest teraz modne a co do kitu… Matko jak ja ją lubię i jednocześnie nienawidzę, ostatnio przeglądała Willowi synowi Posejdona bieliznę więc nie wiedziałam co teraz wymyśli.
Wciągnęłam na siebie bluzkę i wyszłam z domku. Na szczęście w głowie odezwał mi się tata.
„Hej Vevina” usłyszałam w myślach głos tatusia
„Cześć tato! Co się stało?” pomyślałam
„Dzisiaj jest sobota, wiem o tym i powinienem być z wami w dniu z boskim rodzicem ale mam bardzo ważną sprawę do załatwienia. Przekażesz rodzeństwu nie będę z wami?” zakomunikował
„Wiesz że powiem, ale czy chodzi o Panią Julię?”
„Nie mogę powiedzieć, dowiesz się jutro.”
Coś czułam że Pani Julia ma spore kłopoty.
„A zdradzisz coś?”
„Vev, ale nie mów rodzeństwu dobrze?”
„Tak tato, przysięgam na Styks że nie powiem”
„Julka ma dziecko”
OMG!!! Dziecko, ona, jak? Przecież przysięga. To niemożliwe. Nie mogła… Uświadamiałam sobie dłuższą chwilę że Pani Julia ma dziecko. Ale przecież to niemożliwe!!! Ona przysięgała czystość!!! No co jak co ale Artemida też była zobowiązana ale jednak ma dzieci… dzieci z Hermesem… Adrianę, Sebastiana i Julkę.
„ słyszysz mnie?” tata dobijał się d moich myśli
„Tak, tak, tylko że to by znaczyło że…”
„Nie możesz o tym nikomu powiedzieć”
„Tak”
Stałam jak słup soli i wpatrywałam się przed siebie… To niemożliwe, niemożliwe. Mówiłam tak do siebie szeptem. Wszyscy inni herosi gdy tylko przechodzili obok mnie patrzyli się jak na wariatkę. No cóż… Chejron nie za bardzo lubi Dzieci Adriany i Seba…
„Tatuś a czy Jace nie mógłby zbliżać się do mojego pokoju?” spróbować nie zaszkodzi
„Co tym razem?”
„Bluzki, ostatnio spodnie, jeszcze wcześniej buty, kiedyś laptop..” zaczęłam wyliczać w myślach
„Załatwione, ma zakaz, nie może przekroczyć progu twojego pokoju”
„Supi!!! Tata jesteś super!! Papatka!”
Pożegnałam się z tatą i pognałam do stołówki.
Wstałam z łóżka, przeciągnęła się i spojrzałam na zegarek. Kurde, za chwilę kończyło się śniadanie. Szybko zerwałam się i pobiegłam do szafy. Założyłam jeansy rurki i szukałam bluzki. Jednak ku mojemu nieszczęściu nie posiadałam żadnej bluzki! Wszystkie zniknęły!!! Za chwilę Jace’a (czyt.: Dżejsa) zamorduję.
- Jace!!! Oddawaj bluzki!!! Bo za chwilę skorzystam z oferty Chejrona i zostaniesz pożarty przez Panią O’Leary!!! Jak skończę z tobą to tata nawet Cię nie pozna!!! – darłam się ze swojego pokoju
Co on sobie wyobraża? Zabiera mi bluzki!!! Ostatnio musiałam dzwonić do Tray – córki Afrodyty żeby mi jakieś krótkie spodenki przyniosła bo ten debli zabrał mi je!!!
Na dobra. Dzwonimy.
Jeden sygnał, drugi, odebrała! Szczęście w nieszczęściu…
- Hej! Co tam Vev?
- Jace – wycedziłam
- A to wszystko jasne co ci ukradł tym razem?
- Bluzki!
- Spoko już niosę ci jakąś
- Dzięki! Jesteś wielka!!!
- Wiem o tym? – zaśmiała się do słuchawki
- Jest coś czego nie wiesz?
- Co było pierwsze jajko czy kura?
Rozłączyłam się, usiadłam na łóżku i czekałam… Wreszcie gdy weszła do pokoju rzuciła się na mnie z pytaniami jak mogłam nie zauważyć tego czubka który wykrada mi bluzki? Kurde, siedziałam na łóżku w samym staniku i spodenkach…
Dobra niech już skończy. Wkurza mnie. „Poświęć się i wyjdź” pomyślałam. Działa!!! Jupi!!! Wyszła!!! Bo za chwilę by mi tu coś gadała o tym co jest teraz modne a co do kitu… Matko jak ja ją lubię i jednocześnie nienawidzę, ostatnio przeglądała Willowi synowi Posejdona bieliznę więc nie wiedziałam co teraz wymyśli.
Wciągnęłam na siebie bluzkę i wyszłam z domku. Na szczęście w głowie odezwał mi się tata.
„Hej Vevina” usłyszałam w myślach głos tatusia
„Cześć tato! Co się stało?” pomyślałam
„Dzisiaj jest sobota, wiem o tym i powinienem być z wami w dniu z boskim rodzicem ale mam bardzo ważną sprawę do załatwienia. Przekażesz rodzeństwu nie będę z wami?” zakomunikował
„Wiesz że powiem, ale czy chodzi o Panią Julię?”
„Nie mogę powiedzieć, dowiesz się jutro.”
Coś czułam że Pani Julia ma spore kłopoty.
„A zdradzisz coś?”
„Vev, ale nie mów rodzeństwu dobrze?”
„Tak tato, przysięgam na Styks że nie powiem”
„Julka ma dziecko”
OMG!!! Dziecko, ona, jak? Przecież przysięga. To niemożliwe. Nie mogła… Uświadamiałam sobie dłuższą chwilę że Pani Julia ma dziecko. Ale przecież to niemożliwe!!! Ona przysięgała czystość!!! No co jak co ale Artemida też była zobowiązana ale jednak ma dzieci… dzieci z Hermesem… Adrianę, Sebastiana i Julkę.
„ słyszysz mnie?” tata dobijał się d moich myśli
„Tak, tak, tylko że to by znaczyło że…”
„Nie możesz o tym nikomu powiedzieć”
„Tak”
Stałam jak słup soli i wpatrywałam się przed siebie… To niemożliwe, niemożliwe. Mówiłam tak do siebie szeptem. Wszyscy inni herosi gdy tylko przechodzili obok mnie patrzyli się jak na wariatkę. No cóż… Chejron nie za bardzo lubi Dzieci Adriany i Seba…
„Tatuś a czy Jace nie mógłby zbliżać się do mojego pokoju?” spróbować nie zaszkodzi
„Co tym razem?”
„Bluzki, ostatnio spodnie, jeszcze wcześniej buty, kiedyś laptop..” zaczęłam wyliczać w myślach
„Załatwione, ma zakaz, nie może przekroczyć progu twojego pokoju”
„Supi!!! Tata jesteś super!! Papatka!”
Pożegnałam się z tatą i pognałam do stołówki.
poniedziałek, 15 czerwca 2015
Prośba
Proszę!
Jeśli odwiedzacie mojego bloga napiszcie komentarz. Bo nie wiem czy mam pisać dalej, nikt nie pisze że fajny, że muszę jeszcze popracować czy nawet żebym dała sobie z tym spokój!!! Nie mam motywacji! Proszę komentujcie lub chociaż na Facebooku na stronie "Herosowe Blogi". Proszę oceniajcie!!!
:)
Jeśli odwiedzacie mojego bloga napiszcie komentarz. Bo nie wiem czy mam pisać dalej, nikt nie pisze że fajny, że muszę jeszcze popracować czy nawet żebym dała sobie z tym spokój!!! Nie mam motywacji! Proszę komentujcie lub chociaż na Facebooku na stronie "Herosowe Blogi". Proszę oceniajcie!!!
:)
Rozdział VIII
Merliah mieszkała od zawsze tylko z ojcem, Rianem, w kamienicy w Rio. Chodziła do szkoły jak inne nastolatki w jej wieku, miała przyjaciół, kochającego tatę, psa, kota, marzenia. Ale wszystko zmieniło się tego jednego dnia gdy wracała z zakończenia roku szkolnego. Od progu przywitał ją głos taty:
- Jak było?
- Świetnie, znów wzorowa. – pokazała tacie świadectwo z czerwonym paskiem. Ten poczochrał jej włosy i zaczął czytać.
- Wspaniale! A teraz Merliah mogłabyś spakować trochę rzeczy bo pojedziemy do obozu.
- Spoko, ale gdzie?
-Do Stanów, do Nowego Jorku.
- Poważnie!!! – skinął głową –To wspaniale! Biegnę się spakować! – dziewczyna wskoczyła szybko na schody i pobiegła na drugie piętro budynku, do swojego pokoju.
Jej tata oparł się jedną ręko o stół i przeczesał włosy dłonią. Zastanawiał się czy powiedzieć córce że jej matka była boginią, boginią niemającą dzieci. Nie, to może przecież poczekać, nikt nie może się o tym dowiedzieć. Nikt. Dopóki nie trafi do obozu. Gdy wreszcie przypomniał sobie o prezencie od Julki zaczął zastanawiać się co mogło tam być… Otrząsnął się i podszedł do szafki stojącej w korytarzy, otworzył drugą szufladę i wyjął podłużną szkatułkę ozdobioną malowidłami słońc. Zamknął szufladę i poszedł do swojej sypialni by spakować w coś ten prezent.
Merliah w tym czasie wyciągnęła niebieską walizkę i wrzucała do niej ubrania, zapakowała też trochę kosmetyków, swój laptop, tablet, telefon i mp3. Upięła rozpuszczone włosy w ciasny kok, złapała za plecak i wwaliła do niego swoje ulubione książki. Spakowała soczewki ponieważ jej oczy zmieniały kolor, raz były żółte, raz filetowe, takie jaki jest zachód słońca danego dnia. Nastolatka chwyciła walizkę i zaczęła schodzić po schodach.
Gdy wreszcie wyszła z domu na ulicy oparty o samochód stał jej tata. Zobaczywszy ją przeszedł dookoła auta otworzył drzwi i wsiadł do środka transportu na lotnisko. Merliah zbiegła po schodach prowadzących do kamienicy i wybiegła na ulicę. Postawiła walizkę na ziemi, otworzyła bagażnik i włożyła do niego walizkę. Zatrzasnęła drzwi bagażnika i wsiadła do samochody po prawej stronie taty. Założyła słuchawki na uszy i zaczęła podśpiewywać piosenkę Kelly Clarkson – Stonger
You know the bed feels warmer
Sleeping here alone
You know I dream in color
And do the things I want
You think you've got the best of me
Think you've had the last laugh
Bet you think that everything good is gone
Think you left me broken down
Think that I'd come running back
Baby you don't know me
'Cause you're dead wrong
What doesn't kill you makes you stronger
Stand a little taller
Doesn't mean I'm lonely when I'm alone
What doesn't kill you makes you fighter
Footsteps even lighter
Doesn't mean I'm over 'cause you're gone.
What doesn't kill you makes you stronger, stronger
Just me, myself and I
What doesn't kill you makes you stronger
Stand a little taller
Doesn't mean I'm lonely when I'm alone
You heard that I was starting over with someone new
They told you I was moving on over you
You didn't thing that I'd come back
I'd come back swinging
You try to break me but you see
What doesn't kill you makes you stronger
Stand a little taller
Doesn't mean I'm lonely when I'm alone
What doesn't kill you makes you fighter
Footsteps even lighter
Doesn't mean I'm over 'cause you're gone.
What doesn't kill you makes you stronger, stronger
Just me, myself and I
What doesn't kill you makes you stronger
Stand a little taller
Doesn't mean I'm lonely when I'm alone
Thanks to you I got a new thing started
Thanks to you I'm not the broken hearted
Thanks to you I'm finally thinking about me
You know in the end the day I left was just my beginning
In the end...
What doesn't kill you makes you stronger
Stand a little taller
Doesn't mean I'm lonely when I'm alone
What doesn't kill you makes you fighter
Footsteps even lighter
Doesn't mean I'm over 'cause you're gone.
What doesn't kill you makes you stronger, stronger
Just me, myself and I
What doesn't kill you makes you stronger
Stand a little taller
Doesn't mean I'm lonely when I'm alone
What doesn't kill you makes you stronger, stronger
Just me, myself and I
What doesn't kill you makes you stronger
Stand a little taller
Doesn't mean I'm lonely when I'm alone
- Pięknie - skomplementował ją tata, bębniąc palcami w kierownicę mazdy
- Dzięki – powiedziała i wyjrzała przez okno, patrzyła na mijające przez nich pola, domy, miasta i szkoły. Obserwowała jak na ulicach Rio pary chodzą trzymając się za rękę. I zastanawiała się czy i ona kiedyś się zakocha. Jej rozmyślenia przerwał tata oznajmiając że są już na lotnisku.
- Jak wysiądziesz z samolotu to czekaj na dziewczynę która powinna przedstawić ci się jako Julka Solance. Dobrze? Z nią będzie prawdopodobnie Sebastian Hood i Adriana Sulivan. Trzymaj się ich. – mówiąc to Rian Revis zastanawiał się czy Julka powie Merliah że jest jej matką…
Gdy wysiedli z samochody od razu podbiegł do nich mężczyzna w garniturze. Był zziajany, na pewno biegł bardzo szybko…
- Zabrać bagaże do samolotu? – zapytał
- Tak, tak proszę wziąć i zapakować do tego który leci do Stanów do Nowego Jorku. Dobrze? – odparł
Mężczyzna skinął głową, schylił się po walizkę, wziął ja i popędził w stronę samolotu. Merliah poszła za nim lecz jeszcze na odchodnym rzuciła tacie krótkie:
- Do zobaczenia za dwa miesiące!!! Będę tęsknić!
- Ja też córeczko, ja też… - szepnął jej tata wciąż rozmyślając o Julce…
Dziewczyna szybko odwróciła się i pobiegła jak najszybciej potrafiła w stronę w którą udał się mężczyzna z jej walizką, w stronę samolotu do Nowego Jorku…
Merliah wsiadła do samolotu szukała wzrokiem wolnego miejsca niedaleko okna, chciała wyglądać z niego i oglądać krajobrazy rozciągające się pod nią, kilka kilometrów w dole. Poszukując wolnego miejsca zdała sobie sprawę ze prawie cały samolot jest pełny. Piloci mówili przez głośniki…
- …prosi się o zapięcie pasów i wyłączenie telefonów ponieważ przekroczymy granice pięciu państw. Uprasza się też by nie rozrzucać po samolocie papierków po jedzeniu i środkach spożywczych. Fotele mają wbudowany telewizor i komputer więc można swobodnie korzystać z Internetu…
Jeszcze coś mówili lecz Merliah wyciągnęła z plecaka książkę o Percy Jacksonie i zaczęła ją czytać…
- Jak było?
- Świetnie, znów wzorowa. – pokazała tacie świadectwo z czerwonym paskiem. Ten poczochrał jej włosy i zaczął czytać.
- Wspaniale! A teraz Merliah mogłabyś spakować trochę rzeczy bo pojedziemy do obozu.
- Spoko, ale gdzie?
-Do Stanów, do Nowego Jorku.
- Poważnie!!! – skinął głową –To wspaniale! Biegnę się spakować! – dziewczyna wskoczyła szybko na schody i pobiegła na drugie piętro budynku, do swojego pokoju.
Jej tata oparł się jedną ręko o stół i przeczesał włosy dłonią. Zastanawiał się czy powiedzieć córce że jej matka była boginią, boginią niemającą dzieci. Nie, to może przecież poczekać, nikt nie może się o tym dowiedzieć. Nikt. Dopóki nie trafi do obozu. Gdy wreszcie przypomniał sobie o prezencie od Julki zaczął zastanawiać się co mogło tam być… Otrząsnął się i podszedł do szafki stojącej w korytarzy, otworzył drugą szufladę i wyjął podłużną szkatułkę ozdobioną malowidłami słońc. Zamknął szufladę i poszedł do swojej sypialni by spakować w coś ten prezent.
Merliah w tym czasie wyciągnęła niebieską walizkę i wrzucała do niej ubrania, zapakowała też trochę kosmetyków, swój laptop, tablet, telefon i mp3. Upięła rozpuszczone włosy w ciasny kok, złapała za plecak i wwaliła do niego swoje ulubione książki. Spakowała soczewki ponieważ jej oczy zmieniały kolor, raz były żółte, raz filetowe, takie jaki jest zachód słońca danego dnia. Nastolatka chwyciła walizkę i zaczęła schodzić po schodach.
Gdy wreszcie wyszła z domu na ulicy oparty o samochód stał jej tata. Zobaczywszy ją przeszedł dookoła auta otworzył drzwi i wsiadł do środka transportu na lotnisko. Merliah zbiegła po schodach prowadzących do kamienicy i wybiegła na ulicę. Postawiła walizkę na ziemi, otworzyła bagażnik i włożyła do niego walizkę. Zatrzasnęła drzwi bagażnika i wsiadła do samochody po prawej stronie taty. Założyła słuchawki na uszy i zaczęła podśpiewywać piosenkę Kelly Clarkson – Stonger
You know the bed feels warmer
Sleeping here alone
You know I dream in color
And do the things I want
You think you've got the best of me
Think you've had the last laugh
Bet you think that everything good is gone
Think you left me broken down
Think that I'd come running back
Baby you don't know me
'Cause you're dead wrong
What doesn't kill you makes you stronger
Stand a little taller
Doesn't mean I'm lonely when I'm alone
What doesn't kill you makes you fighter
Footsteps even lighter
Doesn't mean I'm over 'cause you're gone.
What doesn't kill you makes you stronger, stronger
Just me, myself and I
What doesn't kill you makes you stronger
Stand a little taller
Doesn't mean I'm lonely when I'm alone
You heard that I was starting over with someone new
They told you I was moving on over you
You didn't thing that I'd come back
I'd come back swinging
You try to break me but you see
What doesn't kill you makes you stronger
Stand a little taller
Doesn't mean I'm lonely when I'm alone
What doesn't kill you makes you fighter
Footsteps even lighter
Doesn't mean I'm over 'cause you're gone.
What doesn't kill you makes you stronger, stronger
Just me, myself and I
What doesn't kill you makes you stronger
Stand a little taller
Doesn't mean I'm lonely when I'm alone
Thanks to you I got a new thing started
Thanks to you I'm not the broken hearted
Thanks to you I'm finally thinking about me
You know in the end the day I left was just my beginning
In the end...
What doesn't kill you makes you stronger
Stand a little taller
Doesn't mean I'm lonely when I'm alone
What doesn't kill you makes you fighter
Footsteps even lighter
Doesn't mean I'm over 'cause you're gone.
What doesn't kill you makes you stronger, stronger
Just me, myself and I
What doesn't kill you makes you stronger
Stand a little taller
Doesn't mean I'm lonely when I'm alone
What doesn't kill you makes you stronger, stronger
Just me, myself and I
What doesn't kill you makes you stronger
Stand a little taller
Doesn't mean I'm lonely when I'm alone
- Pięknie - skomplementował ją tata, bębniąc palcami w kierownicę mazdy
- Dzięki – powiedziała i wyjrzała przez okno, patrzyła na mijające przez nich pola, domy, miasta i szkoły. Obserwowała jak na ulicach Rio pary chodzą trzymając się za rękę. I zastanawiała się czy i ona kiedyś się zakocha. Jej rozmyślenia przerwał tata oznajmiając że są już na lotnisku.
- Jak wysiądziesz z samolotu to czekaj na dziewczynę która powinna przedstawić ci się jako Julka Solance. Dobrze? Z nią będzie prawdopodobnie Sebastian Hood i Adriana Sulivan. Trzymaj się ich. – mówiąc to Rian Revis zastanawiał się czy Julka powie Merliah że jest jej matką…
Gdy wysiedli z samochody od razu podbiegł do nich mężczyzna w garniturze. Był zziajany, na pewno biegł bardzo szybko…
- Zabrać bagaże do samolotu? – zapytał
- Tak, tak proszę wziąć i zapakować do tego który leci do Stanów do Nowego Jorku. Dobrze? – odparł
Mężczyzna skinął głową, schylił się po walizkę, wziął ja i popędził w stronę samolotu. Merliah poszła za nim lecz jeszcze na odchodnym rzuciła tacie krótkie:
- Do zobaczenia za dwa miesiące!!! Będę tęsknić!
- Ja też córeczko, ja też… - szepnął jej tata wciąż rozmyślając o Julce…
Dziewczyna szybko odwróciła się i pobiegła jak najszybciej potrafiła w stronę w którą udał się mężczyzna z jej walizką, w stronę samolotu do Nowego Jorku…
Merliah wsiadła do samolotu szukała wzrokiem wolnego miejsca niedaleko okna, chciała wyglądać z niego i oglądać krajobrazy rozciągające się pod nią, kilka kilometrów w dole. Poszukując wolnego miejsca zdała sobie sprawę ze prawie cały samolot jest pełny. Piloci mówili przez głośniki…
- …prosi się o zapięcie pasów i wyłączenie telefonów ponieważ przekroczymy granice pięciu państw. Uprasza się też by nie rozrzucać po samolocie papierków po jedzeniu i środkach spożywczych. Fotele mają wbudowany telewizor i komputer więc można swobodnie korzystać z Internetu…
Jeszcze coś mówili lecz Merliah wyciągnęła z plecaka książkę o Percy Jacksonie i zaczęła ją czytać…
Rozdział VII
Julia
Kilkanaście pokoleń później…
Szłam ulicami Rio, przemieszczałam się cicho, chciałam by nikt mnie nie zauważył. Nikt nie mógł się o tym dowiedzieć. Stanęłam dopiero przed kamienicom w zielonym kolorze. Myśli kłębiły mi się w głowie… Jak mogłam to zrobić? Co mną kierowało?
Podniosłam rękę i zapukałam do drzwi. Chwilę później usłyszałam że otwierają się drzwi. Wślizgnęłam się do środka i rzuciłam się w ramiona Riana. Stałam tak dłuższą chwilę wpatrując się w jego zielone oczy, gdy wreszcie zdobyłam się na odwagę szepnęłam tak cicho jak potrafiłam:
- Jestem w ciąży.
Po policzku mojego ukochanego spłynęła łza szczęścia. Wiedziałam że się cieszy ale ja nie wiedziałam co o tym myśleć. Przecież złożyłam przysięgę. Tak jak Artemida, Hestia, czy Atena. I co? Złamałam przysięgę czystości.
Rian dotknął ręką mój brzuch.
- Chłopiec czy dziewczynka? – spytał
- Dziewczynka, daj jej na imię Merliah, ja niestety nie mogę się nią opiekować. Zajmiesz się nią?
Skinął głową.
-Gdy skończy trzynaście lat zabierz ją do obozu, na Long Island. - zarządziłam
- Kiedy Cię znów zobaczę?
- Nie wiem – przyznałam – Posejdon i tak jest nie zadowolony z tego że zaniedbuję obowiązki. Wiesz głębiny i wszystkie morskie stworzenia mieszkające tam.
- Nie mogłabyś zostać? – już miałam wyjść gdy złapał mnie za rękę.
- Przecież wiesz kochanie że to niemożliwe. Zeus i inni bogowie, nie, nie mogę. Kiedyś zrozumiesz.
Nie wiem co mnie naszło lecz go pocałowałam, gdy opuściłam budynek pomyślałam o Moim domu w dzielnicy olimpijskiej, na Olimpie oczywiście. Zmieniłam się w jasne turkusowe światło i już mnie nie było.
Kilkanaście pokoleń później…
Szłam ulicami Rio, przemieszczałam się cicho, chciałam by nikt mnie nie zauważył. Nikt nie mógł się o tym dowiedzieć. Stanęłam dopiero przed kamienicom w zielonym kolorze. Myśli kłębiły mi się w głowie… Jak mogłam to zrobić? Co mną kierowało?
Podniosłam rękę i zapukałam do drzwi. Chwilę później usłyszałam że otwierają się drzwi. Wślizgnęłam się do środka i rzuciłam się w ramiona Riana. Stałam tak dłuższą chwilę wpatrując się w jego zielone oczy, gdy wreszcie zdobyłam się na odwagę szepnęłam tak cicho jak potrafiłam:
- Jestem w ciąży.
Po policzku mojego ukochanego spłynęła łza szczęścia. Wiedziałam że się cieszy ale ja nie wiedziałam co o tym myśleć. Przecież złożyłam przysięgę. Tak jak Artemida, Hestia, czy Atena. I co? Złamałam przysięgę czystości.
Rian dotknął ręką mój brzuch.
- Chłopiec czy dziewczynka? – spytał
- Dziewczynka, daj jej na imię Merliah, ja niestety nie mogę się nią opiekować. Zajmiesz się nią?
Skinął głową.
-Gdy skończy trzynaście lat zabierz ją do obozu, na Long Island. - zarządziłam
- Kiedy Cię znów zobaczę?
- Nie wiem – przyznałam – Posejdon i tak jest nie zadowolony z tego że zaniedbuję obowiązki. Wiesz głębiny i wszystkie morskie stworzenia mieszkające tam.
- Nie mogłabyś zostać? – już miałam wyjść gdy złapał mnie za rękę.
- Przecież wiesz kochanie że to niemożliwe. Zeus i inni bogowie, nie, nie mogę. Kiedyś zrozumiesz.
Nie wiem co mnie naszło lecz go pocałowałam, gdy opuściłam budynek pomyślałam o Moim domu w dzielnicy olimpijskiej, na Olimpie oczywiście. Zmieniłam się w jasne turkusowe światło i już mnie nie było.
niedziela, 14 czerwca 2015
Rozdział VI
Rozdział VI
Adriana
Siedząc a raczej lewitując w powietrzu ma się wrażenie iż wszyscy ci ma dole to takie maciupeńkie mrówki. Seb to chyba usnął po drodze do siedemnastki. Położyłam się wreszcie na plecach i wymachiwałam nogami ze znudzenia. Gdy tak leżałam uświadomiłam sobie że nie pasuję do dzieci Nike. Wyróżniam się i to bardzo… moje rozmyślania przezwał Seb.
- No wreszcie – rzuciłam
- Nie moja wina że ta wasza „biblioteka” o ile można tak to nazwać jest taka obszerna i gigantyczna!!!
- Co ja na to poradzę? Jest za to co poczytać… - wzruszyłam ramionami
Seb podał mi naręcze pełne lektur które z uwagą studiowałam wraz z Julką. Były wśród nich książki o tytułach: „Jak obejść ręcznie zabezpieczenia?”, „Mało znane ale skuteczne” i wiele innych podobnych tytułów. Moją uwagę przykuła książka oprawiona w skórę której na pewno z Julką nie czytaliśmy, złotymi literami na skórze napisano „Podręcznik Hermesa”. Bardzo się ucieszyłam że bóg złodziei jest nam przychylny.
- Julka – zawołałam przyjaciółkę która właśnie słuchała piosenek Kelly Clarkson – musimy coś załatwić
- Oki – odparła i przeniosła się obok nas.
Usiedliśmy po turecku, ja wyświetlałam po kolei na moim tablecie plany różnych budynków w obozie, sklepy a nawet świątynie bogów. Zatrzymaliśmy się przy planie domku szóstego – domku w którym mieszkały dzieci Ateny w tym Annabeth. Coś mówiło mi że należy napaść na domek szósty i zwinąć z niego laptopa Ann, schować go i obserwować jak Ateniątka wyruszają na poszukiwania zguby…
- Napad na domek szósty? – zapytał po chwili naszego milczenia Seb
Przytaknęłam już obmyślając plan ataku, na pewno w nocy, dzień nie wchodzi w grę. Wszyscy muszą spać albo ich uśpimy miksturą od Hypnosa, mojego patrona – jednego z sześciu którzy mnie pobłogosławili.
- Ale Ann się wścieknie… - powiedziała Julka
Uciszyłam ją ręką
- Nie wścieknie się bo go schowamy a nie ukradniemy. Zrozumiano?
- Tak – powiedział Seb
- Ada, wiesz że dziś jest nasza rocznica uznania przez rodziców?
- O kurde!!! Zapomniałam! Szybko zbieramy się!!! Która godzina? – W trybie pośpiesznym wstałam i wylądowałam na ziemi. Zareagowałam jak oparzona na słowa Julki. W dzień rocznicy heros zostaje znów uznany, a my zostaliśmy uznani o 18:39… Na pewno nie zdążymy!
- 18:32!!!
- Julka ja Cię kiedyś zamorduję!!! - rzuciłam
- Już to słyszałam – odparła w biegu, doganiając mnie i Seba
Wpadliśmy na arenę zdyszani, wszyscy obozowicze siedzieli na widowni i obserwowali nas z nie ukrywanym oczekiwaniem, a może było to zdziwienie.
- No wreszcie! – oznajmił Pan D. – Gdzieś cie byli? Adara? Julita? Soren? Macie coś na swoje usprawiedliwienie?
- Nie – rzuciłam na odchodnym będąc odwrócona do boga tyłem, wiem zbyt się narażam.
Spojrzałam na wyświetlacz mojego Iphona 5s. Jeszcze dziesięć sekund do 18:39… dziewięć.. osiem… siedem… sześć… pięć… cztery… trzy.. dwa… jeden… 18:39!!!
Rozbłysłam tak jasnym światłem że byłam przekonana iż oślepiłoby mnie gdyby nie to że zamknęłam oczy. Nigdy tak się nie działo. Wokół siebie słyszałam szepty, przyciszone głosy mówiące „Jak?”, „To niemożliwe”, i zorientowałam się że wszyscy czekają na coś.
- Adriano, Sebastianie, Julko, możecie otworzyć oczy. – powiedział Chejron głosem pełnym zdziwienia
Percy
Stałem obok Chejrona i przyglądałem się całej sytuacji.
- No wreszcie! – oznajmił Pan D. – Gdzieś cie byli? Adara? Julita? Soren? Macie coś na swoje usprawiedliwienie? – jak zawsze kolo od wina przekręca specjalnie imiona
- Nie – powiedział od niechcenia Adriana stojąc do Pana D. tyłem
Adriana, Seb i Julka stanęli na środku amfiteatru czy jak wolicie areny. I czekali. Nagle rozbłysnęli tak jasnym światłem że byłem zmuszony się odwrócić. Oślepiło by mnie z pewnością. Zacząłem się wtedy zastanawiać czy oni nie są przypadkiem bogami… Gdy wreszcie odważyłem uchylić odrobinę powieki i zerknąć na nich zdałem sobie sprawę że to nie oni!
- Adriano, Sebastianie, Julko, możecie otworzyć oczy. – powiedział Chejron głosem pełnym zdziwienia
Adriana miała rude włosy, dłuższe niż jeszcze przed minutą. Jej oczy dały mi do myślenia, były srebrne, patrząc w nie widziałem każdy zachód i wschód słońca jaki oglądałem w swoim życiu. Zdałem sobie sprawę że przed oczami przemknęły mi wszystkie radosne i pełne szczęście chwile z całego mojego życia, zobaczyłem też te które od zawsze napełniały mnie smutkiem, takie których nie chciałem nigdy więcej oglądać ponownie. Wyglądała na szesnaście lat, wydoroślała, była najpiękniejszą dziewczyną jaką oglądały moje oczy…
Sebastian miał jasne blond włosy i intensywnie niebieskie oczy. Co dziwne przypominał mi Apolla. Tak jak i od Adriany i od niego biła boska poświata. Gdy nawiązałem z nim kontakt wzrokowy zdałem sobie sprawę ile razy chciałem oddać życie za drugą osobę, ile razy pocieszałem, ile razy mówiłem że zrobię wszystko. Tych wspomnień było bardzo dużo ponieważ zawsze byłem gotowy oddać za kogoś własne życie. Przypomniałem sobie ile razy podkochiwałem się w dziewczynach z obozu i szkoły. On, ale raczej nie on, bo wyglądał na szesnastolatka, stał na środku areny i nerwowo przestępował z nogi na nogę.
Zerknąłem na Julkę która stała obok chłopaka i z nerwów, chyba, przygryzała wargę. Patrząc na nią zdałem sobie sprawę że jest starsza, starsza na pewno ode mnie. Miała teraz postać szesnastolatki o czarnych włosach i wściekle turkusowych oczach. Patrząc z nie widziałem morze, każdą chwilę pod wodą, każdy moment w pałacu taty. Patrząc na nią widziałem samego siebie, odkąd ją ożywiono myślałem że jest moją siostrą, no bo Posejdon ją uznał, ale jednak nie jesteśmy spokrewnieni. Nad nią unosił się hologram łani i strzał oraz kaduceusz. Była siostrą bliźniaczką Sebastiana i Adriany…
Oni byli dziećmi Artemidy i Hermesa, byli bogami i chyba wiem nawet czego. Adriana była boginią wspomnień, pamięci, wschodu i zachodu słońca, Julka była boginią głębin, plaż i turkusa. Sebastian był bogiem poświęceń, pierwszych miłości i niespełnionych marzeń…
***
1 komentarz = nowy rozdział
Proszę komentujcie!!!
Adriana
Siedząc a raczej lewitując w powietrzu ma się wrażenie iż wszyscy ci ma dole to takie maciupeńkie mrówki. Seb to chyba usnął po drodze do siedemnastki. Położyłam się wreszcie na plecach i wymachiwałam nogami ze znudzenia. Gdy tak leżałam uświadomiłam sobie że nie pasuję do dzieci Nike. Wyróżniam się i to bardzo… moje rozmyślania przezwał Seb.
- No wreszcie – rzuciłam
- Nie moja wina że ta wasza „biblioteka” o ile można tak to nazwać jest taka obszerna i gigantyczna!!!
- Co ja na to poradzę? Jest za to co poczytać… - wzruszyłam ramionami
Seb podał mi naręcze pełne lektur które z uwagą studiowałam wraz z Julką. Były wśród nich książki o tytułach: „Jak obejść ręcznie zabezpieczenia?”, „Mało znane ale skuteczne” i wiele innych podobnych tytułów. Moją uwagę przykuła książka oprawiona w skórę której na pewno z Julką nie czytaliśmy, złotymi literami na skórze napisano „Podręcznik Hermesa”. Bardzo się ucieszyłam że bóg złodziei jest nam przychylny.
- Julka – zawołałam przyjaciółkę która właśnie słuchała piosenek Kelly Clarkson – musimy coś załatwić
- Oki – odparła i przeniosła się obok nas.
Usiedliśmy po turecku, ja wyświetlałam po kolei na moim tablecie plany różnych budynków w obozie, sklepy a nawet świątynie bogów. Zatrzymaliśmy się przy planie domku szóstego – domku w którym mieszkały dzieci Ateny w tym Annabeth. Coś mówiło mi że należy napaść na domek szósty i zwinąć z niego laptopa Ann, schować go i obserwować jak Ateniątka wyruszają na poszukiwania zguby…
- Napad na domek szósty? – zapytał po chwili naszego milczenia Seb
Przytaknęłam już obmyślając plan ataku, na pewno w nocy, dzień nie wchodzi w grę. Wszyscy muszą spać albo ich uśpimy miksturą od Hypnosa, mojego patrona – jednego z sześciu którzy mnie pobłogosławili.
- Ale Ann się wścieknie… - powiedziała Julka
Uciszyłam ją ręką
- Nie wścieknie się bo go schowamy a nie ukradniemy. Zrozumiano?
- Tak – powiedział Seb
- Ada, wiesz że dziś jest nasza rocznica uznania przez rodziców?
- O kurde!!! Zapomniałam! Szybko zbieramy się!!! Która godzina? – W trybie pośpiesznym wstałam i wylądowałam na ziemi. Zareagowałam jak oparzona na słowa Julki. W dzień rocznicy heros zostaje znów uznany, a my zostaliśmy uznani o 18:39… Na pewno nie zdążymy!
- 18:32!!!
- Julka ja Cię kiedyś zamorduję!!! - rzuciłam
- Już to słyszałam – odparła w biegu, doganiając mnie i Seba
Wpadliśmy na arenę zdyszani, wszyscy obozowicze siedzieli na widowni i obserwowali nas z nie ukrywanym oczekiwaniem, a może było to zdziwienie.
- No wreszcie! – oznajmił Pan D. – Gdzieś cie byli? Adara? Julita? Soren? Macie coś na swoje usprawiedliwienie?
- Nie – rzuciłam na odchodnym będąc odwrócona do boga tyłem, wiem zbyt się narażam.
Spojrzałam na wyświetlacz mojego Iphona 5s. Jeszcze dziesięć sekund do 18:39… dziewięć.. osiem… siedem… sześć… pięć… cztery… trzy.. dwa… jeden… 18:39!!!
Rozbłysłam tak jasnym światłem że byłam przekonana iż oślepiłoby mnie gdyby nie to że zamknęłam oczy. Nigdy tak się nie działo. Wokół siebie słyszałam szepty, przyciszone głosy mówiące „Jak?”, „To niemożliwe”, i zorientowałam się że wszyscy czekają na coś.
- Adriano, Sebastianie, Julko, możecie otworzyć oczy. – powiedział Chejron głosem pełnym zdziwienia
Percy
Stałem obok Chejrona i przyglądałem się całej sytuacji.
- No wreszcie! – oznajmił Pan D. – Gdzieś cie byli? Adara? Julita? Soren? Macie coś na swoje usprawiedliwienie? – jak zawsze kolo od wina przekręca specjalnie imiona
- Nie – powiedział od niechcenia Adriana stojąc do Pana D. tyłem
Adriana, Seb i Julka stanęli na środku amfiteatru czy jak wolicie areny. I czekali. Nagle rozbłysnęli tak jasnym światłem że byłem zmuszony się odwrócić. Oślepiło by mnie z pewnością. Zacząłem się wtedy zastanawiać czy oni nie są przypadkiem bogami… Gdy wreszcie odważyłem uchylić odrobinę powieki i zerknąć na nich zdałem sobie sprawę że to nie oni!
- Adriano, Sebastianie, Julko, możecie otworzyć oczy. – powiedział Chejron głosem pełnym zdziwienia
Adriana miała rude włosy, dłuższe niż jeszcze przed minutą. Jej oczy dały mi do myślenia, były srebrne, patrząc w nie widziałem każdy zachód i wschód słońca jaki oglądałem w swoim życiu. Zdałem sobie sprawę że przed oczami przemknęły mi wszystkie radosne i pełne szczęście chwile z całego mojego życia, zobaczyłem też te które od zawsze napełniały mnie smutkiem, takie których nie chciałem nigdy więcej oglądać ponownie. Wyglądała na szesnaście lat, wydoroślała, była najpiękniejszą dziewczyną jaką oglądały moje oczy…
Sebastian miał jasne blond włosy i intensywnie niebieskie oczy. Co dziwne przypominał mi Apolla. Tak jak i od Adriany i od niego biła boska poświata. Gdy nawiązałem z nim kontakt wzrokowy zdałem sobie sprawę ile razy chciałem oddać życie za drugą osobę, ile razy pocieszałem, ile razy mówiłem że zrobię wszystko. Tych wspomnień było bardzo dużo ponieważ zawsze byłem gotowy oddać za kogoś własne życie. Przypomniałem sobie ile razy podkochiwałem się w dziewczynach z obozu i szkoły. On, ale raczej nie on, bo wyglądał na szesnastolatka, stał na środku areny i nerwowo przestępował z nogi na nogę.
Zerknąłem na Julkę która stała obok chłopaka i z nerwów, chyba, przygryzała wargę. Patrząc na nią zdałem sobie sprawę że jest starsza, starsza na pewno ode mnie. Miała teraz postać szesnastolatki o czarnych włosach i wściekle turkusowych oczach. Patrząc z nie widziałem morze, każdą chwilę pod wodą, każdy moment w pałacu taty. Patrząc na nią widziałem samego siebie, odkąd ją ożywiono myślałem że jest moją siostrą, no bo Posejdon ją uznał, ale jednak nie jesteśmy spokrewnieni. Nad nią unosił się hologram łani i strzał oraz kaduceusz. Była siostrą bliźniaczką Sebastiana i Adriany…
Oni byli dziećmi Artemidy i Hermesa, byli bogami i chyba wiem nawet czego. Adriana była boginią wspomnień, pamięci, wschodu i zachodu słońca, Julka była boginią głębin, plaż i turkusa. Sebastian był bogiem poświęceń, pierwszych miłości i niespełnionych marzeń…
***
1 komentarz = nowy rozdział
Proszę komentujcie!!!
piątek, 24 kwietnia 2015
Rozdział V
Rozdział V
Sebastian
Dzisiejszy dzień zapowiadał się dobrze. Podsunąłem Adrianie pomysł by sobie pojeździć na rolkach w powietrzu. Czekała nas super zabawa. Zwinęliśmy ze sklepu sportowego trzy pary rolek, dla mnie czarne, dla Julki zielono-niebieskie a dla Adriany żółto-białe. Właśnie siedziałem przed domkiem Hermesa i zakładałem sprzęt (nie ochraniacze, one są dla frajerów) razem z Adrianą i Julką. Wzniosłem się w powietrze (dostaliśmy moc od Zeusa) i ustawiłem na starcie z wody. Od mety czyli takiej wstęgi wody latającej w powietrzu dzieliło mnie około stu metrów. Tylko jest problem, moja przyjaciółka to córka Nike czyli bogini zwycięstwa. Dlaczego ona zawsze musi wygrywać? Wytłumaczcie mi to!!! Julka krzyknęła „Start” i ruszyłem. Adriana wyprzedzała mnie o dobre dziesięć metrów. No cóż wygram przegraną… pomyślmy który to już raz? Tysięczny!!! Przyśpieszyłem ale to nic nie dało. Metr od Adriany, pół i Nieeeee!!! Meta, ona wygrała! Pogratulowałem jej i zeszedłem na ziemię by zdjąć rolki. Założyłem moje adidasy ze skrzydełkami od taty i poleciałem do dziewczyn. One już siedziały po turecku około 30 metrów mad ziemią i planowały kolejną kradzież…
- … nie to nie wypali. Za dużo zabezpieczeń. – mówiła Adriana
- Co nie wypali? – wtrąciłem się zaciekawiony
- Julka proponuje napad na sklep z komputerami, telefonami i innymi takimi nowinkami technicznymi. Problemem są kamery, ośmiu ochroniarzy, barierki i alarm. Jeśli wyłączymy prąd to kamery nie będą działały tak jak i barierki, ochroniarzy potraktujemy gazem pieprzowym i uśpimy ale alarm trzeba by wtedy wyłączyć. Mamy plan budynku ale nie wiem czy coś to da. Możemy napaść przecież na spożywkę, butik, laboratorium, zoologiczny ale nie na komputerowy. Za wiele zabezpieczeń. Będzie trudno. A w ogóle co chcecie zwinąć z tego sklepu? – powiedziała z wyrzutami, obawiała się czegoś tylko nie domyślałem się czego.
- Ja tam zwinąłbym Iphona 6, tablet, laptop, jakaś kamerę, i wi-fi. – odpowiedziałem po namyśle
- To ja zamawiam to samo!!! – krzyknęła Julka
- No skoro wam tak zależy to może być… ale dla mnie też to samo. No więc Seb wyłączy alarm, poszukasz sposobów w Internecie. Ja i Julka uśpimy strażników, później ona zabierze z regałów to co chcemy ale szybko. A ja wyłączę prąd. Dzisiaj tam nie pójdziemy, musimy się przygotować. Zdobyć jeszcze informacje podstawowe i kwalifikacje ochroniarzy. – planowała Adriana, ona ma do tego talent…
- Ja się tym zajmę – powiedziałem – mam wtyki w strefie ochroniarzy całym tym miasteczku.
Zacząłem grzebać w telefonie który dostałem od Apolla. Telefonie o nazwie Iphone 5s. Szóstka jest lepsza. Wszedłem na Olimpbooka i przeglądałem posty. Nagle się uśmiechnąłem post głosił:
Chejron o mało nie dostał załamania psychicznego od czasu gdy do obozu dołączyli nijacy Adriana Sullivan, Julka Solance i Sebastian Hood. Trójka herosów już zdążyła okraść samochód dostawczy, 1-ego sierpnia jeździli na rolkach w powietrzu, a w chwili obecnej rozmawiają trzydzieści metrów nad ziemią… podejrzewamy planowanie kolejnego napadu, tylko na co?
Przeglądałem komentarze było ich 37!!! Natknąłem się na komentujących bogów:
Ares
Adriana tak dalej! Kolejny krok? Na co napadacie? Zżera mnie ciekawość.
Hermes
Sebastian ostatnio poprosił mnie o informacje o ochroniarzach z jakiegoś sklepu. Myślę że kolejna napaść padnie na jakiś sklep. Adriana jest specem od planowania, obejdzie wszystkie zabezpieczenia. Chejron w ciągu trzech dni postanowi chyba przejść na emeryturę niż się z nimi użerać.
Zeus
Ci herosi ciągle mnie zaskakują. I przyznaję się to ja dałem im moc latania.
Posejdon
Julka lubi się popisywać, ostatnio gdy byłem w obozie jeden pokój zamieniła w akwarium. Bardzo ładnie je przystroiła. Tylko ciekawe dlaczego ci herosi mają tak dużą moc?
Nike
Wiem dlaczego Adriana, Sebastian i Julka mają tak dużą moc. Na któreś urodziny podarowałam jej eliksir zdolności, najpierw wybrała doskonałe planowanie, udane kradzieże, widzenie w ciemności i nie stawanie się mokra po wyjściu z wody. Niedawno wybrała władanie snem, czaro-mowę, zamiłowanie do walki i rozpływanie się w ciemnościach. Flakonik napełnia się ciągle więc można go stosować wiele razy. Ona pożyczała go Julce dwa razy i raz Sebastianowi.
- No nie, chodźcie, zobaczcie co piszą na Olimpbooku. – pokazałem dziewczynom posta one go przeczytały i zaczęły rozmyślania
- Oni chyba ciągle piszą na tej stronie więc to normalne, nie przejmujmy się – oznajmiła Julka – kontynuujmy to planowanie, bo nie zdążymy dzisiaj.
Planowanie zeszło nawet na środek transportu którym się tam dostaniemy, autobus nie wchodził w grę więc postanowiliśmy zwinąć jakieś auto i zostawić je w mieście. Chejron kręcił się pod nami próbując usłyszeć o czym rozmawiamy. Nie ma!!! Nie usłyszy jesteśmy za wysoko. Wracając do kradzieży nie wiedzieliśmy czy okraść MediaMarkt czy Świat Komputerów (nie ma większej różnicy, ochroniarzy po ośmiu, barierki, alarm, kamery), po dłuższym zastanawianiu się zdecydowaliśmy że nasz cel to Media Markt. Za dwa dni w nocy obrobimy sklep z komputerami. Obrobimy, zwiniemy, zaprzyjaźnimy się jak chcecie… Dziewczyny wysłały mnie do domku Nike po książki. Tylko pytanie… Gdzie w domku Nike jest biblioteka? Hmm? Ktoś wie może? Nikt się nie zgłasza, co za chuj!
Domek Nike jest duży, podobno im większy domek tym bardziej zaskarbiamy sobie przychylność boga/bogini. Nike to bogini zwycięstwa więc domek jest duży, można powiedzieć że wielki. Ale nie tak ogromny jak domek Zeusa, choć niewiele mu brakuje. Dotarłem pod drzwi siedemnastki, zapukałem. Otworzyła mi jakaś dziewczyna miała ognistoczerwone włosy i brązowe oczy. To chyba Brenda, była grypowa domku Nike.
- Przyszedłem po książki które czyta Adriana i Julka. – szybko powiedziałem
- Choć zaprowadzę cię do biblioteki, wiesz one czytają dużo książek ale ostatnio coś o kradzieżach i planowaniu i chyba cechach budynków z alarmami – matko, musze zacząć to czytać…
Wprowadziła mnie do wielkiego pomieszczenia, przy żółtych ścianach stały regały z książkami, na środku pokoju ustawiono stoliki i krzesła z cisowego drewna. Obok nich stały białe fotele, na jednym położono stos książek. Brenda wzięła te książki, podała mi je i wyszła. Zastanawiałem się czy ona w ogóle lubi Adrianę. Wyglądała na taką co jej nienawidzi. Wróciłem migiem do dziewczyn bo jeszcze bym się zgubił w plątaninie tych korytarzy…
Sebastian
Dzisiejszy dzień zapowiadał się dobrze. Podsunąłem Adrianie pomysł by sobie pojeździć na rolkach w powietrzu. Czekała nas super zabawa. Zwinęliśmy ze sklepu sportowego trzy pary rolek, dla mnie czarne, dla Julki zielono-niebieskie a dla Adriany żółto-białe. Właśnie siedziałem przed domkiem Hermesa i zakładałem sprzęt (nie ochraniacze, one są dla frajerów) razem z Adrianą i Julką. Wzniosłem się w powietrze (dostaliśmy moc od Zeusa) i ustawiłem na starcie z wody. Od mety czyli takiej wstęgi wody latającej w powietrzu dzieliło mnie około stu metrów. Tylko jest problem, moja przyjaciółka to córka Nike czyli bogini zwycięstwa. Dlaczego ona zawsze musi wygrywać? Wytłumaczcie mi to!!! Julka krzyknęła „Start” i ruszyłem. Adriana wyprzedzała mnie o dobre dziesięć metrów. No cóż wygram przegraną… pomyślmy który to już raz? Tysięczny!!! Przyśpieszyłem ale to nic nie dało. Metr od Adriany, pół i Nieeeee!!! Meta, ona wygrała! Pogratulowałem jej i zeszedłem na ziemię by zdjąć rolki. Założyłem moje adidasy ze skrzydełkami od taty i poleciałem do dziewczyn. One już siedziały po turecku około 30 metrów mad ziemią i planowały kolejną kradzież…
- … nie to nie wypali. Za dużo zabezpieczeń. – mówiła Adriana
- Co nie wypali? – wtrąciłem się zaciekawiony
- Julka proponuje napad na sklep z komputerami, telefonami i innymi takimi nowinkami technicznymi. Problemem są kamery, ośmiu ochroniarzy, barierki i alarm. Jeśli wyłączymy prąd to kamery nie będą działały tak jak i barierki, ochroniarzy potraktujemy gazem pieprzowym i uśpimy ale alarm trzeba by wtedy wyłączyć. Mamy plan budynku ale nie wiem czy coś to da. Możemy napaść przecież na spożywkę, butik, laboratorium, zoologiczny ale nie na komputerowy. Za wiele zabezpieczeń. Będzie trudno. A w ogóle co chcecie zwinąć z tego sklepu? – powiedziała z wyrzutami, obawiała się czegoś tylko nie domyślałem się czego.
- Ja tam zwinąłbym Iphona 6, tablet, laptop, jakaś kamerę, i wi-fi. – odpowiedziałem po namyśle
- To ja zamawiam to samo!!! – krzyknęła Julka
- No skoro wam tak zależy to może być… ale dla mnie też to samo. No więc Seb wyłączy alarm, poszukasz sposobów w Internecie. Ja i Julka uśpimy strażników, później ona zabierze z regałów to co chcemy ale szybko. A ja wyłączę prąd. Dzisiaj tam nie pójdziemy, musimy się przygotować. Zdobyć jeszcze informacje podstawowe i kwalifikacje ochroniarzy. – planowała Adriana, ona ma do tego talent…
- Ja się tym zajmę – powiedziałem – mam wtyki w strefie ochroniarzy całym tym miasteczku.
Zacząłem grzebać w telefonie który dostałem od Apolla. Telefonie o nazwie Iphone 5s. Szóstka jest lepsza. Wszedłem na Olimpbooka i przeglądałem posty. Nagle się uśmiechnąłem post głosił:
Chejron o mało nie dostał załamania psychicznego od czasu gdy do obozu dołączyli nijacy Adriana Sullivan, Julka Solance i Sebastian Hood. Trójka herosów już zdążyła okraść samochód dostawczy, 1-ego sierpnia jeździli na rolkach w powietrzu, a w chwili obecnej rozmawiają trzydzieści metrów nad ziemią… podejrzewamy planowanie kolejnego napadu, tylko na co?
Przeglądałem komentarze było ich 37!!! Natknąłem się na komentujących bogów:
Ares
Adriana tak dalej! Kolejny krok? Na co napadacie? Zżera mnie ciekawość.
Hermes
Sebastian ostatnio poprosił mnie o informacje o ochroniarzach z jakiegoś sklepu. Myślę że kolejna napaść padnie na jakiś sklep. Adriana jest specem od planowania, obejdzie wszystkie zabezpieczenia. Chejron w ciągu trzech dni postanowi chyba przejść na emeryturę niż się z nimi użerać.
Zeus
Ci herosi ciągle mnie zaskakują. I przyznaję się to ja dałem im moc latania.
Posejdon
Julka lubi się popisywać, ostatnio gdy byłem w obozie jeden pokój zamieniła w akwarium. Bardzo ładnie je przystroiła. Tylko ciekawe dlaczego ci herosi mają tak dużą moc?
Nike
Wiem dlaczego Adriana, Sebastian i Julka mają tak dużą moc. Na któreś urodziny podarowałam jej eliksir zdolności, najpierw wybrała doskonałe planowanie, udane kradzieże, widzenie w ciemności i nie stawanie się mokra po wyjściu z wody. Niedawno wybrała władanie snem, czaro-mowę, zamiłowanie do walki i rozpływanie się w ciemnościach. Flakonik napełnia się ciągle więc można go stosować wiele razy. Ona pożyczała go Julce dwa razy i raz Sebastianowi.
- No nie, chodźcie, zobaczcie co piszą na Olimpbooku. – pokazałem dziewczynom posta one go przeczytały i zaczęły rozmyślania
- Oni chyba ciągle piszą na tej stronie więc to normalne, nie przejmujmy się – oznajmiła Julka – kontynuujmy to planowanie, bo nie zdążymy dzisiaj.
Planowanie zeszło nawet na środek transportu którym się tam dostaniemy, autobus nie wchodził w grę więc postanowiliśmy zwinąć jakieś auto i zostawić je w mieście. Chejron kręcił się pod nami próbując usłyszeć o czym rozmawiamy. Nie ma!!! Nie usłyszy jesteśmy za wysoko. Wracając do kradzieży nie wiedzieliśmy czy okraść MediaMarkt czy Świat Komputerów (nie ma większej różnicy, ochroniarzy po ośmiu, barierki, alarm, kamery), po dłuższym zastanawianiu się zdecydowaliśmy że nasz cel to Media Markt. Za dwa dni w nocy obrobimy sklep z komputerami. Obrobimy, zwiniemy, zaprzyjaźnimy się jak chcecie… Dziewczyny wysłały mnie do domku Nike po książki. Tylko pytanie… Gdzie w domku Nike jest biblioteka? Hmm? Ktoś wie może? Nikt się nie zgłasza, co za chuj!
Domek Nike jest duży, podobno im większy domek tym bardziej zaskarbiamy sobie przychylność boga/bogini. Nike to bogini zwycięstwa więc domek jest duży, można powiedzieć że wielki. Ale nie tak ogromny jak domek Zeusa, choć niewiele mu brakuje. Dotarłem pod drzwi siedemnastki, zapukałem. Otworzyła mi jakaś dziewczyna miała ognistoczerwone włosy i brązowe oczy. To chyba Brenda, była grypowa domku Nike.- Przyszedłem po książki które czyta Adriana i Julka. – szybko powiedziałem
- Choć zaprowadzę cię do biblioteki, wiesz one czytają dużo książek ale ostatnio coś o kradzieżach i planowaniu i chyba cechach budynków z alarmami – matko, musze zacząć to czytać…
Wprowadziła mnie do wielkiego pomieszczenia, przy żółtych ścianach stały regały z książkami, na środku pokoju ustawiono stoliki i krzesła z cisowego drewna. Obok nich stały białe fotele, na jednym położono stos książek. Brenda wzięła te książki, podała mi je i wyszła. Zastanawiałem się czy ona w ogóle lubi Adrianę. Wyglądała na taką co jej nienawidzi. Wróciłem migiem do dziewczyn bo jeszcze bym się zgubił w plątaninie tych korytarzy…
***
CDN
Bardzo mi się podoba a wam?
czwartek, 23 kwietnia 2015
Rozdział IV
Rozdział IV
Atak na stołówkę
Patrzyłam właśnie na ostatnie światła gaszone w obozie… Zobaczyłam jakąś postać, chyba chłopaka. Kręcił się po obozie, nagle podszedł właśnie pod domek Nike i zaczął się po nim wspinać. Jedyna osoba która to robiła była… Sebem!
- Seb, co ty tu robisz o tej porze? – szepnęłam poirytowana patrząc na chłopaka wchodzącego do mojego pokoju przez okno
- Adriana, choć szybko. Potrzebuję ciebie do małej kradzieży. Pomożesz? – popędził mnie, no wiecie jak się jest specjalistką w dziedzinie wygrywania to zawsze ale to zawsze umiesz obejść zabezpieczenia, przepisy i jeszcze bóg wie co, no moja mama wie…
- No dobra, idziemy do trójki czy Julka jest tu już? – nagle spostrzegłam kolejną osobę w moim pokoju. Jak cudownie! Stare dobre czasy wróciły. – Kradzież czego, kiedy to przywożą i jakie ma zabezpieczenia? Mam nadzieję że masz raport o celu misji?
- No więc ukradniemy lody i coca colę którą dowożą dziś o 1:00. Zagrożenia: trzech ochroniarzy, Chejron… - zagłębialiśmy się w rozmowie omawiając szczegółowy plan ataku lub nalotu na stołówkę (jak kto woli).
Wreszcie po skończonym planowaniu opuściliśmy mój pokój z pomocą Julki która przeniosła nas parą do piwnic domku Nike o których wiem tylko ja, ona i Sebastian. Drzwi do naszego składu niebezpieczeństwa były zabezpieczone, odszukaliśmy na ścianie greckie literę alfę, wszyscy położyliśmy na niej palec serdeczny. Wejście otworzyło się więc po cichu weszliśmy do środka. Jedyne co się zmieniło to większa warstwa kurzu ale nic poza tym. Przechodząc między półkami, gablotami i regałami natknęłam się na eliksir zdolności. Ostrożnie wyjęłam go z gabloty i podałam Julce, nie mówcie nikomu ale Seb by go od razu upuścił, miałam przeczucie że wkrótce się mi przyda. Skończyły się regały, staliśmy pod innymi drzwiami, otworzyłam je i wślizgnęłam się do środka. Przeszliśmy dalej, czyli do naszej Sali gdzie ćwiczyliśmy sztuki walki. Poza pochodniami na ścianach nie było tam nic. Seb podbiegł do jednej z pochodni i przekręcił ją w prawo jak zawsze. W kilka sekund jedna ze ścian się przesunęła ukazując szafę a w niej czarne bojówki, rurki, topy, bluzki, bluzy, kurtki skórzane, rękawiczki bez palców, glany, adidasy, trampki i kozaki. Wszystko w czarnym kolorze. Wzięłam ze składziku bluzę, rurki, trampki i rękawiczki. Julka wybrała bluzkę, kurtkę, adidasy i rurki a Seb bojówki, glany i bluzę z czaszką. Gdy się przebrali przekręciłam jeszcze jedną pochodnię i ścianę zastąpiła szafa z bronią i innymi przedmiotami.
- Seb, weź linę, sztylet, spinkę, lusterko, puder i mgłę w sprayu, o i może gaz pieprzowy i strzały usypiające.
- Spoko, więc lina, sztylet, spinka, lusterko, puder, mgła w sprayu, gaz pieprzowy i strzały . Ok. Wszystko jest, dołożę jeszcze ambrozję i nektar w batoniku. – powiedział pakując potrzebne rzeczy do plecaka który dostałam od matki na 12 urodziny. Można było tam włożyć niemal wszystko i to w ogromnych ilościach ale on nie stanie się cięższy, po prostu czar zwiększający.
- Julka która jest godzina dokładnie? – spytałam
- 0:58:12, 13, 14, 15, 16… - miała jeszcze mówić dalej ale jej przerwałam z impetem i premedytacją
- Dobra więc wiecie że dostawa przyjedzie do Obozu o 1:00 punktualnie. Będzie trzech ochroniarzy których załatwimy strzałkami. Mgła posłuży nam za kamuflaż, a teraz Julka przenieś nas pod stołówkę. – Złapałam za ich ręce, poczułam wiatr we włosach i w następnej sekundzie stałam przed stołówką.
Cóż już czas użyć eliksiru zdolności. Ostatnio gdy go używałam czyli jakieś dwadzieścia trzy lata temu wybrałam sobie za zdolność doskonałe planowanie, udane kradzieże, widzenie w ciemności i nie stawanie się mokra po wyjściu z wody. Teraz wybieram władanie snem, czaro-mowę, zamiłowanie do walki i rozpływanie się w ciemnościach. Odkręciłam flakon, wypiłam zawartość świadoma iż zdolności pozostaną mi na zawsze i czekałam. Seb oznajmił mi że już wybiła pierwsza, samochód dostawczy przekroczył granice obozu. Weszłam na drzewo które rosło najbliżej stołówki, usiadłam na jednej z grubszych gałęzi w koronie. Wzięłam jedną ze strzał usypiających i nałożyłam ją na łuk, napięłam broń i czekałam. Wreszcie furgonetka zatrzymała się i wysiadło z niej trzech facetów. Puściłam strzałę w jednego, drugi padł od strzały Seba, trzeci od Julki. Zeskoczyłam z drzewa, rozejrzałam się i przywołałam gestem Sebastiana. Wyjęłam z jego plecaka mgłę w sprayu i zastosowałam ją na naszej trójce. Spinką otworzyłam tylne drzwi do samochodu, trochę mi to zajęła. Szybko złapaliśmy za skrzynki z colą, każdy po trzy i rozpłynęliśmy się w powietrzu. Ja w ciemności. W jedną sekundę znaleźliśmy się w składziku, postawiliśmy skrzynki przy ścianie i znowu staliśmy przed samochodem, tym razem złapaliśmy za skrzynki z lodami i już nas nie było. W składziku poustawialiśmy skrzynki jedna na drugiej a lody wrzuciliśmy do zamrażarki. Opróżniliśmy furgonetkę w dwie minuty. W środku zostawiliśmy karteczkę:
Zostaliście okradnięci przez Robin Hooda!
Skrzeszcie się! Kolejny atak nastąpi wkrótce!
Robin Hood z przyjaciółmi
Udana kradzież, i jak tu się nie cieszyć… Poszłam spać o drugiej nad ranem. Uzgodniliśmy że nasz łup podzielimy jutro po śniadaniu. Dziś i całe szczęście nic mi się nie śniło, o rany jak się cieszę. Wstałam, około dziesiątej. Dobrze że dziś jest sobota, śniadanie rozpoczyna się o 10:30. A Chejron wstaje z łóżka (nie wiem czy on ma łóżko) o 10:00 w Soboty. Założyłam moje żółte rurki i biały podkoszulek z napisem „Królowa Dramatu”. Wyszłam z domku i udałam się na stołówkę, mijając stolik Hermesa uśmiechnęłam się na widok Seba siedzącego na krześle grupowego. Podążyłam wzrokiem do stolika gdzie przeważnie siedział Pan.D i Chejron oraz inni zaproszeni goście, ale teraz nikogo tam nie było. Zajęłam miejsce grupowej przy stoliku Nike, zamówiłam gofry z bitą śmietaną i owocami gdy usłyszałam to co dziś rano chciałam usłyszeć a mianowicie:
- Atak na stołówkę!!! Adriana, Sebastian, Julka!!! – darł się centaur – Do mnie! Tłumaczyć się!!!
Obozowicze chyba spodziewali się że udamy się do Chejrona, i jeszcze będą nas targać wyrzuty sumienia. Ja tam położyłam się w powietrzu i od niechcenia machałam nogami by dopłynąć do Chejrona. No dobra znudziło ni się więc, wstałam i poszłam nad głowami obozowiczów. Wyszłam ze stołówki, i lewitowałam w pozycji medytującej tak samo jak Seb czyli powietrzu. Julka medytowała na wodzie. Chejron chodził w tę i z powrotem. Sebastian ze znudzenia położył się na plecach i zerwał ździebełko trawy które zaczął jeść…
- Co macie na swoje usprawiedliwienie! Okradliście furgonetkę z lodami i colą z premedytacją!!! – z tą premedytacją to już przesadził ale skoro tak…
- O to tym razem nas oskarżasz? – spytałam z nutką znudzenia w głosie zmieniając moją pozycję, teraz leżałam na boku, ręką opierałam głowę.
- Tak! Zostawiliście list! – pokazał go nam
- My się tak nie podpisujemy – zaprotestował Seb leżąc nad trawą i gryząc ździebełko. – Jak już to Zwycięstwo z przyjaciółmi.
- Ach tak! Mam pokazać wam inne listy które zawsze zostawialiście?
- Jakie listy? O czym on mówi? – spytała Julka – Wiecie może coś? – wiemy, wiemy, robimy z Chejrona idiotę ale jednak… przeważnie udaje się nam go wyrolować.
- Nie kłamcie, o godzinie pierwszej w nocy zakradliście się pod stołówkę. A tym strzałami – powiedział pokazując nam nasze strzały – uśpiliście ochroniarzy, jest coś o czym nie wiem?
- Może… - zamyślił się Sebastian – powiemy ci co i jak, ale. Ty przyrzekniesz na Styks że od nikogo z Obozu nie dostaniemy szlabanu. OK.???
- No niech wam będzie przyrzekam – odrzekł Chejron – A teraz mówcie.
- No więc to było tak, o pierwszej zakradliśmy się przed stołówkę. Weszliśmy na drzewa i czekaliśmy na samochód. – coraz więcej obozowiczów zbierało się dookoła nas by być świadkami afery – Gdy faceci w czerni wysiedli z fury strzeliliśmy do nich strzałami usypiającymi. Zwędziliśmy skrzynki pozostawiając list. To tyle. I przysięgamy na Styks że nie powiemy ci gdzie są te skrzynki. To już wszystko. – powiedział niewzruszony Seb wstając już na ziemi tak jak ja i Julka.
Przybiliśmy sobie piątkę mówiąc „Ale to była jazda” , cały domek Hermesa podbiegł do nas by posłuchać jak obeszliśmy zabezpieczenia.
- To się odbywa tak. Ja przychodzę do domku Nike, mówię na co napadamy zdaję raport o zagrożeniach, czasie i miejscu. Adriana ustala plan ataku, nalotu czy czegoś innego. Teraz Tarvis, Connor złapcie nas za ręce bo przeniesiemy was do składziku. – opowiadał Seb
Błysło czarne światło i już staliśmy przed wejściem do składu niebezpieczeństw razem z dziećmi Hermesa czyli Tarvisem i Connorem.
- Niczego nie dotykajcie – powiedziałam otwierając przejście z Julką i Sebastianem. – Tu jest nasz świat, wszystko co kiedykolwiek ukradliśmy tu jest. W chwili obecnej znajdujemy się w piwnicach domku Nike. Tylko my o nich wiedzieliśmy do dziś ale teraz i wy wiecie o naszych łupach.
Wprowadziłam chłopaków po składziku. Oni oglądali przeróżne przedmioty, wreszcie zatrzymali się przy następnych drzwiach. Otworzyłam je powoli, weszłam do środka i przekręciłam pierwszą pochodnię z lewej. Ścianę zastąpiła szafa.
- To tu się przygotowujecie do ataków? – zapytał podekscytowany Connor przyglądając się ubraniom zgromadzonym w tajnym pokoju.
- No… - mruknął Seb przekręcając drugą pochodnię z prawej.
Na ścianie która pojawiła się teraz wisiały liny, sztylety, miecze, scyzoryki, spinki, spraye ze sztuczną mgłą, łuki, bicze, strzały usypiające, fajerwerki, petardy, bumerangi, lusterka, pudry, szpady, wachlarze, różne gazy pieprzowe i można by wymieniać w nieskończoność tak dużo było asortymentu Robin Hooda z przyjaciółmi. Synowie Hermesa oczu nie mogli oderwać od tych przedmiotów.
- Mówiąc szczerze nawet Chejron nie wie że zbudowaliśmy w piwnicach siedemnastki to cudo, tu ćwiczyliśmy przede wszystkim szermierkę, strzelanie z łuku, walkę wachlarzem, otwieranie zamków spinką i różne triki. Pod koniec pierwszych wakacji w obozie Chejron miał nas dosyć. Pamiętam jak lampart Pana D. najadł się koktajlu o smaku kociej karmy. Dionizos nie chciał nam wybaczyć. – opowiedziała Julka
- To teraz wracamy bo czas na obiad – powiedziałam łapiąc za ręce Tarvisa i Connora, znów siedzieliśmy na trawie przed domkiem Hermesa opowiadając o naszych mocach których trochę mamy.
Rozdział III
Rozdział III
Adriana
Było dość późno gdy się obudziłam, słońce dawno wzeszło. Najbardziej zadziwiający był natomiast widok domku Hermesa pogrążonego we śnie. Connor spał na koszu, Tarvis wylegiwał się na parapecie a Seb leżał rozciągnięty na podłodze i o dziwo na twarzy miał maseczkę w miętowym kolorze. Podejrzewam że to pasta do zębów. Skoro już jest południe to trzeba obudzić towarzyszy…, ale najpierw się ubiorę. Wyjęłam z walizki żółte szorty i biały top. Wciągnęłam je na siebie i kontynuowałam misję „budzenie Hermesiątek”. Podeszłam powoli do okna uważając by nikogo nie nadepnąć. Otworzyłam je szeroko i postanowiłam poczekać. Kilka minut później dało się słyszeć pierwsze pomrukiwania obozowiczów którzy poczuli gorące, upalne powietrze.
- Co to, Sahara? – spytał Seb zbity z tropu, powoli wstając z podłogi.
- Nie, domek 11, godzina 12:04. Ale na ziemi chyba jest bardzo wygodnie więc nie będę przeszkadzać – powiedziałam zirytowana
Nie żeby mnie to zdziwiło ale Seb miał na sobie MOJE żółte rurki! Pytanie do niego brzmiało „Dlaczego do cholery jest ubrany w moje rurki?”. To nie koniec dziwnego ubioru… na głowie Tarvisa zauważyłam turban z papieru toaletowego natomiast Connor założył perukę… czyli zielone rajtuzy jakiejś dziewczyny. I jak tu nie wątpić czy jest się przy zdrowych zmysłach… Ogarnięcie tego całego pobojowiska (domku 11-ego) trochę trwało, ale około piętnastej z zadowoleniem mogliśmy powiedzieć że mamy czysto w domku. Po generalnym sprzątaniu udałam się razem z Sebem i Julką na arenę szermierczą by potrenować. Dobrze że miałam swój miecz. Dochodząc do areny usłyszałam że Chejron właśnie ogłaszał kto jest z kim w parze…
- …Adriana z Clarisse – na jego słowa wszyscy obozowicze wyraźnie się przerazili a Clarisse uśmiechnęła się szeroko – Sebastian z Percym, Julka z Annabeth. Walczcie!
Odwróciłam się do Juli i Seba, posłałam im przelotny uśmiech i ruszyłam biegiem ku córce Aresa… chyba. Dziewczyna zmierzyła mnie od stóp do głów.
- Spokojnie, postaram się nie wgnieść cię w ziemię – chrząknęła
- Dobra – szepnęłam przestępując z nogi na nogę – zaczynajmy
Nie chciałam atakować pierwsza, pierwsza zasada w szermierce „Jeśli nie znasz przeciwnika nie atakuj pierwsza” dobra, ona krążyła wokół mnie ja stałam w bezruchu. Nie wiem do końca jak to robie ale podczas walki czy w innym przypadku nie da się mnie zaskoczyć. Po prostu widzę co się dzieje za mną. Clarisse wreszcie się znudziło chodzenie w kółko, zaatakowała. Po prostu rzuciła się na mnie. Uskoczyłam jednocześnie zadając pchnięcie w brzuch. Wyprostowała się i ruszyła w moim kierunku, nasze miecze z brzdękiem się skrzyżowały. Wprowadziłam odgórne cięcie po czym pozwoliłam się zaatakować. Wykorzystałam moment gdy trzymała miecz lżej niż przy ataku. Zahaczyłam o rękojeść i przekręciłam. Broń wypadła z jej ręki, wyskoczyłam z powietrze i złapałam jej miecz w locie za rękojeść. Zgrabnie opadłam przed córkę Aresa przystawiając jej oba miecze do szyi. Jeden z przodu, drugi z tyłu. Clarisse patrzyła na mnie jak na wariatkę…
- Jak ty to, - spytała zdziwiona - przegrywam tylko z Dziećmi Wielkiej Trójki i dziećmi Nike. Więc jesteś córką jednego boga z tych czterech, tak?
- Tak – odpowiedziałam oddając jej miecz. Podbiegłam do Seba i Julki, oni też wygrali ze swoimi przeciwnikami. Seb powalił Percy’ ego a Julka zraniła Annabeth. Niech się dowiedzą że jesteśmy najlepsi w szermierce! Ha!
***
Dzieci Aresa
W domku piątym panowała napięta atmosfera, wszyscy byli niezadowoleni z przegranej Clarisse. Wszyscy próbowali dociec kogo dziećmi są ożywieńcy. Kate, jedna z córek Aresa znalazła w księgach Sybilli taką przepowiednie:
- Clarisse czy przypadkiem od chwili ich śmierci nie upłynęło już dwadzieścia lat? – spytała Kate
- No raczej że minęło!?! – odpowiedziała ze zirytowaniem córka Aresa
- Czyli to o nich!!! – wykrzyknęła uradowana dziewczyna – Masz, przeczytaj – powiedziała wciskając książkę siostrze
Clarisse z ciekawością przyjęła księgę i przeczytała kilka razy przepowiednie. Po czym odłożyła zapiski na półkę.
- Ha! Czyli ona jest albo od Wodorosta albo od Nike! A ten Sebastian to synalek Hermesa!!! No to by się zgadzało!
Pędziłam co sił w nogach nad jezioro kajakowe z Sebem i Julką. Gdy tylko wbiegłam na pomost ściągnęłam buty i szybko wskoczyłam do wody. Seb pływał obok mnie a Julka nurkowała. Złapałam ją za rękę i pociągnęłam na powierzchnię.
- Weź stwórz wielką bańkę w jeziorze żebyśmy mogli tam siedzieć i gadać razem… plose… - zrobiłam słodkie oczka
Nie musiałam długo czekać, kilka chwil później rozmawialiśmy już pod wodą, ale na moje nieszczęście ci od Demeter i Apolla właśnie mieli zajęcia z kajakarstwa… więc chyba pomyśleli że się topiliśmy i wszczęli akcję ratunkową. Był jeden problem, gdy zobaczyli nas w wodzie ale jednocześnie w bańce mało zawału nie dostali. Zauważyłam że wokół jeziora zbierają się obozowicze. Jeden z synów Apolla wypłynął na powierzchnie i zameldował
- Chejronie oni… tam pod wodą… oni… są w bańce… jedno z nich to dziecko Posejdona!!!
- Wiem Will. Adriana, Sebastian, Julka!!! Natychmiast z wody!
Więc wyszliśmy wszyscy susi na brzeg. Powitały nas zdziwione miny obozowiczów. Jak zawsze pękaliśmy ze śmiech tarzając się po piasku na widok min obozowiczów. A oni mówili „Co oni?”. Matko co za sztywniaki! Bawić się nie umieją!!!
- Chejronie możemy powiedzieć bo nie wytrzymamy…? – spytałam jeszcze dławiąc się śmiechem
- Dobrze, - westchnął centaur – mówcie
Uzgodniłam z Julką że ja mówię i posłałam mordercze spojrzenie Sebowi gdy chciał się wtrącić… gdyby spojrzenie mogło zabijać… ach… marzenia… na mojej liście osób do zabicia wzrokiem było DUŻO.
- No jak wiecie jesteśmy ożywieńcami, mieliście zgadnąć naszych boskich rodziców więc zaczniemy od domku Posejdona.
Głos zabrał Percy,
- No więc myślę że ty jesteś od Zeusa, Julka od Ateny a Sebastian od Dionizosa – gdyby się zastanowić to on jest głupi bo wiedział czyimi jesteśmy dziećmi.
- Domek Demetry?
- Tak samo jak powiedział Percy – odparła grupowa czwórki
- Piątka?
- No więc, ty jesteś od Nike, tamta – powiedziała Clarisse wskazując na Julkę - od Wodorosta a ten laluś od Hermesa.
- Tak Clarisse, ja jestem córką Nike, obecną grupową siedemnastki, Seb jest synem Hermesa również obecnym grupowym a Julka córką Posejdona.
Tłum obozowiczów którzy zgromadzili się przy jeziorze rozpoczął dyskusje. Dyskutowali, dyskutowali i dyskutowali. Aż wreszcie uznali nas rodzice. Nad moją głową rozbłysnął złoty wieniec laurowy, nad Sebem żółty kaduceusz, nad Julką trójząb w kolorze zielonym. Co za szczęście! To teraz mam pomysł! Szepnęłam Julce do ucha kilka słów… Ona tylko spojrzała na mnie i się uśmiechnęła po czym odwróciła się w stronę jeziora, podniosła ręce w górę i stworzyła falę jak do jazdy na desce… oraz tak nie dziwcie się, deski surfingowe z wody. Ale będzie jazda!!! Ruszyliśmy biegiem po molu, gdy się skończyło biegliśmy dalej w powietrzu, jak się jest ulubionym herosem Zeusa to można chodzić powietrzu, aż wreszcie wskoczyliśmy na wodne deski lewitujące nad wodą.
- Nie dogonisz mnie! – darłam się do Sebastiana – Jesteś zbyt powolny!
- Ach tak, to popatrz! – tak sobie myślę czy on zdaje sobie sprawę z tego że jestem córką Nike. Ja zawsze wygrywam!
Próbował mnie prześcignąć ale ja wykonałam trik, wyskoczyłam w powietrze na około trzy metry, Seb tak się przeraził że spadł z deski do wody. Śmiechu co niemiara ale zakończmy to już. Złapałam deskę w locie i tak jakby się na niej położyłam. Skierowałam trajektorię lotu w stronę syna Hermesa. Zanurkowałam w wodzie, po chwili się wynurzyłam. Chejron o mało zawału nie dostał. A my dostaliśmy oklaski… Julka wykonywała triki w powietrzu, wreszcie podpłynęła do nas. Kolejna misja zakończona sukcesem! Przybiliśmy piątkę…
- Adriana! Sebastian! Julka! Z wami to jest urwanie głowy. Na brzeg! – oznajmił Chejron… posłusznie choć nieśpiesznie wyszliśmy na stały ląd, choć ja to sobie w powietrzu płynęłam na plecach razem z Sebem, a Jula leżała na brzuchy na powierzchni jeziora i czytała książkę z wody. Uwaga zawodowanie! UWAGA!
- Chejronie – powiedziała Annabeth – dlaczego się tak denerwujesz? Czy coś się stało?
- Dobrze opowiem wam. Usiądźcie.
Usiedliśmy blisko Chejrona, ja oczywiście w środku, bo jak mogłoby być inaczej, jestem liderem paczki. Naj, naj, z głupimi pomysłami i robieniem następnie myśleniem.
- Więc Adriana, Sebastian i Julka… co mam opowiadać. Że byli najbardziej nieznośnymi, szalonymi, rządnymi przygód przyjaciółmi w historii obozu, nikt dotąd ich nie przebił. Nawet wy Hoodowie, wasze żarty to nic w porównaniu z ich poczuciem humoru jeśli można to tak nazwać. Nie było dnia żeby nie wywinęli komuś kawału. Raz nawet ukradli kaduceusz Hermesowi. Co tu opowiadać, są odważni aż za nadto, w swoim czasie pobytu w obozie byli najlepszymi szermierzami, najlepiej strzelali z łuku i walczyli sztyletami. Byli na pięciu misjach…
Musiałam się wtrącić bo co by było jakbym się nie wtrąciła do rozmowy, świat by się zawalił!
- Pamiętam jak kiedyś nas goniłeś bo trafiłam cie strzałą z łuku. – obozowicze wybuchli na tą informację niepohamowanym śmiechem - Pobiegliśmy nad rzekę i usiedliśmy na środku przewróconego drzewa. Albo wtedy pierwszy dzień wakacji kiedy przyjechaliśmy do obozu na trzeci rok. Wystrzeliliśmy fajerwerki o trzeciej nad ranem, a ty tak się wkurzyłeś bo obudziliśmy cały obóz i za karę musieliśmy pracować z tym barze gdzie przychodzą bogowie,
Nie dokończyłam bo pan szanowny Sebastian-cham mi przerwał z premedytacją.
- I Adriana napyskowała Zeusowi i Posejdonowi, a jak się skapnęła to aż przez dziesięć minut lamentowała co to będzie.
Annabeth siedząca obok Percy’ ego ledwo opanowywał śmiech. Chejron łypał na nas spode łba, a Tarvis i Connor tarzali się po trawie ze śmiechu. Gdy wreszcie opanowali się musieli przyznać że mamy o wiele lepszy wynik w żartach i kradzieżach niż oni.
- Ale naprawdę zwinęliście Hermesowi kaduceusz? – spytał Tarvis
- Owszem – powiedział Julka – i zaprzyjaźniliśmy się z Gregiem i Martą. To bardzo miłe węże. Ale mina Króla Złodziei gdy się zorientował że nie ma swojego kaduceusza była bezcenna.
Cały wieczór spędziliśmy na opowiadaniu innym obozowiczom naszych przygód, omijając ta misję na której zginęliśmy. Około 22:00 poszliśmy, wreszcie, do domków. Ja do siedemnastki, Julka do trójki a Seb został w jedenastce. Domek Nike był duży, choć mieszkało tam tylko pięć osób. Dwie dziewczyny i trzech chłopaków, miał parter i piętro. Z zewnątrz był pomalowany na żółto, biało i złoto. Nad drzwiami wisiał wieniec laurowy w złotym kolorze. Pokój grupowej w którym mieszkałam wcześniej pozostał nienaruszony, znajdował się na piętrze. Zapaliłam światło po wejściu do tego pokoju. Dwie ściany były pomalowane na biało, pozostałe na złoto tak jak dwadzieścia lat temu *. Biała pościel leżała idealnie zasłana na łóżku z cisowego drewna tak jakbym była tu wczoraj a nie po dwudziestu latach tu wróciła. Pod oknem stało biurko, w kącie szafa na ubrania, nad łóżkiem był regał, zapełniałam go moimi wygranymi każdego lata. W antyramy były powkładane moje dyplomy z czasów kiedy chodziłam do szkoły w Nowym Orleanie. Jak dobrze być w domu. – pomyślałam. Położyłam moją żółtą walizkę ze skrzydłami na łóżku. Otworzyłam okno i wyjrzałam przez nie. Dużo się tu zmieniło. Czas się zmienił.
Potrzebuję waszego zdania stworzę chłopaka syna dziewicy, ma mieć na imię Tobias, Mason czy Mike?
A dziewczyna córka Hebe ma mieć na imię Luna, Tris, Lexi, czy Alex?
*Postanowiłam że w obozie już w 1980 stały domki bóstw pomniejszych.
Adriana
Było dość późno gdy się obudziłam, słońce dawno wzeszło. Najbardziej zadziwiający był natomiast widok domku Hermesa pogrążonego we śnie. Connor spał na koszu, Tarvis wylegiwał się na parapecie a Seb leżał rozciągnięty na podłodze i o dziwo na twarzy miał maseczkę w miętowym kolorze. Podejrzewam że to pasta do zębów. Skoro już jest południe to trzeba obudzić towarzyszy…, ale najpierw się ubiorę. Wyjęłam z walizki żółte szorty i biały top. Wciągnęłam je na siebie i kontynuowałam misję „budzenie Hermesiątek”. Podeszłam powoli do okna uważając by nikogo nie nadepnąć. Otworzyłam je szeroko i postanowiłam poczekać. Kilka minut później dało się słyszeć pierwsze pomrukiwania obozowiczów którzy poczuli gorące, upalne powietrze.
- Co to, Sahara? – spytał Seb zbity z tropu, powoli wstając z podłogi.
- Nie, domek 11, godzina 12:04. Ale na ziemi chyba jest bardzo wygodnie więc nie będę przeszkadzać – powiedziałam zirytowana
Nie żeby mnie to zdziwiło ale Seb miał na sobie MOJE żółte rurki! Pytanie do niego brzmiało „Dlaczego do cholery jest ubrany w moje rurki?”. To nie koniec dziwnego ubioru… na głowie Tarvisa zauważyłam turban z papieru toaletowego natomiast Connor założył perukę… czyli zielone rajtuzy jakiejś dziewczyny. I jak tu nie wątpić czy jest się przy zdrowych zmysłach… Ogarnięcie tego całego pobojowiska (domku 11-ego) trochę trwało, ale około piętnastej z zadowoleniem mogliśmy powiedzieć że mamy czysto w domku. Po generalnym sprzątaniu udałam się razem z Sebem i Julką na arenę szermierczą by potrenować. Dobrze że miałam swój miecz. Dochodząc do areny usłyszałam że Chejron właśnie ogłaszał kto jest z kim w parze…
- …Adriana z Clarisse – na jego słowa wszyscy obozowicze wyraźnie się przerazili a Clarisse uśmiechnęła się szeroko – Sebastian z Percym, Julka z Annabeth. Walczcie!
Odwróciłam się do Juli i Seba, posłałam im przelotny uśmiech i ruszyłam biegiem ku córce Aresa… chyba. Dziewczyna zmierzyła mnie od stóp do głów.
- Spokojnie, postaram się nie wgnieść cię w ziemię – chrząknęła
- Dobra – szepnęłam przestępując z nogi na nogę – zaczynajmy
Nie chciałam atakować pierwsza, pierwsza zasada w szermierce „Jeśli nie znasz przeciwnika nie atakuj pierwsza” dobra, ona krążyła wokół mnie ja stałam w bezruchu. Nie wiem do końca jak to robie ale podczas walki czy w innym przypadku nie da się mnie zaskoczyć. Po prostu widzę co się dzieje za mną. Clarisse wreszcie się znudziło chodzenie w kółko, zaatakowała. Po prostu rzuciła się na mnie. Uskoczyłam jednocześnie zadając pchnięcie w brzuch. Wyprostowała się i ruszyła w moim kierunku, nasze miecze z brzdękiem się skrzyżowały. Wprowadziłam odgórne cięcie po czym pozwoliłam się zaatakować. Wykorzystałam moment gdy trzymała miecz lżej niż przy ataku. Zahaczyłam o rękojeść i przekręciłam. Broń wypadła z jej ręki, wyskoczyłam z powietrze i złapałam jej miecz w locie za rękojeść. Zgrabnie opadłam przed córkę Aresa przystawiając jej oba miecze do szyi. Jeden z przodu, drugi z tyłu. Clarisse patrzyła na mnie jak na wariatkę…
- Jak ty to, - spytała zdziwiona - przegrywam tylko z Dziećmi Wielkiej Trójki i dziećmi Nike. Więc jesteś córką jednego boga z tych czterech, tak?
- Tak – odpowiedziałam oddając jej miecz. Podbiegłam do Seba i Julki, oni też wygrali ze swoimi przeciwnikami. Seb powalił Percy’ ego a Julka zraniła Annabeth. Niech się dowiedzą że jesteśmy najlepsi w szermierce! Ha!
***
Dzieci Aresa
W domku piątym panowała napięta atmosfera, wszyscy byli niezadowoleni z przegranej Clarisse. Wszyscy próbowali dociec kogo dziećmi są ożywieńcy. Kate, jedna z córek Aresa znalazła w księgach Sybilli taką przepowiednie:
Córka pierwszej miłości wraz z córką mórz i synem wspomnień
Polegnie nie raz lecz pozostanie nadzieja,
Cały świat zależny od ich wspólnych losów,
Bez córki dziewicy i syna młodości
Nienawiść w ich sercach na nowo zagości
Córka bogiń pomocy potrzebuje
W Kordylierach samotnie poluje.
- Clarisse czy przypadkiem od chwili ich śmierci nie upłynęło już dwadzieścia lat? – spytała Kate
- No raczej że minęło!?! – odpowiedziała ze zirytowaniem córka Aresa
- Czyli to o nich!!! – wykrzyknęła uradowana dziewczyna – Masz, przeczytaj – powiedziała wciskając książkę siostrze
Clarisse z ciekawością przyjęła księgę i przeczytała kilka razy przepowiednie. Po czym odłożyła zapiski na półkę.
- Ha! Czyli ona jest albo od Wodorosta albo od Nike! A ten Sebastian to synalek Hermesa!!! No to by się zgadzało!
***
AdrianaPędziłam co sił w nogach nad jezioro kajakowe z Sebem i Julką. Gdy tylko wbiegłam na pomost ściągnęłam buty i szybko wskoczyłam do wody. Seb pływał obok mnie a Julka nurkowała. Złapałam ją za rękę i pociągnęłam na powierzchnię.
- Weź stwórz wielką bańkę w jeziorze żebyśmy mogli tam siedzieć i gadać razem… plose… - zrobiłam słodkie oczka
Nie musiałam długo czekać, kilka chwil później rozmawialiśmy już pod wodą, ale na moje nieszczęście ci od Demeter i Apolla właśnie mieli zajęcia z kajakarstwa… więc chyba pomyśleli że się topiliśmy i wszczęli akcję ratunkową. Był jeden problem, gdy zobaczyli nas w wodzie ale jednocześnie w bańce mało zawału nie dostali. Zauważyłam że wokół jeziora zbierają się obozowicze. Jeden z synów Apolla wypłynął na powierzchnie i zameldował
- Chejronie oni… tam pod wodą… oni… są w bańce… jedno z nich to dziecko Posejdona!!!
- Wiem Will. Adriana, Sebastian, Julka!!! Natychmiast z wody!
Więc wyszliśmy wszyscy susi na brzeg. Powitały nas zdziwione miny obozowiczów. Jak zawsze pękaliśmy ze śmiech tarzając się po piasku na widok min obozowiczów. A oni mówili „Co oni?”. Matko co za sztywniaki! Bawić się nie umieją!!!
- Chejronie możemy powiedzieć bo nie wytrzymamy…? – spytałam jeszcze dławiąc się śmiechem
- Dobrze, - westchnął centaur – mówcie
Uzgodniłam z Julką że ja mówię i posłałam mordercze spojrzenie Sebowi gdy chciał się wtrącić… gdyby spojrzenie mogło zabijać… ach… marzenia… na mojej liście osób do zabicia wzrokiem było DUŻO.
- No jak wiecie jesteśmy ożywieńcami, mieliście zgadnąć naszych boskich rodziców więc zaczniemy od domku Posejdona.
Głos zabrał Percy,
- No więc myślę że ty jesteś od Zeusa, Julka od Ateny a Sebastian od Dionizosa – gdyby się zastanowić to on jest głupi bo wiedział czyimi jesteśmy dziećmi.
- Domek Demetry?
- Tak samo jak powiedział Percy – odparła grupowa czwórki
- Piątka?
- No więc, ty jesteś od Nike, tamta – powiedziała Clarisse wskazując na Julkę - od Wodorosta a ten laluś od Hermesa.
- Tak Clarisse, ja jestem córką Nike, obecną grupową siedemnastki, Seb jest synem Hermesa również obecnym grupowym a Julka córką Posejdona.
Tłum obozowiczów którzy zgromadzili się przy jeziorze rozpoczął dyskusje. Dyskutowali, dyskutowali i dyskutowali. Aż wreszcie uznali nas rodzice. Nad moją głową rozbłysnął złoty wieniec laurowy, nad Sebem żółty kaduceusz, nad Julką trójząb w kolorze zielonym. Co za szczęście! To teraz mam pomysł! Szepnęłam Julce do ucha kilka słów… Ona tylko spojrzała na mnie i się uśmiechnęła po czym odwróciła się w stronę jeziora, podniosła ręce w górę i stworzyła falę jak do jazdy na desce… oraz tak nie dziwcie się, deski surfingowe z wody. Ale będzie jazda!!! Ruszyliśmy biegiem po molu, gdy się skończyło biegliśmy dalej w powietrzu, jak się jest ulubionym herosem Zeusa to można chodzić powietrzu, aż wreszcie wskoczyliśmy na wodne deski lewitujące nad wodą.
- Nie dogonisz mnie! – darłam się do Sebastiana – Jesteś zbyt powolny!
- Ach tak, to popatrz! – tak sobie myślę czy on zdaje sobie sprawę z tego że jestem córką Nike. Ja zawsze wygrywam!
Próbował mnie prześcignąć ale ja wykonałam trik, wyskoczyłam w powietrze na około trzy metry, Seb tak się przeraził że spadł z deski do wody. Śmiechu co niemiara ale zakończmy to już. Złapałam deskę w locie i tak jakby się na niej położyłam. Skierowałam trajektorię lotu w stronę syna Hermesa. Zanurkowałam w wodzie, po chwili się wynurzyłam. Chejron o mało zawału nie dostał. A my dostaliśmy oklaski… Julka wykonywała triki w powietrzu, wreszcie podpłynęła do nas. Kolejna misja zakończona sukcesem! Przybiliśmy piątkę…- Adriana! Sebastian! Julka! Z wami to jest urwanie głowy. Na brzeg! – oznajmił Chejron… posłusznie choć nieśpiesznie wyszliśmy na stały ląd, choć ja to sobie w powietrzu płynęłam na plecach razem z Sebem, a Jula leżała na brzuchy na powierzchni jeziora i czytała książkę z wody. Uwaga zawodowanie! UWAGA!
- Chejronie – powiedziała Annabeth – dlaczego się tak denerwujesz? Czy coś się stało?
- Dobrze opowiem wam. Usiądźcie.
Usiedliśmy blisko Chejrona, ja oczywiście w środku, bo jak mogłoby być inaczej, jestem liderem paczki. Naj, naj, z głupimi pomysłami i robieniem następnie myśleniem.
- Więc Adriana, Sebastian i Julka… co mam opowiadać. Że byli najbardziej nieznośnymi, szalonymi, rządnymi przygód przyjaciółmi w historii obozu, nikt dotąd ich nie przebił. Nawet wy Hoodowie, wasze żarty to nic w porównaniu z ich poczuciem humoru jeśli można to tak nazwać. Nie było dnia żeby nie wywinęli komuś kawału. Raz nawet ukradli kaduceusz Hermesowi. Co tu opowiadać, są odważni aż za nadto, w swoim czasie pobytu w obozie byli najlepszymi szermierzami, najlepiej strzelali z łuku i walczyli sztyletami. Byli na pięciu misjach…
Musiałam się wtrącić bo co by było jakbym się nie wtrąciła do rozmowy, świat by się zawalił!
- Pamiętam jak kiedyś nas goniłeś bo trafiłam cie strzałą z łuku. – obozowicze wybuchli na tą informację niepohamowanym śmiechem - Pobiegliśmy nad rzekę i usiedliśmy na środku przewróconego drzewa. Albo wtedy pierwszy dzień wakacji kiedy przyjechaliśmy do obozu na trzeci rok. Wystrzeliliśmy fajerwerki o trzeciej nad ranem, a ty tak się wkurzyłeś bo obudziliśmy cały obóz i za karę musieliśmy pracować z tym barze gdzie przychodzą bogowie,
Nie dokończyłam bo pan szanowny Sebastian-cham mi przerwał z premedytacją.
- I Adriana napyskowała Zeusowi i Posejdonowi, a jak się skapnęła to aż przez dziesięć minut lamentowała co to będzie.
Annabeth siedząca obok Percy’ ego ledwo opanowywał śmiech. Chejron łypał na nas spode łba, a Tarvis i Connor tarzali się po trawie ze śmiechu. Gdy wreszcie opanowali się musieli przyznać że mamy o wiele lepszy wynik w żartach i kradzieżach niż oni.
- Ale naprawdę zwinęliście Hermesowi kaduceusz? – spytał Tarvis
- Owszem – powiedział Julka – i zaprzyjaźniliśmy się z Gregiem i Martą. To bardzo miłe węże. Ale mina Króla Złodziei gdy się zorientował że nie ma swojego kaduceusza była bezcenna.
Cały wieczór spędziliśmy na opowiadaniu innym obozowiczom naszych przygód, omijając ta misję na której zginęliśmy. Około 22:00 poszliśmy, wreszcie, do domków. Ja do siedemnastki, Julka do trójki a Seb został w jedenastce. Domek Nike był duży, choć mieszkało tam tylko pięć osób. Dwie dziewczyny i trzech chłopaków, miał parter i piętro. Z zewnątrz był pomalowany na żółto, biało i złoto. Nad drzwiami wisiał wieniec laurowy w złotym kolorze. Pokój grupowej w którym mieszkałam wcześniej pozostał nienaruszony, znajdował się na piętrze. Zapaliłam światło po wejściu do tego pokoju. Dwie ściany były pomalowane na biało, pozostałe na złoto tak jak dwadzieścia lat temu *. Biała pościel leżała idealnie zasłana na łóżku z cisowego drewna tak jakbym była tu wczoraj a nie po dwudziestu latach tu wróciła. Pod oknem stało biurko, w kącie szafa na ubrania, nad łóżkiem był regał, zapełniałam go moimi wygranymi każdego lata. W antyramy były powkładane moje dyplomy z czasów kiedy chodziłam do szkoły w Nowym Orleanie. Jak dobrze być w domu. – pomyślałam. Położyłam moją żółtą walizkę ze skrzydłami na łóżku. Otworzyłam okno i wyjrzałam przez nie. Dużo się tu zmieniło. Czas się zmienił.
***
Mam nadzieję że się podoba. Bo mnie się podoba.Potrzebuję waszego zdania stworzę chłopaka syna dziewicy, ma mieć na imię Tobias, Mason czy Mike?
A dziewczyna córka Hebe ma mieć na imię Luna, Tris, Lexi, czy Alex?
*Postanowiłam że w obozie już w 1980 stały domki bóstw pomniejszych.
wtorek, 21 kwietnia 2015
Rozdział II
Rozdział II
Adriana
Gdy uroczystość się skończyła poszłam do domku Hermesa razem z Sebastianem i Julką. Wszyscy obozowicze próbowali się dowiedzieć kogo dziećmi jesteśmy. Snuli przypuszczenia że jestem od Zeusa albo Aresa… byli blisko mojego pochodzenia prawdziwego więc nie chciałam się ujawnić. Seb był brany za syna Apolla, jednak dzieci Apolla mówiły że jest od Dionizosa, ci od Dionizosa że od Hermesa i mieli rację. A Jula, zakładali że jest córką Ateny, i jak tu nie podziwiać herosowej głupoty... Wracając do ciasnego domku Hermesa gdzie mam łóżko prawie złączone z innymi, przejście ma szerokość około piętnastu centymetrów. Nie da się spokojnie przejść między łóżkami by się nie wywalić. Dobrze że jest jeszcze Jula bo chyba bym zwariowała. Nienawidzę się gnieździć razem z jakimiś dupkami z domku Hermesa (nie licząc oczywiście Sebastiana)… Dziś w jedenastce odbywała się impreza. Okazało się że u nich „impra” odbywa się co tydzień (ci od Dionizosa robią imprezy co drugi dzień…). Oczywiście nie obyło się bez mojego głupiego przyjaciela, który musiał się popisać.
- Najpierw przysięgnijcie na Styks że w to zagracie – powiedział Seb, no dobra domyślam się co to za gra… też w to kiedyś grałam.. z nim.
Wszyscy przysięgli, zaczęła się zabawa w Zjebane pytania, no ale jak się przysięga to trza grać.
- Więc zabawa polega na zadawaniu innej osobie której się chce sprośnego pytania… ta ma obowiązek odpowiedzieć i zapytać inną osobę którą chce… No to ja zacznę… Adriana wolałabyś pójść do łóżka z bezdomnym czy pocałować kogoś z obecnych?
- A więc wolałabym pocałować…
- A kogo – drążył temat pogrzany idiota… który dobrze wiedział co odpowiem…
- Ugh… no… - zacięłam się, UWAGA!!! Awaria systemu… powtarzam awaria systemu!!!
- Kogo? – zaciekawił się – szybciej bo się zestarzeję – zrobił ten swój uśmiech złodziejaszka który świadczył o zbyt dużej ilości adrenaliny we krwi.
- Niech będzie… ciebie.
Tylko to powiedziałam a on przyciągnął mnie do siebie i pocałował, było cudownie więc nie protestowałam. Zanim trafiliśmy do Elizjum był moim chłopakiem, przyjacielem i starszym bratem którego nigdy nie miałam. Dało się słyszeć komentarze w stylu „No nie”, „Dlaczego?”, i takie inne… Seb troszeczkę chamski, szalony, zabawny to mi odpowiadało. Wreszcie się od niego oderwałam.
- No dobra gramy dalej. – podsumował
- Jasne, a więc… Tarvis podkochujesz się w kimś z obozu? – spytałam zażenowana
- Tak – powiedział szybko – O bogowie! Po co ja przysięgałem! – począł lamentować
- W kim? - dociekałam
- Julce Solance
Julia po tym wyznaniu o mało z krzesła nie spadła, ja i Seb wybuchnęliśmy śmiechem.
- Stary, będziesz moją ulubioną zaraz po Julce ofiarą żartów, a mam ich trochę w zanadrzu…
- Adriana opowiecie trochę o sobie? No bo my prawie was nie znamy…
- OK, a więc urodziłam się 10 lutego 1979 roku, z Sebastianem i Julką znałam się od dziecka. Zawsze mieliśmy szalone pomysły… W lipcu 1990-ego trafiliśmy do Obozu, ale wcześniej już odkryliśmy że coś z nami nie tak. Ja ciągle wygrywałam nawet wtedy gdy się nie uczyłam do konkursów, miałam najlepsze oceny w szkole, same szóstki. Seb potrafił ukraść wszystko i ciągle robił komuś żarty. A Julka ona lepiej wam opowiem. Byliśmy nad rzeką kilka dni przed przyjazdem do Obozu, na tej rzece leżał powalone drzewo, wiecie jestem do Nike zawsze wygrywam, więc założyłam się z Sebastianem że przez nie przejdę na drugą stronę rzeki. Przeszłam i śmiałam się że on jest taki ciężki że kłoda się pod jego ciężarem załamie. Oczywiście przeszłam na drugą stronę, Julka po moich namowach również. To miał być żart ale nie wyszedł, klepnęłam ją po plecach gdy siedziała obok mnie. Tak się przestraszyła ze z krzykiem wpadła do wody. Gdy wyszła na brzeg dziwiliśmy się że nie jest mokra. Jeszcze raz weszła do wody, zanurzyła się po szyje, wyszła a my stwierdziliśmy również że jest sucha. Wtedy odkryliśmy że włada wodą jako córka Posejdona. Była grupowa tak jak ja, i Seb. Byliśmy razem na pięciu misjach. Na tej piątej zmarliśmy było to 11 kwietnia 1993 roku. Trafiliśmy do Elizjum.
Wszyscy niespokojnie się poruszyli jakby przeszedł ich dreszcz po słowach „zmarliśmy… owszem ożywiono nas po dwudziestu jeden latach spędzonych w Elizjum. Cały wieczór minął dość spokojnie nie licząc chyba zachowania Julki która nie darzyła sympatią „Pana Tarvisa jej przyszłego męża” jak to ujął Seb. Oberwał wtedy wodą… z kibla przyznam należało mu się. Zaczynał z córką Posejdona która nie lubi facetów którzy wyznają jej miłość. Connor próbował przejść przez jezioro wody z kibla ale… był jeden haczyk wpadł do kosza na śmieci przy oknie. Wspaniały początek wspaniałego dnia. Z godzinę Tarvis próbował wyjąć brata z kosza. Wreszcie zainteresowałam się nazwiskiem Seba, Connora i Tarvisa. Przecież oni wszyscy mieli na nazwiska „Hood”. A może przecież Seb miał siostrę młodszą o osiem lat ale miał… a może…
- Tarvis, czy twoja matka nie ma na imię Kate Hood? – spytałam
- Ma, a dlaczego pytasz?
- Bo Kate Hood to o rok lat młodsza siostra Sebastiana… to by znaczyło że jesteście rodziną… nie tylko od ojca…
"Niech nie wie nikt, nie zdradzaj nic,
Żadnych uczuć od teraz tak masz żyć!
Bez słów, bez snów, łzom nie dać się...
Choć świat już wie!"
-Co?!? – wykrzyknął Sebastian, Tarvis i Connor który już został uwolniony od kosza na śmieci…
- Czekaj ty chcesz powiedzieć że moja siostra to matka ich… - wskazał na Connora i Tarvisa – Przecież ona ma… - począł liczyć na palcach- trzydzieści cztery lata… teraz… a ja jestem wciąż piętnastolatkiem… o rany. Impreza trwała w najlepsze do godziny 23:00, o tej godzinie położyłam się spać. Bardzo szybko zasnęłam
Adriana
Gdy uroczystość się skończyła poszłam do domku Hermesa razem z Sebastianem i Julką. Wszyscy obozowicze próbowali się dowiedzieć kogo dziećmi jesteśmy. Snuli przypuszczenia że jestem od Zeusa albo Aresa… byli blisko mojego pochodzenia prawdziwego więc nie chciałam się ujawnić. Seb był brany za syna Apolla, jednak dzieci Apolla mówiły że jest od Dionizosa, ci od Dionizosa że od Hermesa i mieli rację. A Jula, zakładali że jest córką Ateny, i jak tu nie podziwiać herosowej głupoty... Wracając do ciasnego domku Hermesa gdzie mam łóżko prawie złączone z innymi, przejście ma szerokość około piętnastu centymetrów. Nie da się spokojnie przejść między łóżkami by się nie wywalić. Dobrze że jest jeszcze Jula bo chyba bym zwariowała. Nienawidzę się gnieździć razem z jakimiś dupkami z domku Hermesa (nie licząc oczywiście Sebastiana)… Dziś w jedenastce odbywała się impreza. Okazało się że u nich „impra” odbywa się co tydzień (ci od Dionizosa robią imprezy co drugi dzień…). Oczywiście nie obyło się bez mojego głupiego przyjaciela, który musiał się popisać.
- Najpierw przysięgnijcie na Styks że w to zagracie – powiedział Seb, no dobra domyślam się co to za gra… też w to kiedyś grałam.. z nim.
Wszyscy przysięgli, zaczęła się zabawa w Zjebane pytania, no ale jak się przysięga to trza grać.
- Więc zabawa polega na zadawaniu innej osobie której się chce sprośnego pytania… ta ma obowiązek odpowiedzieć i zapytać inną osobę którą chce… No to ja zacznę… Adriana wolałabyś pójść do łóżka z bezdomnym czy pocałować kogoś z obecnych?
- A więc wolałabym pocałować…
- A kogo – drążył temat pogrzany idiota… który dobrze wiedział co odpowiem…
- Ugh… no… - zacięłam się, UWAGA!!! Awaria systemu… powtarzam awaria systemu!!!
- Kogo? – zaciekawił się – szybciej bo się zestarzeję – zrobił ten swój uśmiech złodziejaszka który świadczył o zbyt dużej ilości adrenaliny we krwi.
- Niech będzie… ciebie.
Tylko to powiedziałam a on przyciągnął mnie do siebie i pocałował, było cudownie więc nie protestowałam. Zanim trafiliśmy do Elizjum był moim chłopakiem, przyjacielem i starszym bratem którego nigdy nie miałam. Dało się słyszeć komentarze w stylu „No nie”, „Dlaczego?”, i takie inne… Seb troszeczkę chamski, szalony, zabawny to mi odpowiadało. Wreszcie się od niego oderwałam.
- No dobra gramy dalej. – podsumował
- Jasne, a więc… Tarvis podkochujesz się w kimś z obozu? – spytałam zażenowana
- Tak – powiedział szybko – O bogowie! Po co ja przysięgałem! – począł lamentować
- W kim? - dociekałam
- Julce Solance
Julia po tym wyznaniu o mało z krzesła nie spadła, ja i Seb wybuchnęliśmy śmiechem.
- Stary, będziesz moją ulubioną zaraz po Julce ofiarą żartów, a mam ich trochę w zanadrzu…
- Adriana opowiecie trochę o sobie? No bo my prawie was nie znamy…
- OK, a więc urodziłam się 10 lutego 1979 roku, z Sebastianem i Julką znałam się od dziecka. Zawsze mieliśmy szalone pomysły… W lipcu 1990-ego trafiliśmy do Obozu, ale wcześniej już odkryliśmy że coś z nami nie tak. Ja ciągle wygrywałam nawet wtedy gdy się nie uczyłam do konkursów, miałam najlepsze oceny w szkole, same szóstki. Seb potrafił ukraść wszystko i ciągle robił komuś żarty. A Julka ona lepiej wam opowiem. Byliśmy nad rzeką kilka dni przed przyjazdem do Obozu, na tej rzece leżał powalone drzewo, wiecie jestem do Nike zawsze wygrywam, więc założyłam się z Sebastianem że przez nie przejdę na drugą stronę rzeki. Przeszłam i śmiałam się że on jest taki ciężki że kłoda się pod jego ciężarem załamie. Oczywiście przeszłam na drugą stronę, Julka po moich namowach również. To miał być żart ale nie wyszedł, klepnęłam ją po plecach gdy siedziała obok mnie. Tak się przestraszyła ze z krzykiem wpadła do wody. Gdy wyszła na brzeg dziwiliśmy się że nie jest mokra. Jeszcze raz weszła do wody, zanurzyła się po szyje, wyszła a my stwierdziliśmy również że jest sucha. Wtedy odkryliśmy że włada wodą jako córka Posejdona. Była grupowa tak jak ja, i Seb. Byliśmy razem na pięciu misjach. Na tej piątej zmarliśmy było to 11 kwietnia 1993 roku. Trafiliśmy do Elizjum.
Wszyscy niespokojnie się poruszyli jakby przeszedł ich dreszcz po słowach „zmarliśmy… owszem ożywiono nas po dwudziestu jeden latach spędzonych w Elizjum. Cały wieczór minął dość spokojnie nie licząc chyba zachowania Julki która nie darzyła sympatią „Pana Tarvisa jej przyszłego męża” jak to ujął Seb. Oberwał wtedy wodą… z kibla przyznam należało mu się. Zaczynał z córką Posejdona która nie lubi facetów którzy wyznają jej miłość. Connor próbował przejść przez jezioro wody z kibla ale… był jeden haczyk wpadł do kosza na śmieci przy oknie. Wspaniały początek wspaniałego dnia. Z godzinę Tarvis próbował wyjąć brata z kosza. Wreszcie zainteresowałam się nazwiskiem Seba, Connora i Tarvisa. Przecież oni wszyscy mieli na nazwiska „Hood”. A może przecież Seb miał siostrę młodszą o osiem lat ale miał… a może…
- Tarvis, czy twoja matka nie ma na imię Kate Hood? – spytałam
- Ma, a dlaczego pytasz?
- Bo Kate Hood to o rok lat młodsza siostra Sebastiana… to by znaczyło że jesteście rodziną… nie tylko od ojca…
"Niech nie wie nikt, nie zdradzaj nic,
Żadnych uczuć od teraz tak masz żyć!
Bez słów, bez snów, łzom nie dać się...
Choć świat już wie!"
-Co?!? – wykrzyknął Sebastian, Tarvis i Connor który już został uwolniony od kosza na śmieci…
- Czekaj ty chcesz powiedzieć że moja siostra to matka ich… - wskazał na Connora i Tarvisa – Przecież ona ma… - począł liczyć na palcach- trzydzieści cztery lata… teraz… a ja jestem wciąż piętnastolatkiem… o rany. Impreza trwała w najlepsze do godziny 23:00, o tej godzinie położyłam się spać. Bardzo szybko zasnęłam
Rozdział I
Rozdział I
Zaginieni
Jest 29 lipca 2014 roku. Dziś w Obozie Herosów ma się odbyć święto Trzech ożywionych duchów z Elizjum. Od rana trwają poszukiwania Percy’ ego,dzieci z domku Nike i Hermesa. Nigdzie ich nie ma, od rana nikt ich nie widział. Annabeth przez cały czas siedzi w domku Ateny i płacze z powodu zniknięcia Percy’ ego. Domek Hadesa również jest pusty, nikt nie widział ich… od wczorajszego wieczoru. Tylko Chejron wygląda na takiego który wie gdzie znajdują się
W tym samym czasie herosi którzy „zaginęli” siedzieli na posadce w piwnicach jednego z wieżowców w Nowym Jorku. Z ożywieniem rozprawiali o zaistniałej sytuacji…
- Nico, powiedz mi po jaką cholerę siedzimy w podziemiu! Annabeth mnie zabije… - powiedział z wyrzutem syn Posejdona, Percy. Siedział po turecku (nie po rusku) na ziemi i bujał się w tył i w przód.
- Percy… ja nie wiem. Tata nie chciał mi powiedzieć. Wiem tylko tyle że to ma związek z Dniem Ożywieńców. – bronił się syn Hadesa Nico
- Percy? A może coś zwiniemy? – zaproponował Tarvis syn Hermesa – To przecież wspaniała okazja by ukraść jakąś rzecz z podziemia. Taka może się już nigdy nie wydarzyć. – powiedziawszy to począł oględziny korytarza z pomocą Connora swojego brata bliźniaka. Już miał zabrać dzban na którym przedstawiono sceny z życia każdego człowieka zaczynając od narodzin a kończąc na sondzie ostatecznym. Największy obrazek przedstawiał Pola Kar. Syn Posejdona miał już zaprotestować ale nagle ze skrzypem otworzyły się drzwi do wielkiej komnaty, Sali tronowej Hadesa, pana umarłych. Z pomieszczenia wyszło dwudziestu bogów oraz kilku duchów których sylwetki nie za bardzo było można dostrzec. Pierwszy głos zabrał Hermes…
- No, no co tam udało się wam zwinąć dzieci? – do boga złodziei podszedł Tarvis i Connor, uchylili torbę i pokazali ojcu wazę. – Hadesie powinieneś nie zostawiać swoich… jakby to rzec… ach skarbów na widoku ponieważ dobrze znasz moje dzieci które szczerze mówiąc są bardzo do mnie podobne.
Hades zaczął nagle rozglądać się po Sali, jakby czegoś poszukiwał.
- Hermesie do jasnej ciasnej gdzie moje berło!!! – krzyknął – Znów bawisz się w „Robin Hooda”!!!
- Popatrzę sobie z boku jak wygląda ta kłótnia, zapowiada się nawet fascynująco. Stary Trupi Dech vs Król Złodziei, ciekawe kto wygra… - dało się słyszeć komentarz Aresa
Kłótnia, jak kłótnia… fascynująca. Pozostali bogowie znudzeni już zaistniałą sytuacją postanowili przejść do sedna rzeczy i nie wtrącać się do „rozprawy” nad ukradzionym, zwiniętym, skradzionym, wyparowanym czy znikniętym berłem.
- Jak wiecie za kilka godzin odbędzie się dzień Ożywieńców. W związku z tym wybraliśmy trzech herosów a właściwie Hadesa ich zaproponował a my na to przystanęliśmy… – Zeus spojrzał na boga Podziemi który jeszcze.. wykłócał się z Hermesem.
- Są to herosi którzy umarli heroiczną śmiercią na jednej z misji w których uczestniczyli, walczyli wtedy z Polifemem, zabili go przypłacając wygraną życiem, nie żyją od 11 kwietnia 1993 roku. – Dokończyła Nike, bogini zwycięstwa, wreszcie ku uldze bogów Hermes oddał Hadesowi berło i mogli uczestniczyć dalej w wprowadzeniu.
Wtedy z tłumu wyszedł chłopak mający czarne włosy, jasnoniebieskie oczy i nie schodzący w twarzy uśmiech opryszka,trzymał za rękę dziewczynę która wyglądała na około czternaście lat, miała kasztanowe włosy i bursztynowe oczy. Obok nich szła około dwunastoletnia blondynka o niebieskich oczach.
- To Sebastian Hood, syn Hermesa były grupowy 11. – powiedziała Atena – To Adriana Sulivan córka Nike, była grupowa domku 17. A to…
- Julia Solance – skończył za Atenę Posejdon i zwrócił się do Percy’ego – Moja córka… oni… są troszeczkę szaleni, można powiedzieć że nieobliczalni, szczególnie Sebastian – tu spojrzał na syna Hermesa – prześladuje moją córkę.
- Tarvis, Connor, mam nadzieję że się z nimi zaprzyjaźnicie. Gdy oni byli w Obozie… Hmm… no powiedzmy tak, każdy musiał pilnować wszystkiego, bo mogło się to skończyć katastrofą. A domek Hefajstosa nawet założył wtedy drut kolczasty i inne pułapki by… na pewno się z nimi dogadacie oni byli waszymi tak powiedziawszy przodkami w głupich i szalonych pomysłach. Oczywiście po uznaniu Sebastian zostanie grupowym – powiedział Hermes, wzrok Tarvisa i Connora nagle powędrował do ich brata… ten uśmiech który nie schodził mu z twarzy był dowodem że to co mówi Hermes to prawda.
- Myślę że możemy udać się do już do Obozu. Lecz najpierw wszyscy przysięgną na Styks że nie powiedzą nikomu czyimi dziećmi są ożywieńcy. – wszyscy przysięgli na Styks – Wracając jeszcze do mojego 17 domku, to przepraszam Brendo ale Adriana zostanie grupową. Możemy już iść…
Chwile później wszyscy stali na arenie w Obozie Herosów.
- Wybraliśmy ożywieńców są nimi… Adriana Sulivan, Sebastian Hood i Julka Solance. Nie zdradzimy wam czyimi są dziećmi. Sami musicie odgadnąć ich pochodzenie. Adriana na 14 lat, Sebastian jest o miesiąc od niej starszy. Julka ma 12 lat.
Gdy tylko Chejron zobaczył Adrianę, Sebastiana i Julkę wiedział że będzie to długie lato tak jak i następne. Córka Nike i syn Hermesa razem stanowili mieszankę wybuchową, wraz z Julką córką Posejdona byli najlepszymi szermierzami w obozie, jednak nie było takiego dnia by nie wywinęli komuś kawału. Ciekawiło centaura tylko jedno jaki tym razem dowcip wywinął…
Zaginieni
Jest 29 lipca 2014 roku. Dziś w Obozie Herosów ma się odbyć święto Trzech ożywionych duchów z Elizjum. Od rana trwają poszukiwania Percy’ ego,dzieci z domku Nike i Hermesa. Nigdzie ich nie ma, od rana nikt ich nie widział. Annabeth przez cały czas siedzi w domku Ateny i płacze z powodu zniknięcia Percy’ ego. Domek Hadesa również jest pusty, nikt nie widział ich… od wczorajszego wieczoru. Tylko Chejron wygląda na takiego który wie gdzie znajdują się
W tym samym czasie herosi którzy „zaginęli” siedzieli na posadce w piwnicach jednego z wieżowców w Nowym Jorku. Z ożywieniem rozprawiali o zaistniałej sytuacji…
- Nico, powiedz mi po jaką cholerę siedzimy w podziemiu! Annabeth mnie zabije… - powiedział z wyrzutem syn Posejdona, Percy. Siedział po turecku (nie po rusku) na ziemi i bujał się w tył i w przód.
- Percy… ja nie wiem. Tata nie chciał mi powiedzieć. Wiem tylko tyle że to ma związek z Dniem Ożywieńców. – bronił się syn Hadesa Nico
- Percy? A może coś zwiniemy? – zaproponował Tarvis syn Hermesa – To przecież wspaniała okazja by ukraść jakąś rzecz z podziemia. Taka może się już nigdy nie wydarzyć. – powiedziawszy to począł oględziny korytarza z pomocą Connora swojego brata bliźniaka. Już miał zabrać dzban na którym przedstawiono sceny z życia każdego człowieka zaczynając od narodzin a kończąc na sondzie ostatecznym. Największy obrazek przedstawiał Pola Kar. Syn Posejdona miał już zaprotestować ale nagle ze skrzypem otworzyły się drzwi do wielkiej komnaty, Sali tronowej Hadesa, pana umarłych. Z pomieszczenia wyszło dwudziestu bogów oraz kilku duchów których sylwetki nie za bardzo było można dostrzec. Pierwszy głos zabrał Hermes…
- No, no co tam udało się wam zwinąć dzieci? – do boga złodziei podszedł Tarvis i Connor, uchylili torbę i pokazali ojcu wazę. – Hadesie powinieneś nie zostawiać swoich… jakby to rzec… ach skarbów na widoku ponieważ dobrze znasz moje dzieci które szczerze mówiąc są bardzo do mnie podobne.
Hades zaczął nagle rozglądać się po Sali, jakby czegoś poszukiwał.
- Hermesie do jasnej ciasnej gdzie moje berło!!! – krzyknął – Znów bawisz się w „Robin Hooda”!!!
- Popatrzę sobie z boku jak wygląda ta kłótnia, zapowiada się nawet fascynująco. Stary Trupi Dech vs Król Złodziei, ciekawe kto wygra… - dało się słyszeć komentarz Aresa
Kłótnia, jak kłótnia… fascynująca. Pozostali bogowie znudzeni już zaistniałą sytuacją postanowili przejść do sedna rzeczy i nie wtrącać się do „rozprawy” nad ukradzionym, zwiniętym, skradzionym, wyparowanym czy znikniętym berłem.
- Jak wiecie za kilka godzin odbędzie się dzień Ożywieńców. W związku z tym wybraliśmy trzech herosów a właściwie Hadesa ich zaproponował a my na to przystanęliśmy… – Zeus spojrzał na boga Podziemi który jeszcze.. wykłócał się z Hermesem.
- Są to herosi którzy umarli heroiczną śmiercią na jednej z misji w których uczestniczyli, walczyli wtedy z Polifemem, zabili go przypłacając wygraną życiem, nie żyją od 11 kwietnia 1993 roku. – Dokończyła Nike, bogini zwycięstwa, wreszcie ku uldze bogów Hermes oddał Hadesowi berło i mogli uczestniczyć dalej w wprowadzeniu.
Wtedy z tłumu wyszedł chłopak mający czarne włosy, jasnoniebieskie oczy i nie schodzący w twarzy uśmiech opryszka,trzymał za rękę dziewczynę która wyglądała na około czternaście lat, miała kasztanowe włosy i bursztynowe oczy. Obok nich szła około dwunastoletnia blondynka o niebieskich oczach.
- To Sebastian Hood, syn Hermesa były grupowy 11. – powiedziała Atena – To Adriana Sulivan córka Nike, była grupowa domku 17. A to…
- Julia Solance – skończył za Atenę Posejdon i zwrócił się do Percy’ego – Moja córka… oni… są troszeczkę szaleni, można powiedzieć że nieobliczalni, szczególnie Sebastian – tu spojrzał na syna Hermesa – prześladuje moją córkę.
- Tarvis, Connor, mam nadzieję że się z nimi zaprzyjaźnicie. Gdy oni byli w Obozie… Hmm… no powiedzmy tak, każdy musiał pilnować wszystkiego, bo mogło się to skończyć katastrofą. A domek Hefajstosa nawet założył wtedy drut kolczasty i inne pułapki by… na pewno się z nimi dogadacie oni byli waszymi tak powiedziawszy przodkami w głupich i szalonych pomysłach. Oczywiście po uznaniu Sebastian zostanie grupowym – powiedział Hermes, wzrok Tarvisa i Connora nagle powędrował do ich brata… ten uśmiech który nie schodził mu z twarzy był dowodem że to co mówi Hermes to prawda.
- Myślę że możemy udać się do już do Obozu. Lecz najpierw wszyscy przysięgną na Styks że nie powiedzą nikomu czyimi dziećmi są ożywieńcy. – wszyscy przysięgli na Styks – Wracając jeszcze do mojego 17 domku, to przepraszam Brendo ale Adriana zostanie grupową. Możemy już iść…
Chwile później wszyscy stali na arenie w Obozie Herosów.
- Wybraliśmy ożywieńców są nimi… Adriana Sulivan, Sebastian Hood i Julka Solance. Nie zdradzimy wam czyimi są dziećmi. Sami musicie odgadnąć ich pochodzenie. Adriana na 14 lat, Sebastian jest o miesiąc od niej starszy. Julka ma 12 lat.
Gdy tylko Chejron zobaczył Adrianę, Sebastiana i Julkę wiedział że będzie to długie lato tak jak i następne. Córka Nike i syn Hermesa razem stanowili mieszankę wybuchową, wraz z Julką córką Posejdona byli najlepszymi szermierzami w obozie, jednak nie było takiego dnia by nie wywinęli komuś kawału. Ciekawiło centaura tylko jedno jaki tym razem dowcip wywinął…
Prolog
Prolog
Cześć, jestem Adriana Sulivan córka Nike mam czternaście lat. No powiedzmy bo nie żyję od 1993 roku, byłam wtedy na misji. W dniu mojej śmierci walczyłam razem z przyjaciółmi z Polifemem o przejście przez jego jaskinię, udało się się go zabić jednak przypłaciliśmy to życiem. Strącił mnie i Sebastiana ostatkiem sił z klifu do oceanu zmarłam trzymając go za rękę. Julka oddała duch kilka minut wcześniej z powodu wykrwawienia się, cyklop wbił jej sztylet w okolice serca. Trafiliśmy na wyspy błogosławione. Za życia byłam na czterech misjach które zakończyły się sukcesem i na jednej którą przypłaciliśmy życiem. Jedna z przepowiedni odnosiła się do nas trojga:
Córka pierwszej miłości wraz z córką mórz i synem wspomnień
Polegnie lecz pozostanie nadzieja,
Cały świat zależny od ich losów,
Bez córki dziewicy i syna młodości
Nienawiść w ich sercach na nowo zagości
Córka bogiń pomocy potrzebuje
W Kordylierach samotnie poluje.
Nie do końca rozumiem tą przepowiednie. Dziewice które są boginiami to Atena, Hestia , Hera i… a może… Artemida, zresztą nie ma co dochodzić to może wiele znaczyć. Bogini młodości to Hebe więc to musi być jej dziecko. No, koniec, nie rozmyślam więcej o tej przepowiedni. Wiedzieliśmy że zbliża się obchody Ożywienia trzech duchów z Elizjum. Ja, Julka i Sebastian jakieś dwa tygodnie przed wyborem zrobiliśmy taki kawał Hadesowi że o mało nie trafił do psychiatryka… A mianowicie wysadziliśmy połowę jego lochów, przypadkiem uwolniliśmy kilka, na dobra dużo potworków. Biedaczek dzień i noc użerał się z więźniami. Najdziwniejsze jest to że dogadałam się z Hadesem (wujkiem) i zaprzyjaźniałam się z Cerberem. Słodki jest… Niedługo jednak po tym wydarzeniu które o mało, zaznaczam… o mało (bo mało brakowało) nie przyprawiło Hadesa o chorobę psychiczną znaną pod nazwą… zaduchowanie… wreszcie ku mojemu szczęściu wybrano nas. Jak się cieszę by znów zobaczyć słońce, świat, powalczyć sobie i w ogóle.
Cześć, jestem Adriana Sulivan córka Nike mam czternaście lat. No powiedzmy bo nie żyję od 1993 roku, byłam wtedy na misji. W dniu mojej śmierci walczyłam razem z przyjaciółmi z Polifemem o przejście przez jego jaskinię, udało się się go zabić jednak przypłaciliśmy to życiem. Strącił mnie i Sebastiana ostatkiem sił z klifu do oceanu zmarłam trzymając go za rękę. Julka oddała duch kilka minut wcześniej z powodu wykrwawienia się, cyklop wbił jej sztylet w okolice serca. Trafiliśmy na wyspy błogosławione. Za życia byłam na czterech misjach które zakończyły się sukcesem i na jednej którą przypłaciliśmy życiem. Jedna z przepowiedni odnosiła się do nas trojga:
Córka pierwszej miłości wraz z córką mórz i synem wspomnień
Polegnie lecz pozostanie nadzieja,
Cały świat zależny od ich losów,
Bez córki dziewicy i syna młodości
Nienawiść w ich sercach na nowo zagości
Córka bogiń pomocy potrzebuje
W Kordylierach samotnie poluje.
Nie do końca rozumiem tą przepowiednie. Dziewice które są boginiami to Atena, Hestia , Hera i… a może… Artemida, zresztą nie ma co dochodzić to może wiele znaczyć. Bogini młodości to Hebe więc to musi być jej dziecko. No, koniec, nie rozmyślam więcej o tej przepowiedni. Wiedzieliśmy że zbliża się obchody Ożywienia trzech duchów z Elizjum. Ja, Julka i Sebastian jakieś dwa tygodnie przed wyborem zrobiliśmy taki kawał Hadesowi że o mało nie trafił do psychiatryka… A mianowicie wysadziliśmy połowę jego lochów, przypadkiem uwolniliśmy kilka, na dobra dużo potworków. Biedaczek dzień i noc użerał się z więźniami. Najdziwniejsze jest to że dogadałam się z Hadesem (wujkiem) i zaprzyjaźniałam się z Cerberem. Słodki jest… Niedługo jednak po tym wydarzeniu które o mało, zaznaczam… o mało (bo mało brakowało) nie przyprawiło Hadesa o chorobę psychiczną znaną pod nazwą… zaduchowanie… wreszcie ku mojemu szczęściu wybrano nas. Jak się cieszę by znów zobaczyć słońce, świat, powalczyć sobie i w ogóle.
Wprowadzenie - bohaterowie
Adriana Sulivan (10.02. 1979 -11.04.1993)
Zmarła córka Nike, była grupowa tego domku. Uwielbiała wygrywać miała fioła na tym punkcie. Kochała rywalizować, nie znosiła porażek, uparta, zawsze dążyła do zamierzonego celu. Według innych obozowiczów była heroską idealną. Jednak nie do końca. Była roztrzepana, najpierw robiła później myślała o konsekwencjach, czasami jej pomysły przechodziły sto razy poziom szaleństwa, adrenalina i wiatr we włosach potrzebne były jej do życia. Lubiła nowe wyzwania, szczególnie kochała zakładać się o „coś” z Sebem Hood przyjacielem, synem Hermesa. Zawsze wtedy wygrywała, miała przyjaciółkę Julkę Solance, córkę Posejdona. Która tak samo jak ona uwielbiała wygrywać i poznawać swoje „nowe” umiejętności, kochała poczuć wiatr we włosach, ubóstwiała adrenalinę i niebezpieczeństwo. Adriana lubiła farbować swoje kasztanowe włosy. Oczy miała w kolorze bursztynowym. Dziewczyna była szczupła i wysoka. Zmarła w wieku 14 lat na misji razem z Sebastianem i Julką walcząc z Polifemem, podczas walki cyklop strącił ją i Sebastiana do oceanu gdzie utonęli a Julce wbił sztylet w okolice serca, wszyscy trafili do Elizjum. Uwielbiała czarny, szary, niebieski, biały, złoty i srebrny. Walczyła mieczem i sztyletem, łukiem też.
Julka Solance (28.02.1981 – 11.04.1993)
Zmarła córka Posejdona. Za życia uwielbiała poznawać swoje „nowe” umiejętności, kochała poczuć wiatr we włosach, ubóstwiała adrenalinę i niebezpieczeństwo. Była dziwna, czasami zachowywała się jak pięciolatka. Jej oczy były niebieskie, włosy w odcieniu bardzo jasnego białego blondu. Zmarła w wieku 11 lat. Jej ulubionym kolorem był niebieski i zielony, kochała pływać. Dopełnienie Adriany i Sebastiana. Jeżeli mówimy o jej charakterze to była: wścibska, jeśli trzeba dyskretna, umiała podnieść ludzi na duchu, miała tysiąc pomysłów na minutę jak spędzić ten dzień. Walczyła mieczem, czasami łukiem. Jej ulubionym zajęciem w Obozie było polowanie, w szkole najbardziej lubiła historię i grekę, wolny czas spędzała w gronie swoich nieogarniętych przyjaciół. Bardzo odważna, śmiała, wiedząca czego chce, uczciwa. Zupełne przeciwieństwo Adriany. Do obozu Herosów trafiła wraz z Aniką i Sebastianem. Miała wtedy 8 lat, Adriana i Seb po 11. Umie oddychać pod wodą, władać nią, uzdrawiać się za jej pomocą , znikać w obłoku pary i pojawiać się w innym miejscu (tak jakby podróż cieniem) inaczej podróż parą.
Sebastian Hood (15.01.1979 -11.04.1993)
Zmarły syn Hermesa, były grupowy tego domku. Przyjaciel Adriany i Julki. Chłopak Adriany, miał czarne włosy, jasnoniebieskie oczy i nie schodzący w twarzy uśmiech opryszka. W jego oczach można było dostrzec niebezpieczne ogniki które świadczyły o tym że wytnie za chwilę komuś kawał. Wszyscy w obozie go lubili, nawet Julka która była jego ulubioną ofiarą żartów. Jego piwne oczy zdradzały spryt i inteligencję. Nie lubił Phila syna Apolla(zmarły ma misji) który ciągle przystawiał się do Ady (zdrobnienie imienia Adriana). Ciągle miał nowe pomysły na kawały, dowcipy i żarty. Przekonała się o tym Julka idąc na kolację do stołówki, ukradł jej wtedy sznurówki (w kolorze niebieskim, to jej ulubiony kolor) to zdenerwowana odkryła że włada złożami wody słonej pod powierzchnią ziemi. Chłopak nałykał się wtedy nieźle morskiej wody. Musiał przyrzec na Styks że więcej nie wywinie jej żadnego kawału. Przez tydzień był opanowany lecz wreszcie nie wytrzymał i biedna dziewczyna zamiast szamponu umyła włosy pastą do zębów, jeszcze tego samego dnia Seba po całym obozie goniło stado ogarów z Panią O’Leary na czele i trzy łaskawe (dla mniej wtajemniczonych Erynie). Umarł wieku 14 lat. Chwilę przed tragedią wyznał jej że kocha Adrianę. Ta spytana czy zostanie jego dziewczyną odpowiedziała że tak i pocałowała go. Trzymał rękę Adriany aż do chwili śmierci. Trafił na Pola Elizejskie
Zmarła córka Nike, była grupowa tego domku. Uwielbiała wygrywać miała fioła na tym punkcie. Kochała rywalizować, nie znosiła porażek, uparta, zawsze dążyła do zamierzonego celu. Według innych obozowiczów była heroską idealną. Jednak nie do końca. Była roztrzepana, najpierw robiła później myślała o konsekwencjach, czasami jej pomysły przechodziły sto razy poziom szaleństwa, adrenalina i wiatr we włosach potrzebne były jej do życia. Lubiła nowe wyzwania, szczególnie kochała zakładać się o „coś” z Sebem Hood przyjacielem, synem Hermesa. Zawsze wtedy wygrywała, miała przyjaciółkę Julkę Solance, córkę Posejdona. Która tak samo jak ona uwielbiała wygrywać i poznawać swoje „nowe” umiejętności, kochała poczuć wiatr we włosach, ubóstwiała adrenalinę i niebezpieczeństwo. Adriana lubiła farbować swoje kasztanowe włosy. Oczy miała w kolorze bursztynowym. Dziewczyna była szczupła i wysoka. Zmarła w wieku 14 lat na misji razem z Sebastianem i Julką walcząc z Polifemem, podczas walki cyklop strącił ją i Sebastiana do oceanu gdzie utonęli a Julce wbił sztylet w okolice serca, wszyscy trafili do Elizjum. Uwielbiała czarny, szary, niebieski, biały, złoty i srebrny. Walczyła mieczem i sztyletem, łukiem też.
Julka Solance (28.02.1981 – 11.04.1993)
Zmarła córka Posejdona. Za życia uwielbiała poznawać swoje „nowe” umiejętności, kochała poczuć wiatr we włosach, ubóstwiała adrenalinę i niebezpieczeństwo. Była dziwna, czasami zachowywała się jak pięciolatka. Jej oczy były niebieskie, włosy w odcieniu bardzo jasnego białego blondu. Zmarła w wieku 11 lat. Jej ulubionym kolorem był niebieski i zielony, kochała pływać. Dopełnienie Adriany i Sebastiana. Jeżeli mówimy o jej charakterze to była: wścibska, jeśli trzeba dyskretna, umiała podnieść ludzi na duchu, miała tysiąc pomysłów na minutę jak spędzić ten dzień. Walczyła mieczem, czasami łukiem. Jej ulubionym zajęciem w Obozie było polowanie, w szkole najbardziej lubiła historię i grekę, wolny czas spędzała w gronie swoich nieogarniętych przyjaciół. Bardzo odważna, śmiała, wiedząca czego chce, uczciwa. Zupełne przeciwieństwo Adriany. Do obozu Herosów trafiła wraz z Aniką i Sebastianem. Miała wtedy 8 lat, Adriana i Seb po 11. Umie oddychać pod wodą, władać nią, uzdrawiać się za jej pomocą , znikać w obłoku pary i pojawiać się w innym miejscu (tak jakby podróż cieniem) inaczej podróż parą.
Sebastian Hood (15.01.1979 -11.04.1993)
Zmarły syn Hermesa, były grupowy tego domku. Przyjaciel Adriany i Julki. Chłopak Adriany, miał czarne włosy, jasnoniebieskie oczy i nie schodzący w twarzy uśmiech opryszka. W jego oczach można było dostrzec niebezpieczne ogniki które świadczyły o tym że wytnie za chwilę komuś kawał. Wszyscy w obozie go lubili, nawet Julka która była jego ulubioną ofiarą żartów. Jego piwne oczy zdradzały spryt i inteligencję. Nie lubił Phila syna Apolla(zmarły ma misji) który ciągle przystawiał się do Ady (zdrobnienie imienia Adriana). Ciągle miał nowe pomysły na kawały, dowcipy i żarty. Przekonała się o tym Julka idąc na kolację do stołówki, ukradł jej wtedy sznurówki (w kolorze niebieskim, to jej ulubiony kolor) to zdenerwowana odkryła że włada złożami wody słonej pod powierzchnią ziemi. Chłopak nałykał się wtedy nieźle morskiej wody. Musiał przyrzec na Styks że więcej nie wywinie jej żadnego kawału. Przez tydzień był opanowany lecz wreszcie nie wytrzymał i biedna dziewczyna zamiast szamponu umyła włosy pastą do zębów, jeszcze tego samego dnia Seba po całym obozie goniło stado ogarów z Panią O’Leary na czele i trzy łaskawe (dla mniej wtajemniczonych Erynie). Umarł wieku 14 lat. Chwilę przed tragedią wyznał jej że kocha Adrianę. Ta spytana czy zostanie jego dziewczyną odpowiedziała że tak i pocałowała go. Trzymał rękę Adriany aż do chwili śmierci. Trafił na Pola Elizejskie
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)